# Najwyżej dwie kadencje dla posłów i senatorów

> Petycja Fundacji Dobre Państwo. Strona: https://dobrepanstwo.org/petycje/dwie-kadencje-parlamentarzysty
> Licencja: CC BY 4.0. Cytowanie: Fundacja Dobre Państwo, „Najwyżej dwie kadencje dla posłów i senatorów”, dobrepanstwo.org.

Petycja postuluje zmianę art. 11 § 4 Kodeksu wyborczego, tak by osoba dwukrotnie wybrana na posła lub senatora nie mogła ponownie kandydować, podobnie jak obecnie wójt w swojej gminie. Fundacja argumentuje, że wieloletnie sprawowanie mandatu sprzyja układom, korupcji i nepotyzmowi, a rotacja otwiera politykę na nowych ludzi i pomysły.

- Temat: Wybory i referenda
- Czego dotyczy: Kodeks wyborczy, art. 11 § 4
- Do kogo: Sejm, Senat, Prezydent RP
- Stan: Komisja Sejmu nie uwzględniła żądania (8 maja 2025)

## Gdzie trafiła i co się stało

- 3 lipca 2024, Sejm, BKSP-155-X-253/24: Komisja do Spraw Petycji: nie uwzględniła żądania (źródło: sejm.gov.pl, odczyt 10.10.2026)
- 3 lipca 2024, Senat, P11-92/24: Komisja Petycji Senatu nie podjęła dalszych prac (postulat nieuwzględniony) (źródło: senat.gov.pl, odczyt 10.10.2026)
- 20 września 2024, Prezydent RP: Prezydent nie prowadzi rejestru petycji; odpowiedzi nie odnotowano (źródło: rejestr Fundacji (data prezentaty))
- 26 września 2024, Sejm: wysłane według rejestru Fundacji; w rejestrze Sejmu brak numeru (źródło: rejestr Fundacji)
- 7 października 2024, Prezydent RP: Prezydent nie prowadzi rejestru petycji; odpowiedzi nie odnotowano (źródło: rejestr Fundacji (data prezentaty))
- 5 grudnia 2024, Senat, P11-159/24: Komisja Petycji Senatu nie podjęła dalszych prac (postulat nieuwzględniony) (źródło: senat.gov.pl, odczyt 10.10.2026)
- 1 stycznia 2025, Senat: wysłane według rejestru Fundacji; w rejestrze Senatu brak numeru (źródło: rejestr Fundacji)
- 3 stycznia 2025, Prezydent RP: Prezydent nie prowadzi rejestru petycji; odpowiedzi nie odnotowano (źródło: rejestr Fundacji (data prezentaty))
- 3 stycznia 2025, Sejm, BKSP-155-X-384/25: Komisja do Spraw Petycji: nie uwzględniła żądania (źródło: sejm.gov.pl, odczyt 10.10.2026)

## Pełny tekst petycji

**PETYCJA**

Na podstawie art. 63 Konstytucji RP i art. 2 art. 2 ust. 3 Ustawy o petycjach wnosimy petycję o podjęcie działań w celu wniesienia pod obrady Sejmu projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 5 stycznia 2011 roku Kodeks wyborczy (Dz. U. Dz.U.2023.2408 t.j. z dnia 2023.11.07) polegającej na zmianie treści art. 11 § 4 poprzez nadanie temu przepisowi następującego brzmienia:

„§ 4.*  Nie ma prawa wybieralności:*

1)  *w wyborach wójta w danej gminie osoba, która została uprzednio dwukrotnie wybrana na wójta w tej gminie w wyborach wójta zarządzonych na podstawie art. 474.*

2)  *w wyborach do Sejmu osoba, która została uprzednio dwukrotnie wybrana na posła w wyborach do Sejmu zarządzonych na podstawie art. 194 bądź art. 195.*

3)  *w wyborach do Senatu osoba, która została uprzednio dwukrotnie wybrana senatorem w wyborach do Senatu zarządzonych na podstawie art. 257 bądź art. 283.*

**UZASADNIENIE**

Dwukadencyjność to dla jednych szansa na odświeżenie skostniałej elity władzy, dla innych zaś niebezpieczny eksperyment godzący w doświadczonych reprezentantów społecznych. Wydaje się jednak, że w świecie coraz dynamiczniejszych zmian i nowoczesnych wyzwań potrzebujemy polityków zdolnych do podejmowania decyzji w tempie, jakiego nie znały minione pokolenia. A jednocześnie potrzebujemy od nich pewności, iż nie okażą się beneficjentami stałego układu zależności, który skutkuje tym, że w fotelu decyzyjnym ktoś zasiada przez dekady, aż do momentu, gdy staje się niemal znakiem rozpoznawczym danej instytucji. Czy można więc dopuścić, by polski parlamentarzysta zasiadał w sejmie 40 czy 50 lat, mając realny wpływ na warunki naszego życia, mimo że sam utonął w przyzwyczajeniach i schematach zrodzonych jeszcze w epoce innej niż obecna?

Tym, którzy wątpią w potrzebę reform, można przywołać przykład zza oceanu. W Stanach Zjednoczonych prezydent może rządzić maksymalnie dwie kadencje i nikt nie kwestionuje, że jest to fundamentalne zabezpieczenie przed autorytarnymi zapędami. Przywołajmy też z innej strony quasi-monarchiczną scenę na Białorusi, gdzie prezydent Łukaszenka, formalnie wciąż demokratycznie wybierany trwa na swym stanowisku nieprzerwanie od połowy lat 90., a w Korei Północnej rządzący klan nie musi się martwić żadnymi wyborami w stylu, jaki rozumiemy w wolnym świecie. Czy to nasz europejski ideał demokracji, aby przyglądać się trzydziestoletnim posługom jednych i tych samych władz, czy raczej znak, że nie umiemy przeciwstawić się stagnacji?

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Umiłowani Parlamentarzyści, Dostojnicy Dalekomyślności. Urzędnicy samorządowi są wzorowani na przykładach sejmu i senatu. Stanowicie o lokalnym samorządzie z powołaniem się na zapisy dedykowane parlamentaryzmowi. Bądźcie konsekwentni. Wójt, Burmistrz i Prezydent miasta tylko dwie kadencje, niechaj będzie wola Wasza, Poseł i Senator dwie kadencje i ani dnia dłużej. Symetryzm. Uczciwość i polityczna dalekowzroczna przenikliwość. Tak?

By zrozumieć, dlaczego dwukadencyjność wydaje się tak istotna, wystarczy zapytać przeciętnego obywatela, ile razy w ciągu ostatnich dekad słyszał te same, niezmienione obietnice naprawy kraju, regionu czy powiatu, przy czym wielu deklarujących od lat przesiaduje w wygodnych fotelach, za każdym razem wznosząc te same hasła o bliższych kontaktach z obywatelami i konieczności reform. Gdyby owe reformy istotnie przeprowadzano, już dawno zobaczylibyśmy nowe drogi i wyremontowane mosty, przemyślaną politykę ekologiczną, uproszczone prawo czy spójną politykę mieszkaniową. Tymczasem rosną wskaźniki nie tyle wzrostu gospodarczego, co obywatelskiej irytacji. Ciągła obecność tych samych twarzy w polityce skutkuje przekonaniem, że jest to branża, do której się wchodzi, a następnie trzyma kurczowo, niczym główny udziałowiec w dojnym przedsiębiorstwie. Takie zjawisko tworzy klimat sprzyjający powstawaniu korupcyjnych i towarzyskich układów. Przysłowiowe grube ryby i tłuste koty, to często są ci sami baronowie i baronowe, powiązani siecią towarzyską trwalszą niż rodzinne więzy, a każdy nowy „pupil” czy „pupilka” musi cierpliwie zasłużyć sobie na wejście do salonu, nosząc starszemu koledze teczkę i wypełniając każdy partyjny rozkaz, nie tylko prezesa.

Wyrazem troski o zdrowie demokracji jest przekonanie, że polityk ma służyć obywatelom przez określony czas, a nie nabierać statusu wieloletniego monarchy, składającego od lat identyczne deklaracje w kampaniach wyborczych. Zwolennicy dwukadencyjności wskazują, że cykliczna rotacja zapewnia dopływ innowacyjnych idei i inicjatyw w życie publiczne. Przywołują przykład młodych specjalistów czy społeczników, którzy chcieliby wejść do polityki, lecz szanse na pokazanie się są znikome, gdy partią i listami wyborczymi od lat zarządzają te same nazwiska. Z kolei sceptycy odpowiadają, że nadmierna wymiana może prowadzić do braku stabilności i do tego, że niedoświadczeni politycy popełnią wiele błędów. Tyle że to właśnie brak napływu nowych ludzi generuje zjawisko profesjonalizacji w niezdrowym sensie tego słowa, profesjonalizacji jako sztuki zdobywania i utrzymywania władzy, nie zaś kompetencji gospodarczych czy społecznych. Człowiek, który od dwudziestu lat jest posłem, senatorom bądź prezydentem miasta, zna wszystkie korytarze i klapy w podłodze systemu. Wie, za które sznurki pociągnąć i do kogo się odezwać, by zyskać poparcie, i komu w porę uścisnąć dłoń, by ocalić miejsce na liście wyborczej. To prawdziwie mistrzowski fach bycia parlamentarzystą, nierzadko dla samego utrzymania się w fotelu. W rezultacie wieści o aferach, nepotyzmie lub załatwianiu lukratywnych posad dla rodziny czy znajomych nie dziwią opinii publicznej, bo to, niestety, część owej wieloletniej sztuki pozostawania w establishmentowym kręgu.

Nowe kadry, świeże twarze i rotacja nie oznaczają jednak palenia mostów między dotychczasową władzą a jej następcami. System samorządowy i państwowy powinien przecież dysponować profesjonalnym zapleczem urzędniczym, niezmiennym bez względu na wynik wyborów. Kiedy odchodzi doświadczony samorządowiec czy radny, jego dorobek, jeśli był wartościowy i oparty na racjonalnych decyzjach, przetrwa w formie efektywnych regulaminów, procedur czy inwestycji. Strach przed rzekomym zerwaniem ciągłości władzy wydaje się tu przesadzony, bo to nie jedna osoba powinna stanowić gwarancję rozwoju gminy czy państwa, lecz sprawnie działające instytucje. Rewolucji kadrowej nie trzeba się bać tak samo, jak świeżego powietrza, którego wpuszczenie do zamkniętego pokoju zawsze służy zdrowiu i orzeźwia umysł.

Czy można tę kwestię skwitować żartem? Niektórzy urzędnicy tak ukochali swe stanowiska, że zadomowili się w nich niczym stary pies w ulubionym fotelu. Wyprowadzenie go do ogrodu wymaga sporej motywacji… może właśnie przepisów o dwukadencyjności? Być może nie jest to tylko humorystyczna dygresja, lecz wskazówka, jak trudno opuścić dobrze znaną strefę komfortu, w której można liczyć na dietę poselską, doradców do dyspozycji, sejmową stołówkę za przysłowiowe grosze i zachwalanie się wzajemne w grupie partyjnych kolegów. Problem w tym, że w tej strefie komfortu osiada niejednokrotnie wiedza, którą polityk odrywa od świata zwykłych obywateli i ich realnych spraw. Władza rozleniwia tak samo, jak słońce w samo południe, zatrzymuje w błogim stanie przyjemności, z którego człowiek nie chce się ruszać, bo przecież następny dzień będzie taki sam jak dzisiejszy, a słońce wciąż przyjemnie grzeje. Nie jesteście słońcem Karpat – tutaj jest Polska.

Gdy słyszymy więc protesty, że taki czy inny polityk z ogromnym bagażem stażu jest niezbędny, bo jedynie on uratuje nasz kraj czy region przed zapaścią, warto zapytać czy nikt inny naprawdę nie jest w stanie wykonać tych samych zadań równie dobrze, może z lepszym zapałem i nowoczesnym spojrzeniem? Czy owej rzekomo niezastąpionej osobie nigdy nie przyjdzie na myśl, że sukces publiczny polega również na przekazaniu pałeczki w sztafecie, a nie na budowaniu na swój temat legendy dłuższej niż sagi dynastii Kim? Wprowadzając ograniczenie liczby kadencji, można po prostu dać innym ludziom szansę zabrać się do pracy. Jeśli ktoś zechce wspierać idee i reformy, zrobi to dalej w roli doradcy, eksperta, publicysty czy społecznika, ale nie w formie trwałego rezydenta w urzędzie lub parlamencie.

Trudno powiedzieć, czy idea dwukadencyjności kiedykolwiek doczeka się ogólnokrajowego sukcesu, bo w końcu to politycy sami mieliby ją na siebie nałożyć. Polskie doświadczenia uczą, że w sprawach dotyczących własnej pozycji i przywilejów parlament wyjątkowo chętnie toczy długie dyskusje i odsyła projekt do niewyczerpanej zamrażarki legislacyjnej. Mimo to warto nieustannie przypominać, iż demokracja działa najzdrowiej tam, gdzie władza jest naprzemienna, nieprzekazywana z dziada pradziada, z baby na babę (seksizm przypadkowy i niezamierzony) w obrębie jednej partii czy grupy interesu, i gdzie każdy polityk rozumie, że prawdziwy mandat do rządzenia jest tymczasowy. Tymczasowość jest gwarancją, że władza nie stanie się władztwem dożywotnim, a w konsekwencji zamkniętym kręgiem wzajemnych przysług i mafijnych zależności. Dwukadencyjność, taka sama, jaką wdrożono choćby dla wójtów w Polsce czy przy innej skali prezydentów w Stanach Zjednoczonych i w Polsce, może wesprzeć polskie społeczeństwo w trudnym zadaniu utrzymania dynamiki i otwartości naszej sceny politycznej. Czasem warto wpuścić do sali trochę świeżego powietrza, a zastałe powietrze polityki polskiej z pewnością nie zaszkodzi przewietrzyć.

Oto słowa, które same przez się zgrzytają w zwojach wiecznej, dobrze naoliwionej maszynerii politycznego marazmu. Fundacja Dobre Państwo, cóż za paradoksalna nazwa, przybywa, by ośmielić się obnażyć wieloletnie poselskich synekur i uświęcone dziedzictwo władzy. Prosimy o limit kadencji dla tych, którzy dzierżą władzę jak najświętszy sakrament – wójta, posła, senatora – dwie kadencje, ani dnia dłużej. Dlaczego? By przeciąć korzenie korupcji, rozwiązać pęta układów, dać świeżości wiatrom demokracji, której stęchlizna nie zdoła zagłuszyć.

Spójrzcie na wzory zza granicy, na kraje, gdzie polityk ma wrócić do narodu, zanim zastygnie w fotelu. I, tak wyobraźcie sobie wybory, gdzie nowe twarze, a nie starzy druhowie spoglądają na Was z plakatów. To nie wołanie o przewrót, to krzyk o przejrzystość, o przywrócenie polityki temu, kto ją zamówił, to skowyt o zwrócenie godności społeczeństwu. Rozważcie te słowa i pomyślcie, ile z nich zostanie uszczuplone i spaczane, zanim dobędą się zza parlamentarnych murów.

**Dostojni Członkowie Komisji Petycji. Podejmijcie decyzję we własnej parlamentarnej sprawie, w której tłem jest organ gminy, jakżeż niedawno ograniczony w ilości kadencji. Która prawda o demokracji politycznej jest prawdziwsza, jaka aksjologia wygra, czy ta, gdy decyduje się o innych, czy może ta, gdy opowiedzieć się wypada o podstawie swego stolca.**

Kadencja demokratycznie wybranego wodza narodu koreańskiego Kim Dzong Una trwać będzie wieczność, towarzysz Łukaszenka zostanie demokratycznie wybranym prezydentem nawet po swej mumifikacji, a najdłużej wybierany polski poseł doczeka wkrótce półwiecza zasiadania w sejmie. Czy takiej demokracji chcemy? Wiecznych wójtów, burmistrzów, włodarzy miast, regionów i wiecznych posłów oraz senatorów?

O ile można się zgodzić z twierdzeniem, że polityk to zawód, o tyle nie wolno godzić się na to, by stanowisko publiczne było zawodem wyuczonym, zaklepaną synekurą i dojną krową dla tłustych kotów przyklejonych do partyjnych układów.

Dwukadencyjność jest stanem, którego cyniczni, trzymający władzę politycy, baronowie i baronowe, układacze list wyborczych, boją się najbardziej. Dość abonamentu na dostęp do naciskania guzika i podnoszenia rąk. Od politykierstwa są partie. Nie wolno tracić kontaktu z realnym życiem i prostymi ludźmi będąc wiecznym decydentem. Mierzi manipulacja biorącymi miejscami dla cynicznych, bezkrytycznie obiecujących populistów.

Posuńcie się na grzędzie, niech w końcu ktoś inny tam usiądzie! Jak daleko posuną się parlamentarzyści we frazesach o miłości ojczyzny i o kompetencjach własnych nabytych w znoju i trudzie walki o Dobro, by kolejne kilka lat mieć służbę współpracowników, gawiedź doradców i kramik na biurko?

By móc opędzać się od kontaktu z Suwerenem – wyborcą (tak, wszyscy, którzyśmy próbowali dostać się do szlachetnych uszu parlamentarzysty, znamy doskonale milczące telefony biur poselskich, niekończące się „proszę napisać maila i przedstawić sprawę”, „niestety pan/pani poseł/senator nie ma czasu, choć bardzo chce się spotkać”)?

Nie wolno tracić kontaktu z realnym życiem i prostymi ludźmi będąc wiecznym decydentem stojącym ponad skutkami podejmowanych przez siebie decyzji i zajadającym się schabowym za przysłowiowe trzy złote w dotowanej sejmowej stołówce. Jest ona doskonałą metaforą żłobu, przy którym trwają zawodowi okupanci funkcji publicznych.

W wyborach, w gruncie rzeczy o charakterze plebiscytowym, My, Suweren, wybieramy naszych przedstawicieli. Nazbyt często na stolcach wójtów, burmistrzów, prezydentów lokalnych, starostów, marszałków, radnych sejmików i posłów na Sejm oraz senatorów zasiadają, na zasadach partyjnego abonamentu, grube ryby układające listy i rozdzielające dotacje. Mediom wolno rozmawiać wyłącznie ze wskazanymi politykami. Politykom ze wskazanymi mediami. Grozi nam mentalna gerontokracja. Władza reprezentanta woli ludu stała się profesją, opartym na modelu czerpania korzyści i apanaży z pozycji, pomysłem na życie. Powstał zawód polityk zasiadającego, podmiotu bez odpowiedzialności za podejmowane lub głosowane decyzje. Po wyborach, po przyznanej dotacji partyjnej i dzięki zwrotowi kosztów kampanii, także niepodejmowanie decyzji jest wynagradzane.

W Polsce nazbyt często na stolcach wójtów, burmistrzów, prezydentów lokalnych, starostów, marszałków, posłów sejmików i sejmu oraz senatorów zasiadają na zasadach partyjnego abonamentu tłuste koty z wąsem sierżanta i powabne, tapirowane kocice.

Ograniczanie liczby kadencji jest popularne w innych krajach. Instytucję kadencji do naszej kultury wprowadzili Grecy i Rzymianie. Współcześnie stosują ja Amerykanie, Niemcy, Włosi, Francuzi, Portugalczycy, Norwegowie, Bułgarzy i Chorwaci. Niezliczoną zaś ilość kadencji jest w dyspozycji wybrańca demokratycznych wyborów w Korei Północnej i Białorusi, by wskazać te jako przykład alternatywny. Wszyscy nasi wielcy bracia zanurzeni we wschodniej, cesarskiej tradycji, zasiadają przez dziesięciolecia.

Celem dwukadencyjności jest przeciwdziałanie sytuacjom, w którym przez długi czas te same osoby pełnią funkcje w organach wybieranych we wyborach. Władza uzależnia, to społeczny narkotyk. Władza sprawowana długotrwale nie pozwala na wyjście z uzależnienia. Przywiązanie do władzy wytwarza układy korupcyjne, nepotyzm i klientelizm.

Hasło, że zbyt duża rotacja na stanowiskach włodarzy przeszkadza w konsekwentnej realizacji spójnych wizji rozwoju, jest kupioną w skorumpowanej kadrze naukowej – pustawą formułką. Istotnym jest usprawnienie pracy organu. Oparcie na kompetencji służb pracowników cywilnych, którzy nie podlegają wiatrom dziejów zmian politycznych. Stanowiska są powszechnie obsadzane z przywołaniem powiazań rodzinno – przyjacielskich.

Brak ograniczeń kadencyjnych jest ryzykiem zawłaszczania urzędu przez współpracujące ze sobą grupy interesów. Wybory parlamentarne dobitnie obnażają, że wybierani są nominaci władz krajowych partii. Dowolnie spadochroniarze przesuwani są w okręgach, na miejscach na listach wyborczych, raz do sejmu raz do senatu, a innym razem do ławek rządowych (choć najczęściej – gdy do sejmowych bądź senackich – to zarazem i do rządowych).

Kiedyś mówiono: „mierny, bierny, ale wierny”. Dzisiaj złośliwi dodają: „chciwy i ubogi w mienie i przymioty ducha i umysłu” – to oczywiście jest niesprawiedliwą oceną głoszoną przez oszczerców i prowokatorów. Przekonanie o skarbach narodowych, które muszą dla naszego dobra zasiadywać, oczywiście po wyborach, jest poglądem autopromocji. Starcy i starowinki trwają i trwać chcą móc. Nie wnoszą wartości dodanej, a zabiegają by pod następcami kopać dołki i knuć. Działają w takt sondaży. Czy inni, także obcy, dysponują na prastare autorytety kompromatami? Fuu, obrzydła myśl kłamliwa! Matki i Ojce nasze i wara od ludowych kryształów!

Od narkotyku i uzależnienia od zbyt długo sprawowanej władzy lekarstwem jest wymuszona abstynencja i oparcie zarządzania na kompetencji służb pracowników cywilnych, którzy nie podlegają wiatrom dziejów zmian politycznych.

Wybory powszechne winny być świętem demokracji. A jednak udaje się je sprowadzić do kiepskiego cyrku dla ludu. Stają się czynnością pozorną, sanującą polityczne ustawki i parantele, budowane w kulisach cyrku.

Proponowana zmiana da z ukrycia kolejną kadencję koleżankom i kolegom z samorządów, dla których po wyczerpaniu kadencji brakuje paśników. Liderzy zechcą skakać z posła na senatora a potem na marszałka starostę lub ministra. Będzie emerytura i immunitet. Będą sława, miłość i bezpłatny dostęp do mediów. Kasa też. Uchroni adeptów polityki przed zemstą liderów. Uwolni działaczy od ślepego posłuszeństwa. Zmarginalizuje głosowania grupowe z dyscypliną partyjną. Otworzy możliwości samodzielności społecznej. Pokaże nowe twarze i konstruktywne, świeże pomysły. Uchroni nas przed takim pomysłami jak koncepcja budowy średniowiecznego zamku w XX wieku, którą skutecznie zrealizował w zabytkowej staromiejskiej tkance wieloletni i wielokadencyjny włodarz miasta Poznania. A to tylko jeden z wielu przykładów.

Bogatsza i zróżnicowana oraz z pewnością barwna kampania istotnie wpłynie na frekwencję przy urnach. Nawet jeśli ilość głosujących jest fetyszem polityków o poparciu społecznym pozostawmy wyborcom wpływ na kształt i skład osobowy reprezentujących ich przedstawicieli. Dość zgranych twarz matron i starców. Młodzi do władzy. Bez dodatkowych kosztów społecznych i budżetowych paleta możliwości na włączanie się suwerena w decyzje społeczno – polityczne się uatrakcyjni.

Doskwiera nam podział społeczeństwa na dwa skłócone obozy. Wybory przeradzają się w plebiscyty. Ludzie dokonują wyborów powodowaniu emocjami negatywnymi. Głosujemy z trwogi przyzwolenia przydając tym, którzy epatują siłą, władztwem wyrosłym z ram kontroli kompromisu. Nowi nieznani kandydaci dają szansę na zbliżenie, kompromis, alternatywę.

Dalekomyślni i doświadczeni politycznie parlamentarzyści, proszę zwracając się do KPRM-u o opinię nie zapomnijcie skontaktować się z własnymi wyborcami. Macie władzę ustawodawczą. Zaprawdę możecie zmieniać Polskę wraz z wyborcami odrywając się od bieżącej koniunktury partyjnej. Wielu z Was się opatrzyło a skreślenie przez przypadek liczone jest jako poparcie. Nie będzie mógł szef partii Was szantażować. Precz z wekslami.

W imieniu tych, którzy głosu nie mają, zwracamy się do Was, decydentów odpowiedzialnych za los obywateli i rozwiązanie kwestii fundamentalnych dla dobra wspólnego, abyście zaradzili w poruszonej sprawie.

Świat przyspiesza, a wraz z nim zmienia się polityka naszych sojuszników, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, zatem jest to już czas najwyższy, by Polska również przepracowała własną doktrynę i strategię, jeżeli rzeczywiście zamierza kierować się mądrością i patriotyzmem.

Minął ponad rok od przejęcia władzy, okres prób, analiz i raportów dobiegł końca. Nadszedł moment na konkretne decyzje legislacyjne, zwłaszcza że wkrótce głos rozstrzygający nie będzie należał do Prezydenta Andrzeja Dudy, a argumenty o rzekomej blokadzie podpisu ustawy tracą moc.

Twierdzicie, że troszczycie się o państwo i że służba publiczna jest nadrzędnym celem każdej partii. Jeśli tak, to przestańcie pozorować działania i pamiętajcie, że własna godność i poczucie odpowiedzialności za Rzeczpospolitą nakazują Wam realizować przyrzeczenia, nie zaś ukrywać się za procedurami czy zrzucać ciężar koncepcji oraz analiz na petytorów.

Ustawa o petycjach z całą mocą zobowiązuje organy władzy do szybkiego i merytorycznego rozpatrywania głosu społecznego, tymczasem upowszechnia się praktyka pozorowania. Petycje giną w czeluściach urzędów, a terminy, jakże hojnie określone w ustawie na zaledwie trzy miesiące, rozciągają się w nieskończoność. Zważcie proszę o obowiązku niezwłoczności publikacji treści petycji, zwyczajowo przyjmowanej na dwa tygodnie od złożenia. Władza ma szanować prawo i suwerena.

Nie jest rolą obywatela tworzyć analizy i projekty ustaw, od tego są rządzący, którzy pobierają środki z pieniędzy publicznych. Gdy więc obywatele sygnalizują problem, oczekują decyzji bądź jasnego, otwartego głosowania, w którym władza weźmie odpowiedzialność za utrzymanie status quo lub za przeprowadzenie zmian.

Dosyć złudzeń o rzekomej niemożności. Reforma państwa i konstrukcji prawa to obowiązek tych, którzy rządzą, i nie uchyla się od niego nikt, kto naprawdę dba o dobro Polski. Przywoływanie argumentu o presji partyjnych liderów i zakulisowych decyzjach jedynie uwłacza godności tych, którzy objęli mandaty z woli narodu.

Zatem porzućmy pozoranctwo. Zapowiedzi i obietnice wyborcze powinny wreszcie przełożyć się na realne decyzje, czy to w kwestiach rozdziału Kościoła i państwa, realizacji ustawy o petycjach, czy rzetelnej reformy sądów i mediów. Obywatel nie oczekuje kolejnego zestawu wymówek, lecz mądrości, odwagi, godnego sprawowania władzy i patriotyzmu przekutego w czyny.

Macie pełnię instrumentów i uprawnień, więc rządźcie odpowiedzialnie albo powiedzcie jasno, że wolicie pozostawić sprawy po staremu. Jednak nie zapominajcie, że to Wy składaliście narodowi uroczyste deklaracje, a naród, kierując się rozsądkiem i wolą wspólnego dobra, może w następnych wyborach zweryfikować, czy umiecie sprostać powierzonej Wam misji.

## Dokumenty urzędowe (kopie)

- [Opinia Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Sejmu, BKSP-155-X-253/24](https://dobrepanstwo.org/pdfs/petycje/dokumenty/dwie-kadencje-parlamentarzysty/sejm-opinia-beos-sejm-253-24.pdf)
- [Opinia Biura Analiz i Petycji Senatu, P11-92/24](https://dobrepanstwo.org/pdfs/petycje/dokumenty/dwie-kadencje-parlamentarzysty/senat-opinia-p11-92-24.pdf)
