RDS fajna jest

🇬🇧 English
RDS fajna jest
Rada Dialogu Społecznego wydała z siebie coroczną informację o swej działalności, która jest raczej obrazem jej bezradności. Ta ostatnia jest najbardziej na rękę rządowi, który rozgrywa członków Rady tak, aby się przypadkiem strona związkowa nie dogadała z pracodawcami. Działania RDS Dla porządku należy sprawdzić, czym RDS się zajmował i co RDS osiągnął. Należy pamiętać przy tym, że kompetencje RDS, to cień Komisji Trójstronnej, dokładnie wykastrowany i z powybijanymi zębami. Mimo to RDS coś nadal może. Ale czy chce? W minionym roku na posiedzeniach RDS omawiano: „pakiet klimatyczny i związaną z nim politykę energetyczną Polski w kontekście Europejskiego Zielonego Ładu, wpływ reform podatkowych na pracowników i przedsiębiorców, które przyniósł Polski Ład, stale rosnącą inflację, status funduszy unijnych, w tym Krajowego Planu Odbudowy, sytuację na rynku pracy po dwóch latach pandemii” Co może Rada Spory zakres, konkretów niewiele. Tymczasem Rada może przygotowywać projekty aktów prawnych, występować do właściwego ministra z wnioskiem o wydanie lub zmianę aktu prawnego, występować do Sądu Najwyższego z wnioskiem o rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego, kierować zapytania do właściwych ministrów, którzy muszą udzielić na nie odpowiedzieć w terminie do 30 dni. W tegorocznym sprawozdaniu nie ma o takich działaniach wzmianek. Jak wynika z raportu, RDS nie podjęła żadnej inicjatywy ustawodawczej, choć może to zrobić. Ale za to wysłuchiwała, analizowała, dyskutowała, przyjmowała informacje, opiniowała, omawiała, poszerzała oraz inspirowała. W sprawozdaniu RDSu często powtarza się informacja, że w trakcie prac zespołu strona pracowników i strona pracodawców nie wypracowała wspólnych stanowisk, strony dialogu społecznego nie doszły do porozumienia w temacie, członkowie Zespołu nie wypracowali wspólnego stanowiska …  i tak dalej. Jęczą także Wojewódzkie Rady Dialogu Społecznego, które miały być miejscem rzetelnej, lokalnej dyskusji pomiędzy władzą samorządową, lokalnymi przedsiębiorcami i pracobiorcami. Tymczasem spora część WRDSów nie jest nawet zaszczycana obecnością przez lokalne władze podczas rzekomo wspólnych obrad. A przecież te wojewódzkie doły miały generować świeże idee i koncepty dla krajowej góry RDSu. Wypijmy za błędy Można by długo jeszcze wytykać niedomogi RDS, włącznie z awanturą lustracyjną czy zatrzymaniem szefa Lewiatana. Ale to nie brak sukcesów czy porażki legislacyjne szkodzą RDS, lecz rażąca fasadowość organizacji nie wiadomo kogo obecnie reprezentującej po stronie pracodawców i pracobiorców. Bo od jednej i drugiej strony do drzwi RDSu pukają ci, którzy są przez nią pomijani, co nie jest nie w smak już zakotwiczonym w Radzie organizacjom. Pytanie, kogo one w takim razie reprezentują? O ile Komisja Trójstronna, z czasem zmarginalizowana i osłabiona podobnie jak RDS była kiedyś  ( choć niedługo) miejscem ucierania się poglądów, gwałtownych dyskusji i publicznych zmagań, o tyle RDS w obecnym kształcie jest miejscem zakulisowych poufnych konsultacji, gdzie ucierają się interesy różnych grup wpływów. Z powodu włączenia do RDS kanapowych organizacji i yellow union takich jak np. ZPP Cezarego Kaźmierczaka mieszają się też w niej porządki, bo ci którzy powinni występować w imieniu pracodawców chodzą na pasku rządowej dotacji, a ci którzy powinni być głosem pracobiorców uwikłani są w synekury i apanaże polityczne, które nie pozwalają im na rzetelną dyskusję o pracy i godziwej płacy. Inicjatywą, która jednak połączyła wszystkich członków RDS jest koncepcja uwolnienia się spod kurateli rządu i stworzenie odrębnego urzędu RDS, z własnym budżetem i własnym dyrektorem. Nie należy jednak mieć nadziei, że to coś zmieni poza fasadą. Konieczna zmiana Receptą wydaje się zdecydowane poszerzenie platformy dialogu społecznego o tych uczestników życia społecznego, którzy obecnie są pomijani i nie mają swojego głosu w RDS. Na przykładzie samozatrudnionych widać, jak bardzo anachroniczną instytucją jest RDS, rzekomo najważniejsza płaszczyzna dialogu społecznego w Polsce. Dwu i pół milionowa armia ludzi, którzy są pracobiorcami, lecz nie pracownikami, a do tego prowadzą własną działalność gospodarczą ma znikomą reprezentatywność w porównaniu z kurczącą się gwałtownie branżą kopalnianą. I to nie samozatrudnieni, obecni w całym systemie gospodarczym; od ratowników medycznych po menedżerów powinni dobijać się do RDS, lecz to RDS już dawno powinna ich zaprosić do stołu dbając o równowagę w reprezentacji strony pracobiorców. Dyskutująca o pracowniczym wynagrodzeniu minimalnym RDS powinna także pochylić się nad definicjami pracy, pracodawcy i pracobiorcy, bo jaki mają sens jej dywagacje przy szybko zmieniającym się modelu pracownika, zatrudnionego, pracobiorcy? Bez zmiany paradygmatu pracy i uruchomienia myślenia o niej jako relacji społecznej a nie o towarze, RDS będzie tkwiła w oparach XIX-wiecznego kapitalizmu i rozwiązywała XX-wieczne problemy. To także jest na rękę rządowi ale czy służy budowie nowoczesnego dialogu o pracy i jej wielowymiarowości społecznej? RDS fajny jest, bo służy utrwalaniu porządku podskórnych interesów, przyklepywaniu rządowych działań i koncepcji, tworzeniu pozorów reprezentacji świata pracy. I nie zmieni się w niej nic, dopóki wszystkim jej członkom taka sytuacja będzie odpowiadała. No, może zmieni się dyrektor urzędu RDS, bo zapewne będzie to kolejna karuzelowa synekura. Witold Solski, przewodniczący OZZS \"wBREw\"

Powiązane pytania

Tagi: dialog społeczny inicjatywa ustawodawcza reprezentatywność rynek pracy Komisja Trójstronna legislacja