Wprowadzenie: Czy prawo może sankcjonować ból?
Problem tortur w nowoczesnym państwie prawa to nie tylko kwestia etyki, ale fundament naszej cywilizacji. Artykuł analizuje, dlaczego absolutny zakaz tortur jest uznawany za archetyp systemu prawnego, którego nie wolno naruszać nawet w obliczu ekstremalnych zagrożeń. Czytelnik dowie się, jak filozofia, psychologia i historia demaskują próby legalizacji przemocy oraz dlaczego instrumentalizacja prawa prowadzi do jego nieuchronnej erozji. Poznamy mechanizmy odczłowieczania i dowiemy się, dlaczego państwo musi chronić godność jednostki bez żadnych wyjątków.
Zakaz tortur jako fundament tożsamości i spór o granice etyki
Zakaz tortur to archetyp państwa prawa – emblemat moralny, bez którego cały system traci swoją legitymację. W filozofii prawa ścierają się tu dwa podejścia: deontologia, oparta na imperatywie Kanta, która zakazuje traktowania człowieka jako narzędzia, oraz utylitaryzm, dopuszczający „mniejsze zło” dla ratowania większości. Choć prawo przewiduje mechanizm kontratypu (wyłączenia bezprawności w stanie wyższej konieczności), nie może on stać się systemową legalizacją tortur.
Europejski Trybunał Praw Człowieka w przełomowej sprawie Gäfgen przeciwko Niemcom orzekł, że absolutny zakaz nie posiada „drzwiczek ewakuacyjnych”. Nawet groźba tortur (tzw. Rettungsfolter – tortury ratunkowe) jest nieludzkim traktowaniem. Wyrok ten potwierdził, że szlachetna intencja ratowania życia nie usprawiedliwia metod barbarzyńskich, a godność człowieka pozostaje nienaruszalna niezależnie od winy sprawcy.
Równia pochyła: Dlaczego wyjątki niszczą standardy ochrony
Koncepcja Allana Dershowitza dotycząca sądowych „nakazów tortur” miała uregulować ból, lecz w praktyce stanowi projekt „prania zła w pralni legalizmu”. Nauka i psychologia jednoznacznie obalają mit o skuteczności tortur – ból zniekształca pamięć, a ofiara mówi to, co przerwie cierpienie, a nie to, co jest prawdą. Wprowadzenie choćby jednego wyjątku uruchamia zjawisko równi pochyłej, gdzie biurokratyczna grawitacja sprawia, że nadzwyczajne procedury szybko stają się normą.
Przykładem „torturowania prawa” były amerykańskie torture memos, które chirurgicznie zawęziły definicję tortur, by dopuścić brutalne techniki przesłuchań. Ukazuje to głęboki rozdźwięk między europejską koncepcją godności, będącą świętym totemem po II wojnie światowej, a amerykańskim pragmatyzmem, mierzącym wartość idei jej skutkiem. Taka instrumentalizacja niszczy etos prawnika, zmieniając go ze strażnika wartości w retorycznego mechanika władzy.
Dehumanizacja i eufemizmy: Psychologiczny mechanizm przemocy
Tortury wymagają wcześniejszego odczłowieczenia ofiary. Mechanizmy psychologiczne, opisane przez Zimbardo i Milgrama, dowodzą, że autorytet i rola potrafią zmienić zwykłych ludzi w oprawców. Instytucjonalna przemoc maskowana jest przez eufemizmy, takie jak „wzmocnione techniki nacisku”, które znieczulają sumienia i normalizują okrucieństwo w strukturach biurokratycznych. Prawo musi temu przeciwdziałać, chroniąc „twarz” każdego człowieka.
Filozofia Emmanuela Lévinasa przypomina, że etyka rodzi się w spotkaniu z twarzą Innego, której tortura nie może wymazać. Zamiast legalizacji ex ante (z góry), państwo prawa powinno opierać się na odpowiedzialności ex post. Funkcjonariusz działający w sytuacji tragicznej musi liczyć się z wyrokiem sądu, który oceni jego czyn indywidualnie. Tylko brak oficjalnych procedur zadawania bólu chroni państwo przed staniem się zakładnikiem własnej biurokracji przemocy.
Podsumowanie: Prawo jako tarcza, a nie miecz
Absolutny zakaz tortur to granica, której przekroczenie oznacza koniec państwa prawa. Każda próba „ucywilizowania” okrucieństwa poprzez paragrafy kończy się instrumentalizacją człowieka i erozją fundamentów moralnych. Prawnik musi pozostać strażnikiem humanizmu, pamiętając, że prawo istnieje dla człowieka, a nie odwrotnie. W labiryncie państwowych konieczności łatwo zgubić człowieczeństwo – dlatego absolut musi pozostać absolutem, bez wyjątków i eufemizmów.