Wprowadzenie
W dobie technologicznego przyspieszenia stajemy przed fundamentalnym pytaniem: czy to, co technicznie możliwe, jest zawsze słuszne? Dominacja wartości użytkowych nad samoistnymi prowadzi do stopniowej erozji kultury i człowieczeństwa. Analizując myśl Stanisława Lema, Bogusława Wolniewicza i Henryka Elzenberga, odkrywamy, że bez budowy „odporności aksjologicznej” nasza wspólnota może rozpaść się na zbiór jednostek sterowanych przez algorytmy i inżynierię pragnień. Artykuł ten diagnozuje zagrożenia płynące z utylitarnego zubożenia horyzontu i wskazuje drogi obrony przed współczesnym barbarzyństwem.
Technologia narzuca moralność możliwości
Stanisław Lem ostrzegał przed zjawiskiem automatycznego zrównania osiągalnego z właściwym. W tej logice to, co technicznie wykonalne, niemal natychmiast staje się powinnością. Taka postawa nihilizuje kulturę, ponieważ zastępuje aksjologię wiarą, że kolejność odkryć naukowych powinna wyznaczać los ludzki. Gdy biotechnologia i neuroinżynieria zaczynają kształtować nasze potrzeby, tracimy stały punkt odniesienia. Henryk Elzenberg przeciwstawiał temu wartości samoistne (perfekcyjne). Według niego stan rzeczy jest wartościowy wtedy, gdy jest przy nim „tak, jak być powinno”, niezależnie od tego, czy ktoś tego akurat pragnie, czy jest to opłacalne.
Współczesna biopolityka i technologia mogą prowadzić do nihilizowania kultury poprzez „przestrojenie” człowieka. Gdy wskaźniki funkcjonalności stają się jedyną miarą dobra, granica między możnością a powinnością zaciera się, a kultura przestaje być sferą wartości niezależnych od bieżących możliwości technicznych.
Prymat wartości samoistnych nad użytkowymi
Bogusław Wolniewicz definiował barbarzyństwo jako stan ducha, w którym rozumie się wyłącznie użyteczność. W jego ujęciu kultura to twardy porządek wartości samoistnych, gdzie prawda musi być traktowana jako cel nadrzędny, a nie instrument PR. Filozof ten, podobnie jak Lem, uważał, że zło ma charakter intencjonalny. Lem odrzucał tezę, że zło jest tylko brakiem dobra; widział w nim aktywną, świadomą intencję. Wolniewicz uzupełniał to pojęciem epifanii diabła – historycznych momentów kondensacji „złej woli i złej radości”.
Bez języka wartości samoistnych stajemy się bezbronni wobec takich manifestacji zła. Gdy prawda ulega degradacji do roli narzędzia, nauka przestaje rodzić teorie, a zaczyna tworzyć jedynie retoryczne gadżety. Dlatego tak ważne jest rozróżnienie między wartościami użytkowymi, które służą zaspokajaniu zmiennych potrzeb, a samoistnymi, które stanowią o obiektywnym porządku rzeczywistości.
Cztery filary obrony odporności aksjologicznej
Obrona kultury wymaga aktywowania czterech linii oporu. Pierwszą jest prawo – rozumiane nie jako techniczny zbiór reguł, lecz instytucja spajająca racjonalność z wartościami. Formuła Radbrucha przypomina, że prawo rażąco niesprawiedliwe przestaje być prawem. Drugą linią jest edukacja, która musi chronić przed barbarzyństwem poprzez inicjację w świat prawdy, dobra i piękna, zamiast samej tresury kompetencji rynkowych. Trzeci filar to instytucje kultury, które powinny stawiać „aksjologiczny opór” komercjalizacji. Czwartą, najważniejszą linią, jest pojedynczy człowiek i jego indywidualna odwaga moralna.
W dobie algorytmów musimy wybierać racjonalność wartościującą (wierną zasadom) zamiast wyłącznie celowościowej (skupionej na skuteczności). Przykładem zagrożenia są algorytmy predykcyjne w sądownictwie, które redukują sprawiedliwość do statystyki, ignorując godność i wolność jednostki. Wspólnota potrzebuje sacrum oraz wartości nienegocjowalnych, by nie stać się jedynie „stadem” podłączonym do systemów dystrybucji bodźców.
Podsumowanie
Czy w obliczu technologicznej omnipotencji potrafimy jeszcze odróżnić to, co możliwe, od tego, co słuszne? Analiza myśli Lema, Wolniewicza i Elzenberga prowadzi do wniosku, że wartości samoistne są warunkiem trwania wspólnoty. Bez nich pozostanie nam jedynie mechanika potrzeb, którymi można dowolnie sterować. Musimy odrzucić wiarę w postęp naukowy jako jedynego przewodnika losu i powrócić do rozumienia kultury jako sfery bezinteresownego „powinno”. Stawką w tej grze jest zachowanie fundamentów cywilizacji przed zalewem barbarzyństwa w garniturach.