Wprowadzenie
Globalny porządek ekonomiczny końca XX wieku oparto na kruchym fundamencie trzech założeń: neutralności polityki, samoregulacji rynku i powszechnej deregulacji. Analiza Josepha Stiglitza dowodzi, że ta konstrukcja – znana jako Konsensus Waszyngtoński – jest logicznym absurdem. W praktyce doprowadziła ona do "wzrostu bez rozwoju", faworyzując kapitał kosztem społeczeństw i środowiska. Artykuł demaskuje te aporie i wskazuje drogę ku nowemu, sprawiedliwszemu ładowi.
Konsensus Waszyngtoński: ideologiczny gorset gospodarki
Doktryna ta jest wewnętrznie sprzeczna: polityka nie może być neutralna, jeśli promuje deregulację, a rynek nie jest samoregulujący, gdy wymaga publicznych ratunków. Protekcjonizm Północy tworzy rażące asymetrie – kraje bogate głoszą wolny handel, jednocześnie stosując bariery celne i subsydia rolne, które niszczą rolnictwo w Afryce czy Ameryce Łacińskiej.
Deregulacja finansowa destabilizuje budżety państw, uwalniając kapitał spekulacyjny, który zamiast inwestować w realną gospodarkę, żeruje na wahaniach kursów. Z kolei reżim własności intelektualnej Stiglitz określa jako patenty jako cło na wiedzę. Zamiast stymulować postęp, blokuje on dostęp do leków i technologii, pogłębiając globalne nierówności. Alternatywą jest model skandynawski vs. niemiecki: pierwszy stawia na progresywną redystrybucję, drugi na ordoliberalną stabilność, ale oba uznają prymat spójności społecznej nad czystym zyskiem.
Kryzys legitymacji i miar rozwoju
Instytucje takie jak MFW i Bank Światowy cierpią na głęboki deficyt demokratyczny – ich struktura głosowania odzwierciedla układ sił sprzed dekad, dając USA prawo weta. Dominujący wskaźnik PKB to miara, która maskuje realny regres społeczny, ignorując nierówności i degradację ekologiczną. W tym systemie korporacje transnarodowe uciekają od odpowiedzialności, przerzucając koszty swoich działań na najuboższe społeczności.
Obecna globalizacja ignoruje granice planety, traktując środowisko jako darmowy zasób. Reformy Stiglitza zakładają nową architekturę: stworzenie globalnego systemu rezerw ("zielone pieniądze") oraz mechanizmów restrukturyzacji długu państw. Celem jest przejście od eksploatacji do systemu, w którym globalny regulator chroni dobra publiczne.
Wzrost włączający i nowa rola państwa
Prawdziwy rozwój wymaga, by wzrost włączający zastąpił koncentrację bogactwa. Państwo musi być aktywnym regulatorem i architektem rozwoju, co udowodnił model Azji Wschodniej, inwestujący w edukację i technologię. Tymczasem terapia szokowa MFW często pogłębiała recesję, narzucając procykliczne cięcia w momentach największego kryzysu.
Konieczna jest transformacja biznesu: odejście od krótkoterminowego zysku ku zrównoważeniu. Model interesariuszy musi zastąpić dyktaturę akcjonariuszy, zmuszając korporacje do uwzględniania praw pracowników i przyszłych pokoleń. Tylko w ten sposób globalizacja przestanie być projektem politycznym najsilniejszych, a stanie się narzędziem powszechnego dobrobytu.
Podsumowanie
Globalizacja, zamiast uniwersalnym lekarstwem, stała się lustrem, w którym odbijają się nasze sprzeczności. Analiza Stiglitza pokazuje, że stabilność i sprawiedliwość to dobra publiczne, które wymagają aktywnej ochrony. Czy zdołamy stworzyć system, w którym rozwój nie będzie synonimem destrukcji, a postęp nie będzie odbywał się kosztem przyszłych pokoleń? Rozwiązanie zagadki globalizacji wymaga porzucenia rynkowego fundamentalizmu na rzecz zrównoważonego rozumu instytucjonalnego.