Błędne koło metakultury: paraliż nauk społecznych
Badanie dynamicznych procesów społecznych przypomina próbę uchwycenia rzeki za pomocą sita. Współczesna nauka wpadła w błędne koło metakultury: brak adekwatnych danych hamuje rozwój teorii, a anachroniczne pojęcia uniemożliwiają dostrzeżenie nowych zjawisk. W efekcie badacz „kultury żywej” – sfery praktyk, które jeszcze nie okrzepły w instytucjach – operuje kategoriami, które deformują przedmiot jego pracy. Niniejszy artykuł analizuje, dlaczego musimy porzucić sztywne ramy statystyczne na rzecz metodologii opartej na uczestnictwie i dynamice.
Statystyka publiczna i fetyszyzacja danych: martwy obraz kultury
W optyce Głównego Urzędu Statystycznego kultura to jedynie budżety, liczba budynków i frekwencja. To martwy obraz kultury żywej, który przypomina badanie skamielin zamiast żywych organizmów. Takie podejście prowadzi do fetyszyzacji danych – dogmatycznego przekonania, że to, co niepoliczalne, po prostu nie istnieje. Zjawisko to Zygmunt Bauman określił jako prymat ilości nad jakością.
Problem pogłębia kolonizacja świata życia przez system. Jak zauważył Jürgen Habermas, biurokratyczna logika wypiera spontaniczną komunikację, spłaszczając złożoność ludzkich działań. Instytucje badawcze, ograniczone przez racjonalność ograniczoną, wybierają najprostsze narzędzia pomiarowe, co prowadzi do redukcji ontologicznej. W tym procesie żywe procesy społeczne zostają zamienione w martwe, mierzalne obiekty, co czyni przemysły kreatywne czy oddolne ruchy miejskie statystycznie niewidocznymi.
Od teorii strukturacji do ontologii informacji: nowe ramy poznawcze
Aby zrozumieć kulturę, musimy sięgnąć po głębsze modele teoretyczne. Teoria strukturacji Giddensa uczy, że ulotne praktyki mogą z czasem skrystalizować się w nowe instytucje. Jednak systemy wiedzy często działają w sposób autopojetyczny – koncepcja Luhmanna wyjaśnia, że statystyka pozostaje zamknięta we własnym kodzie ilościowym, niezdolna do uchwycenia jakościowej zmiany. Ten opór nie jest przypadkowy; splot wiedzy i władzy (Foucault) sprawia, że zastane kategorie służą dyscyplinowaniu rzeczywistości, a nie jej opisowi.
Kluczem do przełamania impasu jest kategoria emergencji – uznanie, że w kulturze rodzi się nowa jakość, której nie da się zredukować do sumy jej części. Luciano Floridi w swojej ontologii informacji idzie jeszcze dalej: rzeczywistość to „infosfera”, w której informacja nie jest tylko opisem, ale podstawowym budulcem bytu. W tym ujęciu brak danych o kulturze żywej nie jest błędem technicznym, lecz fundamentalnym brakiem w rozumieniu samej struktury rzeczywistości społecznej.
Zwrot kreacyjny i pluralizm metodologiczny: globalne inspiracje
Różne tradycje badawcze oferują narzędzia do wyjścia z kryzysu. Francuska szkoła skupia się na praktykach codziennych i oporze wobec hegemonii. Brytyjskie cultural studies widzą w kulturze arenę walki o znaczenia, a podejście amerykańskie stawia na performans i współdziałanie ze społecznością. Paul Feyerabend postulował pluralizm metodologiczny, twierdząc, że w badaniu złożoności „wszystko ujdzie” (anything goes) – teoria musi ewoluować eksperymentalnie.
Fundacja Dobre Państwo postuluje zwrot kreacyjny w metodologii. Badacz nie może być tylko chłodnym obserwatorem; musi stać się współtwórcą sensu. Zamiast pytać „co to znaczy?”, należy pytać: „co możemy razem stworzyć?”. To odejście od „fotografowania przeszłości” na rzecz aktywnego konstruowania wiedzy wraz z aktorami społecznymi.
Podsumowanie: badacz jako uczestnik procesu autokreacji
Żywa kultura jest tym, co wydarza się, zanim zostanie nazwane. W przeciwieństwie do kultury zinstytucjonalizowanej operuje ona w sferze afektywnej i intersubiektywnej. Wyzwanie badawcze polega na tym, że aby ją uchwycić, nie wystarczy być obserwatorem – trzeba stać się uczestnikiem procesu autokreacji. Metodologia przyszłości potrzebuje odwagi, by zaakceptować „niewiedzę” i uważną obecność w procesach, które dopiero się wyłaniają, porzucając bezpieczne, lecz puste ramy policzalnych wskaźników.