Wprowadzenie
Cham to w polskiej kulturze pojęcie fundamentalne, będące toksycznym produktem ubocznym cywilizacji zbudowanej na przemocy. Nie jest on jedynie postacią historyczną, lecz trwałym stanem ducha i formą przetrwania. Narodził się w folwarku jako odpowiedź na bat i pogardę, która lepiła chłopa z błota, a następnie dziwiła się jego kondycji. Niniejszy artykuł analizuje, jak system pańszczyźniany ukształtował polską strukturę społeczną i dlaczego trauma ta wciąż rezonuje we współczesnych relacjach, od internetowych komentarzy po kulturę polityczną.
Reifikacja i społeczna śmierć: chłop jako inwentarz
W systemie pańszczyźnianym zachodziła radykalna reifikacja, czyli dosłowne uprzedmiotowienie człowieka. Chłop nie był jedynie postrzegany jako rzecz – on nią po prostu był. W rejestrach folwarcznych słowo „dusza” oznaczało jednostkę inwentarza, postawioną na równi z pługiem czy bydłem. To zjawisko prowadziło do społecznej śmierci: poddany był biologicznie żywy, ale prawnie i społecznie unicestwiony. Nie mógł decydować o sobie, składać obietnic ani posiadać własnej pamięci.
Kluczowym narzędziem tej degradacji był język pogardy. Pojęcie „chama” służyło dehumanizacji, wykluczając chłopstwo poza nawias wspólnoty ludzkiej. Przemoc nie była tu incydentem, lecz kodem cywilizacyjnym i głównym regulatorem życia. Bicie służyło codziennemu utwierdzaniu ofiary w jej nieczłowieczeństwie, przypominając, że jej ciało należy wyłącznie do pana.
Patriarchat i pańszczyzna: ideologia przemocy
Pańszczyzna jawi się jako subwersywna, wyjątkowo przebiegła forma niewolnictwa. W przeciwieństwie do modeli kolonialnych, nie potrzebowała statków – wykorzystywała zakorzenienie chłopa w ziemi jako mechanizm zniewolenia. System ten legitymizował patriarchat, czyli metafizyka panowania, w której dziedzic występował jako „ojciec” wspólnoty. To wielkie kłamstwo pozwalało nazywać bicie troską, a wyzysk – opieką moralną.
W tym układzie pijaństwo odgrywało dwuznaczną rolę. Z jednej strony było narzuconym przez dwór „narzędziem zbydlęcenia” i źródłem zysku z propinacji. Z drugiej – stawało się rytualnym oporem i jedynym lekiem na przetrwanie w świecie bez wyjścia. System folwarczny stworzył matrycę relacji opartą na arbitralnej władzy, gdzie opór musiał przybierać formy ukryte, zakodowane w ludowej kulturze i codziennym sabotażu.
Kołtun i somatyzacja ucisku: zapis traumy w ciele
Trauma historyczna nie znika, lecz ulega somatyzacji. Kołtun, w interpretacji antropologicznej Kacpra Pobłockiego, to nie tylko zjawisko medyczne, ale symboliczny „krzyk do wewnątrz”. Gdy otwarty bunt był niemożliwy, ciało chłopa mówiło samo za siebie poprzez chorobę i splot włosów. Była to kapsuła przetrwania i niemy znak rozpaczy. Dziedzictwo folwarku przejawia się dziś w resentymencie i braku zaufania społecznego – współczesny „cham z SUV-a” to jedynie nowa forma starego mechanizmu obronnego.
Niestety, polska pamięć zbiorowa cierpi na wyparcie. Historiografia często metaforyzuje przemoc, zamieniając ją w sielską nostalgię spod znaku malarstwa Chełmońskiego. Mechanizmy amnezji o przemocy folwarcznej sprawiają, że wciąż nie rozumiemy własnej tożsamości. Rozbrojenie w sobie „chama” wymaga świadomego pochowania tej traumy i zrozumienia, że nasza historia to nie tylko dwory, ale przede wszystkim milcząca przez wieki większość.
Podsumowanie
Matką wszystkich metafor polskiego losu pozostaje trauma – nieopisana, lecz przeżywana do głębi. Kołtun, jako materializacja bólu, przypomina o systemie, który zamieniał ludzi w przedmioty. Rytuał jego leczenia był próbą odzyskania podmiotowości w świecie totalnego uprzedmiotowienia. Nowa Polska, jeśli ma być wolna i sprawiedliwa, musi zacząć się od rozliczenia z dziedzictwem folwarku. Cham powinien pozostać dla nas przestrogą, a nie tożsamością. Tylko poprzez zrozumienie mechanizmów dawnego ucisku możemy stać się ludźmi prawdziwie wolnymi od cienia pańszczyźnianego bata.