Wprowadzenie
David G. Blanchflower rzuca wyzwanie tradycyjnej makroekonomii, wprowadzając pojęcie ekonomii chodzenia. To podejście przedkłada dane jakościowe – ludzkie lęki i oczekiwania – nad opóźnione wskaźniki ilościowe. Artykuł wyjaśnia, dlaczego ślepe poleganie na statystykach bezrobocia prowadzi do błędnych decyzji politycznych i jak niestabilność pracy niszczy dobrostan społeczny. Dowiesz się, jak redefinicja „luzu” w gospodarce może zapobiec kryzysom i dlaczego praca musi wrócić do centrum debaty o ładzie państwowym.
Ekonomia chodzenia: prymat obserwacji nad modelami
Ekonomia chodzenia to metoda wykorzystująca ustrukturyzowane raporty o nastrojach, które wyprzedzają twarde dane. Blanchflower dowodzi, że tradycyjny wskaźnik bezrobocia to archaiczna miara, która nie uwzględnia zjawiska, jakim jest niepełne zatrudnienie (underemployment). To właśnie ten ukryty luz w gospodarce – brak godzin i niepewność – sprawia, że płaska krzywa Phillipsa neguje inflację: płace nie rosną mimo niskiego bezrobocia, bo pracownicy boją się o jutro.
Taka sytuacja generuje blizny na rynku pracy, które trwale wykluczają młodych, obniżając ich potencjał na dekady. Gdy model pracy opiera się na braku stabilności, model prekaryjny obniża produktywność i lojalność, co uderza bezpośrednio w fundamenty wzrostu gospodarczego.
Wskaźnik bezrobocia: archaiczna miara kondycji rynku
Blanchflower wskazuje, że niestabilność pracy generuje „śmierci z rozpaczy” – zjawisko, w którym brak godnego zatrudnienia prowadzi do samobójstw i uzależnień. Pandemia COVID-19 wymusiła zwrot ku danym w czasie rzeczywistym, pokazując, że subiektywny dobrostan (jakość snu, poczucie bezpieczeństwa) jest kluczowym predyktorem kryzysów społecznych. Autor ostro krytykuje austerity, uznając politykę oszczędności za błąd dławiący ożywienie gospodarcze i najwolniejszą regenerację od 300 lat. Prekaryjność pracy napędza radykalny populizm, ponieważ nędza i brak perspektyw rodzą nienawiść do elit, które posługują się wyłącznie optymistycznymi wskaźnikami.
Niepełne zatrudnienie paraliżuje politykę pieniężną
Zjawisko podzatrudnienia sprawia, że bankowość centralna musi zmienić priorytety, stawiając na pełne zatrudnienie zamiast walki z wyimaginowaną inflacją. Praca jako fundament ładu społeczno-ekonomicznego nie może być traktowana jak zwykły towar. Blanchflower postuluje nową definicję rezerw siły roboczej, która uwzględnia osoby chcące pracować więcej, ale niemogące znaleźć pełnego etatu. W tym ujęciu państwo jako gwarant stabilizacji egzystencjalnej powinno inwestować w infrastrukturę i usługi publiczne, by odbudować przewidywalność życia obywateli. Tylko gospodarka zapewniająca godność pracy jest w stanie utrzymać trwały pokój społeczny i stabilność instytucjonalną.
Podsumowanie
Blanchflower demistyfikuje ekonomiczne dogmaty, odsłaniając, że za fasadą wskaźników kryją się ludzkie dramaty. Czy w świecie zdominowanym przez liczby, odważymy się spojrzeć poza nie, dostrzegając w ekonomii nie tylko naukę o alokacji zasobów, ale przede wszystkim o ludzkim losie? Może właśnie w tym tkwi klucz do stworzenia gospodarki, która służy człowiekowi, a nie odwrotnie. Redefinicja sukcesu gospodarczego musi uwzględniać dobrostan, stabilność i godność, bo bez nich wskaźniki stają się jedynie pustą dekoracją pękającego systemu.