Wprowadzenie
Koncepcja ESG (Environmental, Social, Governance) stała się centralnym punktem debaty o przyszłości kapitalizmu. Choć w założeniu ma stanowić moralną korektę rynku, w praktyce balansuje między rzetelną analizą ryzyka a niebezpiecznym mandatyzmem moralnym. Artykuł analizuje, jak ESG wpływa na wycenę firm, dlaczego budzi opór w różnych częściach świata i czy technokratyczne wskaźniki nie zastępują nam demokratycznej debaty. Dowiesz się, jak finansowe ratingi mogą stać się narzędziem "prywatyzacji polityki" i jakie zagrożenia niesie to dla obywateli.
ESG: między analizą ryzyka a modelem finansowym
Fundamentem ESG powinna być epistemologia ryzyka, a nie moralna tromtadracja. Jako narzędzie analizy, ESG identyfikuje realne zagrożenia: regulacyjne, popytowe oraz operacyjne. W klasycznym modelu DCF (zdyskontowanych przepływów pieniężnych), czynniki te mają znaczenie tylko wtedy, gdy podnoszą przyszłe przepływy lub obniżają koszt kapitału. Wszystko inne, jak wskazuje Aswath Damodaran, jest jedynie retoryką prowadzącą do erozji wartości.
Pojawia się tu fundamentalny konflikt z prawem powierniczym. Zarządzający kapitałem mają obowiązek działać wyłącznie w interesie beneficjenta, tymczasem ESG bywa wykorzystywane do forsowania celów pozafinansowych bez zgody właścicieli. Zjawisko to, zwane greensmugglingiem (zielonym przemytem), polega na ukrywaniu preferencji politycznych pod płaszczykiem języka ryzyka. Warto pamiętać, że ESG nie jest stałym źródłem ponadprzeciętnych zysków, lecz zmienną cykliczną, silnie uzależnioną od koniunktury i apetytu inwestorów.
Geopolityka energii i społeczne koszty transformacji
Podejście do ESG ujawnia głębokie pęknięcia cywilizacyjne. Europa widzi w nim przedłużenie państwa dobrobytu, USA – kontraktową dobrowolność, a Azja – narzędzie polityki przemysłowej. Te różnice sprawiają, że ESG działa często jak ukryty podatek od energii. Koordynacja funduszy inwestycyjnych podnosząca koszt kapitału dla sektora paliw kopalnych uderza w najuboższych konsumentów, dla których ceny energii są regresywne.
Szczególnym paradoksem jest sytuacja energetyki jądrowej. Mimo znikomych emisji, była ona latami wykluczana z portfeli ESG przez czynniki emocjonalne i kulturowe lęki. Takie zniekształcenie komponentu środowiskowego (Environmental) przez emocje pokazuje słabość obecnych ratingów. Zbyt szybka transformacja narzucona przez rynki finansowe, pozbawiona demokratycznej legitymacji i osłon społecznych, prowadzi do kryzysów gospodarczych i wzrostu populizmu, co udowodnił przykład załamania rolnictwa na Sri Lance.
Prywatyzacja polityki i żelazna klatka biurokracji
Współczesne ESG cierpi na izomorfizm instytucjonalny – firmy kopiują puste rytuały raportowania (greenwashing), by zyskać legitymację w oczach gigantów finansowych. Prowadzi to do prywatyzacji polityki: areną debaty o dobru wspólnym przestaje być parlament, a staje się arkusz agencji ratingowej. Według modelu Davida Beethama, legitymacja władzy wymaga legalnych reguł, moralnej słuszności i dobrowolnej zgody rządzonych. ESG ten ostatni filar ignoruje, marginalizując rolę obywatela.
W ten sposób ESG może stać się weberowską żelazną klatką racjonalności, w której techniczne mierniki dominują nad sensem ludzkiego życia. Firmy raportują setki wskaźników, gubiąc pytanie o realną wartość swoich usług. Alternatywą dla tego technokratycznego podejścia jest afrykańska filozofia Ubuntu, która buduje etykę na autentycznych relacjach i wspólnocie, a nie na zimnym skoringu. Prawdziwa odpowiedzialność biznesu wymaga intelektualnej uczciwości i pokory wobec twardych danych, a nie zastępowania demokracji biurokracją.
Podsumowanie
ESG ryzykuje przeistoczenie się w technokratyczną maskę kapitalizmu, która zamiast ucywilizować kapitał, skolonizuje moralność przez księgowość. Próba zamknięcia sprawiedliwości czy mądrości ekologicznej w komórkach Excela grozi utratą ich głębokiego znaczenia. Czy w pogoni za mierzalnym dobrem nie zatracimy tego, co najcenniejsze: zdolności do empatii i wspólnego decydowania o naszym losie? Prawdziwa moralność nie rodzi się z tabel, lecz z odpowiedzialności. Jeśli ESG ma przetrwać jako trwały paradygmat, musi odzyskać demokratyczną legitymację i przestać być narzędziem finansowej arystokracji.