Wprowadzenie
Rewolucja i ewolucja to pojęcia, które w debacie publicznej działają jak zapalnik, choć ich filozoficzna różnica sprowadza się wyłącznie do tempa zmian. Według Bogusława Wolniewicza ewolucja to proces miarowy, podczas gdy rewolucja jest gwałtowna – to „wielka zmiana na małym odcinku czasu”. Zrozumienie tej dynamiki wymaga analizy napięcia między sacrum (mitem) a profanum (technologią władzy). Artykuł dekonstruuje te mechanizmy, wskazując na konieczność przejścia od romantycznego patosu ku etyce odpowiedzialności i rzemiosłu reformatorskiemu, które jako jedyne gwarantuje trwałość i bezpieczeństwo struktur państwowych.
Modele przemian: od mrocznego sacrum po pragmatyzm
W zbiorowej wyobraźni funkcjonują dwa bieguny zmian. Model francuski to rewolucja społeczna – prometejski „skok w nieznane”, dążący do totalnej rekonfiguracji hierarchii i odnowy natury ludzkiej. Model angielski stanowi jego przeciwieństwo: jest umiarkowany, czysto polityczny i kodyfikuje to, co praktyka już wypracowała. Rudolf Otto opisywał rewolucję jako mysterium tremendum et fascinans – sacrum, które jednocześnie przeraża i pociąga, obiecując rytualne oczyszczenie wspólnoty.
Jednak Theda Skocpol studzi ten romantyzm, wskazując, że rewolucje społeczne to przede wszystkim efekt implozji systemu i zapaści instytucji państwowych, a nie tylko wybuchu idei. Mit rewolucyjny buduje fałszywą legitymizację władzy, drastycznie podnosząc koszt sprzeciwu – kto kontestuje „odnowę”, staje się „wrogiem ludu”. W tym ujęciu rewolucja staje się maszyną do wytwarzania zgody, gdzie sacrum maskuje brutalną walkę o wpływy.
Technologia władzy i inżynieria cząstkowa
Hipolit Taine zauważył, że zwycięski rewolucjonista używa wzniosłych haseł jako „kłamstw szarlatana”, by maskować naturę nowego przymusu. To technologia władzy – zestaw narzędzi propagandowych i organizacyjnych, które mit przekuwają w praktykę rządzenia. Przeciwwagą dla tego modelu jest etyka odpowiedzialności Maxa Webera, która nakazuje politykowi liczyć realne skutki działań, w przeciwieństwie do etyki przekonań, karmiącej się wyłącznie moralnym patosem.
W procesie naprawy świata Karl Popper postulował stosowanie inżynierii cząstkowej (piecemeal social engineering). To metoda małych, mierzalnych i odwracalnych reform, przypominająca pracę chirurga. Pozwala ona uniknąć pułapki utopii, którą Stanisław Lem definiował jako chęć posiadania korzyści społecznych bez przypisanych im nieszczęść. Każda polityka obiecująca wyłącznie zyski jest z definicji nieprawdziwa, ponieważ postęp zawsze generuje konkretne koszty.
Instytucje jako tarcza wolności
Praktyczne skutki rewolucyjnego podejścia widać w edukacji i ochronie zdrowia. Gdy retoryka emancypacji wyprzedza realne zasoby, system odwdzięcza się chaosem, drenażem kadr i wypychaniem pacjentów do kolejek. Hannah Arendt ostrzegała, że wolność umiera tam, gdzie działanie zostaje oddzielone od kompetencji instytucjonalnej. Bezpiecznikiem państwa jest system checks and balances (hamulców i równowagi), który zapobiega przeobrażeniu się władzy w Lewiatana.
Choć nuda procedur i biurokratyczny protokół bywają nużące, to właśnie one stanowią gwarant wolności obywatelskiej. Wymuszają transparentność i odpowiedzialność decydenta za skutki, a nie tylko za intencje. Dojrzałość polityczna wymaga wyboru „końskiej kuracji” rzemiosła reformatorskiego zamiast upajającego misterium. Fundamentem etycznej polityki jest bowiem prymat skutków – ostatecznie liczy się bilans netto zmian, a nie szlachetność haseł wypisanych na sztandarach.
Podsumowanie
Polityka, uwolniona od aury świętości i spektaklu, staje się rzemiosłem operującym na żywym organizmie społecznym. Rzemieślnik zmian nie ma prawa zachwycać się ogniem rewolucji, jeśli wie, że spłonie dach sąsiada. Choć płomień bywa kuszący, to właśnie cierpliwa ewolucja, oparta na bezpiecznikach instytucjonalnych i procedurach, buduje trwałą sprawiedliwość. Czy potrafimy zaakceptować nudę instytucji, by uniknąć kosztownych zgliszcz utopii? Pytanie o cenę postępu pozostaje otwarte, gdyż rachunek za polityczne sny zawsze przychodzi na jawie.