Wprowadzenie
W dobie postępującej automatyzacji stajemy przed pytaniem: co nadaje życiu sens, gdy maszyny mogą wszystko? Artykuł analizuje koncepcję agent-relatywności – idei, że pewne działania mają wartość tylko wtedy, gdy wykonuje je konkretny człowiek. Dowiesz się, dlaczego utopia doskonała technicznie musi pozostać aksjologicznie niekompletna, by chronić nas przed apatią ontologiczną. Poznasz mechanizmy, które sprawiają, że w świecie absolutnej obfitości sens staje się funkcją konkretnego „ja”, a nie wynikiem optymalizacji.
Agent-relatywność: fundament sensu w utopii
W świecie zdominowanym przez agent-neutralność, gdzie liczy się tylko optymalny wynik, człowiek staje się opcjonalny. Rozwiązaniem jest agent-relatywność: struktura relacji, w której osoba jest niezastąpiona. Sens nie tkwi w przedmiocie (np. naszyjniku), lecz w tym, że to ja jestem jego przyczyną. W utopii zadania automatyzowalne przestają generować sens, dlatego staje się on funkcją unikalnego podmiotu.
Kluczem do przetrwania są cele non-fungible (niewymienne), które posiadają cztery atrybuty: ich wartość zależy od osoby (nie od wyniku), treść buduje relacja (nie funkcja), znaczenia nie da się zoptymalizować, a sens płynie z osobistej narracji, a nie z użyteczności. To one stanowią barierę przed redukcją ludzkiego wysiłku do zera.
Brak oporu generuje apatię ontologiczną
Natychmiastowa doskonałość paradoksalnie anihiluje podmiot. Gdy znika opór świata (trud, ryzyko), zanika gradient wartości, co prowadzi do apatii ontologicznej – stanu, w którym człowiek przestaje „chcieć chcieć”. To „entropia praktycznego rozumu”, gdzie brak stawki niszczy wolę. Aby utopia była zamieszkiwalna, musi działać jako laboratorium sensu, a nie tylko proteza wyręczająca nas w byciu.
Tożsamość narracyjna wymaga kosztu i drogi – doświadczenia przejścia, które wiąże się z ryzykiem zmiany. Tylko interesowność (wewnętrzna przyczyna działania) zapobiega termicznej śmierci świadomości. Bez metafizycznej powściągliwości w projektowaniu świata, wola nie ma się o co zaczepić, co prowadzi do wygaszenia ludzkiej sprawczości.
Pięć kręgów Bostroma i instytucjonalna ochrona sprawczości
Nick Bostrom wskazuje na konieczność ochrony pięciu kręgów ludzkiej sprawczości, w których tylko człowiek jest „dość ludzki”, by być sprawcą (np. rodzicielstwo, przyjaźń). Instytucje przyszłości muszą chronić prawo do autorstwa egzystencjalnego i wspierać praktyki niedelegowalne. Różne tradycje kontynentalne reagują na to wyzwanie inaczej: Azja poprzez rytuał, Europa przez odpowiedzialność historyczną, a Afryka przez relacyjną wyjątkowość.
Istnieje nieprzekraczalny próg transcendencji – obszar tego, co nieoptymalizowalne. Utopia musi pozostać niedokończona, by istniał horyzont wartości. Wymaga to trzech filarów instytucjonalnych: ochrony rytuałów wymagających obecności, uznania niekopiowalności ludzkiego śladu oraz tworzenia warunków dla autentycznej relacji z „drugim”, którego nie da się zredukować do algorytmu preferencji.
Podsumowanie
Czy w pogoni za idealnym światem nie tracimy zdolności do nadawania sensu własnym działaniom? Prawdziwa utopia nie polega na eliminacji trudności, lecz na stworzeniu przestrzeni, w której ludzka unikalność może w pełni rozkwitnąć. Sens w świecie obfitości nie jest dany – musi być wytworzony przez podmiot, który akceptuje koszt własnej sprawczości. Być może największym wyzwaniem przyszłości nie jest technologia, lecz zachowanie odwagi, by pozostać niezastąpioną przyczyną własnych czynów.