Wprowadzenie
Marcin Matczak w „Imperium tekstu” proponuje rewolucyjną wizję państwa, w której sędziowie przestają być urzędnikami, a stają się inżynierami rzeczywistości. Autor postuluje odejście od sztywnego formalizmu na rzecz holizmu, w którym prawo jest narzędziem aktywnego projektowania świata. Choć wizja ta obiecuje globalną racjonalność, budzi fundamentalne pytania o granice władzy sądowniczej, przewidywalność rozstrzygnięć oraz ryzyko zastąpienia demokratycznej kontroli przez subiektywne wektory moralne. Z niniejszego artykułu dowiesz się, dlaczego ta erudycyjna konstrukcja bywa nazywana „koniem trojańskim” współczesnej jurysprudencji.
Holizm Matczaka a kryzys formalizmu
Fundamentem propozycji Matczaka jest holizm interpretacyjny. Zakłada on, że każdy przepis musi być filtrowany przez trzy baterie dyrektyw: językową, systemową i funkcjonalną. Dopiero ich domknięcie przez cel prawa kończy wykładnię. Matczak słusznie uderza w formalizm, dowodząc, że mechaniczne stosowanie liter prawa jest iluzją. Przywołuje przy tym koncepcję H.L.A. Harta o „otwartej strukturze” języka – nieusuwalna nieostrość pojęć wymusza na sędziach dokonywanie wyborów.
Jednak porzucenie „skromnych cnót” formalizmu niesie poważne zagrożenia. Gdy twarde reguły ustępują miękkim wartościom, przewidywalność prawa drastycznie spada. System staje się nadwrażliwy na napięcia polityczne, a obywatel traci pewność, czy jego sprawa zostanie rozstrzygnięta według litery ustawy, czy według „świata postulowanego” przez sędziego. To przesunięcie sprawia, że prawo zaczyna zaskakiwać, zamiast koordynować działania społeczne.
Wykładnia czy prawotwórstwo: spór o granice dyskursu
Projekt Matczaka czerpie z integralności Ronalda Dworkina, traktującej prawo jako „powieść łańcuszkową”, spajającą przeszłość z przyszłością. Kluczowe są tu również zasady Roberta Alexy’ego, rozumiane jako „nakazy optymalizacji”. Sędzia, ważąc te zasady, nie może już schować się za literalizmem. W przeciwieństwie jednak do Jürgena Habermasa, który legitymizację prawa widzi w procedurze dyskursu, Matczak przesuwa ciężar na cel. To sprawia, że granica między interpretacją a tworzeniem normy staje się nieuchwytna.
W tym układzie dyskrecjonalność sędziowska przenosi się z wejścia systemu na jego wyjście. Uzasadnienie wyroku przestaje odpowiadać na pytanie, dlaczego norma dotyczy stanu faktycznego, a zaczyna tłumaczyć, dlaczego dana kompozycja wartości „domyka świat” w konkretnym miejscu. Taka konstrukcja osłabia mechanizmy społecznej kontroli, czyniąc z sędziów jedynych depozytariuszy „ducha systemu”.
Deficyt socjologiczny i eklektyzm teorii
Krytycy wskazują na deficyt socjologiczny projektu. Matczak skupia się na tekście, ignorując weberowską „żelazną klatkę biurokracji” czy psychologię odbiorców prawa Leona Petrażyckiego. System ten pomija miliony obywateli, którzy kierują się nawykiem, a nie lekturą uzasadnień wyroków. Co więcej, „Imperium tekstu” to eklektyczny gmach, łączący sprzeczne nurty: hermeneutykę, psychologię poznawczą i eksternalizm semantyczny, co czyni jego architekturę niestabilną.
Autor nazywa propozycję Matczaka koniem trojańskim, ponieważ pod szlachetnym hasłem walki z patologiami formalizmu przemyca wizję, w której to sędziowie, a nie obywatele, decydują o hierarchii wartości. Alternatywą może być model rabiniczny, gdzie pluralizm interpretacyjny jest ograniczony przez świadomość skutków dla wspólnoty. Bez twardych mechanizmów rozliczalności, holizm może stać się jedynie zasłoną dymną dla poszerzania władzy sędziowskiej w imię osobistych preferencji interpretatorów.
Podsumowanie
Prawo, dążąc do projektowania świata, nie może zapominać, że ten świat należy do obywateli, a nie do prawników. Ich podstawowym prawem jest wiedza, co jest dozwolone, a co zabronione. Jeśli nasze wyszukane teorie nie są w stanie zagwarantować tej przewidywalności, stają się jedynie pustym frazesem. Holizm Matczaka może ucywilizować wykładnię, ale tylko pod warunkiem budowy twardych standardów argumentacyjnych, które nie pozwolą, by polifonia wartości zamieniła się w prawną kakofonię.