Wprowadzenie
Demokracja to nie tylko ideał wolności, ale przede wszystkim precyzyjna matematyka procedur. Teoria wyboru społecznego uświadamia nam, że sposób, w jaki liczymy głosy, fundamentalnie kształtuje wynik polityczny. Zrozumienie mechanizmów rządzących ordynacjami pozwala przejść od naiwnego przekonania o „jedynej słusznej metodzie” do świadomego projektowania systemów, które muszą balansować między stabilnością a reprezentatywnością. W tym artykule przyjrzymy się matematycznym fundamentom i ograniczeniom, które definiują współczesne państwa.
Efektywność vs. sprawiedliwość: osie wyboru społecznego
W teorii wyboru społecznego zarysowują się trzy główne osie sporu: spójność (agregowanie rankingów), strategia (podatność na manipulację) oraz instytucje (wpływ architektury procesu). Kluczową dźwignią jest tu wielkość okręgu wyborczego. Zgodnie z prawem Duvergera, małe okręgi sprzyjają systemom dwupartyjnym, podczas gdy duże wspierają pluralizm. Wybór metody przeliczania głosów — jak d’Hondt (premiujący dużych graczy) czy Sainte-Laguë (bardziej proporcjonalny) — to decyzja między sterownością rządu a wiernością oddania mozaiki społecznej. Do mierzenia tych efektów służą wskaźnik Gallaghera (dysproporcjonalność) oraz indeks Laakso–Taagepery, określający efektywną liczbę partii.
Głosowanie strategiczne: bariera dla manipulacji
Większość systemów dopuszcza głosowanie strategiczne, czyli oddanie głosu niezgodnego z preferencją, by uzyskać lepszy wynik. Ideał odporności na manipulację (strategy-proofness) jest w warunkach pluralizmu matematycznie nieosiągalny. Projektanci muszą więc zarządzać bodźcami, by taktyka nie niszczyła legitymacji władzy. Zagrożeniem jest tu gerrymandering — manipulowanie granicami okręgów (techniki pack and crack), któremu zapobiegać mogą niezależne komisje. Równie ważna jest kontrola agendy; twierdzenie McKelveya dowodzi, że kto ustala porządek obrad, ten rzeźbi ostateczny wynik. Dziś te same wyzwania dotyczą algorytmów w mediach społecznościowych, które agregując preferencje, wpadają w te same pułapki co systemy wyborcze.
Twierdzenie Arrowa: matematyczny kres spójności wyborczej
Twierdzenie Arrowa dowodzi, że przy więcej niż dwóch opcjach nie istnieje system, który byłby jednocześnie racjonalny, spójny i wolny od dyktatury. To sprawia, że „wola ludu” jest raczej konstruktem proceduralnym niż faktem matematycznym. W systemach złożonych, jak Rada UE, kluczowe jest rozróżnienie między wagą głosu (nominalny udział) a realną siłą decyzyjną. Indeksy Banzhafa i Shapleya–Shubika pozwalają zmierzyć prawdopodobieństwo bycia „języczkiem u wagi” — zarówno w polityce, jak i w spółkach akcyjnych. Odpowiedzią na te nierówności jest Kompromis Jagielloński, oparty na prawie pierwiastkowym Penrose’a, który dąży do wyrównania siły głosu każdego obywatela w strukturach ponadnarodowych.
Ordynacja sprawiedliwa: trzy minimalne warunki instytucji
Matematyka demokracji uczy nas pokory wobec instytucji. Choć system idealny nie istnieje, sprawiedliwa ordynacja musi spełniać trzy minimalne warunki: być przewidywalna w działaniu, weryfikowalna w swoim wyniku oraz komunikowalna dla obywateli. Jak przypomina John Rawls, sprawiedliwość jest pierwszą cnotą instytucji. Wszystko inne — proporcje między stabilnością a pluralizmem — jest już domeną polityki, uprawianej w ramach nieprzekraczalnych granic, jakie wyznacza chłodna logika liczb. Demokracja to nieustanne „ważenie wartości”, w którym każdy kompromis ma swoją policzalną cenę.