Wprowadzenie
Czy wolny handel zawsze sprzyja bogactwu? Analiza XIX-wiecznej Europy jako „laboratorium historii” podważa ten dogmat. Paradoks Bairocha dowodzi, że okresy protekcjonizmu często korelowały z szybkim wzrostem, podczas gdy liberalizacja prowadziła do stagnacji. Z artykułu dowiesz się, dlaczego klasyczna teoria kosztów komparatywnych zawodzi w starciu z historyczną asymetrią sił i jak współczesne mocarstwa, z USA na czele, powracają do sprawdzonych metod ochrony własnego rynku w obliczu globalnych napięć.
Paradoks Bairocha: protekcjonizm stymuluje wzrost
Wbrew podręcznikowym modelom, faza autentycznego liberalizmu w Europie (1860–1879) zbiegła się z drastycznym spowolnieniem wzrostu PKB. Paul Bairoch wykazał, że wolny handel narzucony przez przemysłowego hegemona utrwalał zacofanie peryferii. Mechanizmem transmisji kryzysu stało się rolnictwo. Potop taniego zboża z Ameryki, ułatwiony przez rewolucję transportową i niskie cła, doprowadził europejskich rolników do bankructwa. Gdy wieś straciła siłę nabywczą, przemysł stracił głównego klienta, co zahamowało industrializację.
Nawet Wielka Brytania, promując wolny handel, straciła swoją dominację. Pod osłoną własnych ceł Niemcy i USA nadrobiły dystans technologiczny, podczas gdy Londyn borykał się z drenażem kapitału i upadkiem rolnictwa. Współczesna ekonometria potwierdza: pozytywna korelacja między cłami a wzrostem w XIX wieku była zjawiskiem realnym, zależnym od jakości instytucji i struktury gospodarki.
Małe kraje i modele ochrony rynku krajowego
Małe państwa europejskie stały przed wyborem: być „spichlerzem” hegemona (Portugalia) lub budować własny przemysł (Szwajcaria, Belgia). Sukces zależał od aktywnej transformacji bazy produkcyjnej. Dania, zamiast biernie importować, stworzyła zaawansowany kompleks agroprzemysłowy. Logika formalna demaskuje tu sprzeczności: cła (P) działają tylko przy odpowiednim dopasowaniu strukturalnym (S). Bez tego ochrona prowadzi do marazmu.
Współczesne modele Francji i Izraela ilustrują tę różnorodność. Paryż stosuje zinstytucjonalizowany protekcjonizm agrarny, łącząc go z dyplomatycznym wsparciem dla czempionów przemysłowych. Izrael zaś, choć formalnie otwarty, agresywnie wspiera R&D, budując przewagi w sektorach wysokich technologii. W tym starciu praktyka korporacyjna jest oportunistyczna – globalny biznes lobbuje za cłami tam, gdzie chronią one jego lokalne fabryki, ignorując ideologiczne spory o wolny rynek.
Merkantylizm defensywny: nowa doktryna gospodarcza USA
Współczesna polityka USA to zwrot ku merkantylizmowi defensywnemu. Ustawy CHIPS oraz Inflation Reduction Act (IRA) to fundamenty suwerenności technologicznej, działające jak „protekcjonizm od strony popytu”. Poprzez masywne subsydia Waszyngton dąży do reshoringu produkcji półprzewodników i zielonych technologii. Celem nie jest zysk, lecz autarkia militarna i surowcowa – przygotowanie „wyspiarskiej fortecy” na wypadek otwartego konfliktu z Chinami.
Powrót protekcjonizmu podnosi koszty globalnej produkcji i ceny dla konsumentów, ale w logice bezpieczeństwa narodowego jest to cena akceptowalna. Era po hiperglobalizacji wymusza regionalizację biznesu. Firmy porzucają model just-in-time na rzecz friendshoringu, budując odporność łańcuchów dostaw kosztem dotychczasowej efektywności kosztowej. USA, będąc eksporterem energii i żywności, są strukturalnie gotowe na częściową izolację.
Podsumowanie
Unia Europejska stoi przed historycznym wyzwaniem: musi wybrać między trzymaniem się wolnego handlu a asertywnością. W świecie zdominowanym przez merkantylizm mocarstw, UE potrzebuje selektywnej ochrony strategicznych technologii i budowy własnego „kontynentu produkcyjnego”. Współczesne napięcia geopolityczne pokazują, że dogmatyczna wiara w wolny rynek to luksus, na który stać nas coraz mniej. Kluczem do przetrwania jest nowa synteza otwartości z ochroną fundamentów rozwoju.