Wprowadzenie
Artykuł analizuje Nowoczesną Teorię Monetarną (MMT) Warrena Moslera, która rewolucjonizuje myślenie o pieniądzu fiducjarnym. MMT kwestionuje przekonanie, że państwo jest jedynie użytkownikiem waluty, argumentując, że jako jej emitent, podlega ono innym zasadom niż gospodarstwo domowe. Teoria ta, choć zyskuje na popularności w kręgach bankowości centralnej, napotyka opór ekonomistów głównego nurtu, ponieważ podważa tradycyjne rozumienie długu publicznego i roli deficytu. Dowiesz się, jak podatki napędzają popyt na pieniądz i dlaczego dług publiczny to w istocie narzędzie polityki monetarnej.
Budżet państwa: fałszywa analogia do portfela domowego
Najczęstszym błędem ekonomistów jest błąd kategorialny – opisywanie finansów państwa językiem gospodarstwa domowego. W systemie fiducjarnym państwo jest emitentem, a nie użytkownikiem waluty, co oznacza, że nie musi najpierw „zarobić” pieniędzy, by móc je wydać. Według Moslera to podatki napędzają walutę, tworząc przymusowy popyt na środek rozliczenia zobowiązań wobec władzy.
Rzeczywista kolejność operacji fiskalnych jest odwrotna do potocznych wyobrażeń: najpierw następują wydatki (wprowadzenie pieniądza do obiegu), a dopiero potem podatki (jego wycofanie). Potwierdza to „włoskie objawienie” Moslera z 1992 r.: suwerenne państwo nie może zbankrutować we własnej walucie, ponieważ zawsze posiada techniczną zdolność do rozrachunku. Deficyt nie jest więc „dziurą”, lecz odzwierciedleniem oszczędności sektora prywatnego.
IRMA: rezerwy bankowe zamiast pożyczania kapitału
Współczesna bankowość centralna obala mit mnożnika pieniężnego – to kredyty banków komercyjnych tworzą depozyty, a rezerwy są dostarczane przez bank centralny ex post. W tym kontekście dług publiczny to w istocie IRMA (Interest Rate Maintenance Account). Emisja obligacji nie służy finansowaniu wydatków, lecz zarządzaniu płynnością i stabilizacji stóp procentowych.
Globalny biznes już adaptuje tę logikę, co widać w operacjach repo banków centralnych, które traktują płynność jako niezbędną infrastrukturę rynku. Państwo nie pożycza własnych pieniędzy, by sfinansować deficyt; ono sterylizuje nadmiar rezerw, by kontrolować cenę pieniądza. Skuteczne finanse funkcjonalne wymagają więc reformy instytucjonalnej i ścisłej koordynacji między rządem a bankiem centralnym jako technicznym koordynatorem systemu.
Zasoby realne: inflacja jako jedyny limit wydatków
Dla emitenta waluty jedynym realnym ograniczeniem są zasoby realne (towary, usługi, praca) oraz inflacja, a nie limity finansowe. MMT proponuje Gwarancję Zatrudnienia jako kotwicę nominalną, która stabilizuje ceny i eliminuje bezrobocie. Pełne zatrudnienie budzi jednak opór polityczny, gdyż według Michała Kaleckiego osłabia ono dyscyplinę rynkową i pozycję kapitału.
Krytycy z nurtu FTPL (fiskalna teoria poziomu cen) ostrzegają, że wartość pieniądza zależy od wiarygodności politycznej państwa. Tragizm sytuacji widać w strefie euro, gdzie państwa utraciły suwerenność monetarną i stały się jedynie użytkownikami waluty. W efekcie kraje te narażone są na realne ryzyko niewypłacalności, podobnie jak zwykłe przedsiębiorstwa, co zmusza je do prowadzenia polityki oszczędności kosztem gospodarki realnej.
Podsumowanie
MMT to przede wszystkim opis operacyjny współczesnego systemu monetarnego, a nie tylko program polityczny. Teoria ta burzy iluzję finansowej bariery, ale jednocześnie odsłania twarde granice zasobów i zaufania społecznego. Czy odrzucając moralizatorski język długu, nie stwarzamy pokusy bezkarnego zadłużania się? A może uwolnienie od starych dogmatów otworzy drogę do bardziej sprawiedliwej gospodarki, gdzie suwerenność monetarna służy realnemu dobrobytowi, a nie podtrzymywaniu iluzji darmowego obiadu?