Wprowadzenie
Artykuł analizuje współczesny spór o sacrum i godność osoby w świecie zdominowanym przez naukę. Czytelnik dowie się, dlaczego redukcjonistyczna wizja człowieka zagraża fundamentom kultury oraz dlaczego, według Rogera Scrutona, świętość jest niezbędną infrastrukturą ładu społecznego. Tekst demaskuje profanację jako mechanizm ucieczki przed odpowiedzialnością i wskazuje na transcendencję jako warunek konieczny ludzkiej wolności.
Dawkins vs. Scruton: redukcjonizm kontra osoba
Richard Dawkins opisuje człowieka jako „maszynę przetrwania”, co stanowi widok znikąd – perspektywę czysto biologiczną, w której sens sprowadza się do chemii. Roger Scruton przeciwstawia jej widok stąd, w którym człowiek jest osobą: źródłem racji, a nie tylko skutkiem przyczyn. Kluczowym pojęciem tej antropologii jest twarz, która objawia duszę i stanowi próg podmiotowości. W relacji „ja–ty” twarz drugiego człowieka staje się etycznym „zakazem zabijania”, którego nie wyjaśni statystyka bodźców. Jej komercjalizacja lub maskowanie to akt kradzieży tożsamości i fundament systemowego odmawiania godności.
Bóg filozofów i profanacja: granice transcendencji
Metafizyczny Bóg filozofów jako byt konieczny pozostaje lodowatą abstrakcją. Scruton argumentuje, że wiara wymaga Boga jako Osoby, z którą możliwa jest komunia i przymierze. Podobne napięcie widać w miłości: naturalizm widzi w niej mechanizm ewolucyjny, lecz nie pojmuje struktury daru. Rozróżnienie między eros (pożądaniem) a agape (bezinteresowną miłością) pokazuje, że sacrum uświęca ludzkie popędy. Profanacja to aktywne wykorzenianie świętości, by uciszyć głos sumienia i uniknąć osądu moralnego. Tymczasem transcendentalność jest fundamentem wolności – bez niej pytanie o sens działań traci rację bytu.
Sacrum w polityce, sztuce i architekturze
Sacrum manifestuje się w świecie materialnym i społecznym. Architektura pozbawiona oblicza oraz świat cyfrowy, w którym pornografia odrywa pragnienie od osoby, to formy profanacji niszczące autentyczne relacje. Polityka również potrzebuje sacrum; bez uznania godności osoby za wartość nienaruszalną, demokracja degraduje się do poziomu aukcji interesów. Ikona i sztuka nie tylko przedstawiają, ale uobecniają transcendencję, będąc „oknami na wieczność”. Trwałość wspólnoty opiera się na ofierze, która przekracza rachunek zysków. Ostatecznym argumentem za sacrum jest śmierć – moment, w którym biologia ustępuje miejsca potrzebie rytuału i ciszy.
Podsumowanie
W obliczu samotności i winy człowiek instynktownie szuka transcendencji, nawet jeśli odrzuca ją rozumem. Kultura programowo uciekająca od świętości paradoksalnie odsłania swój głód sacrum, tworząc nowe, często destrukcyjne ołtarze konsumpcji. Świętość nie jest estetycznym luksusem, lecz systemem ochrony wspólnoty przed nihilizmem. Bez niej wszystko staje się towarem, a wolność – jedynie zbiorem urzędowych licencji. Czy w świecie bez ołtarzy potrafimy jeszcze usłyszeć echo twarzy Innego, które przypomina o naszej nieskończonej odpowiedzialności?