Wprowadzenie
Współczesna statystyka przestała być neutralnym opisem świata, stając się ciężką bronią w walce o legitymizację władzy. Produkt Krajowy Brutto (PKB), choć stworzony dla ery przemysłowej, wciąż dominuje w zbiorowej wyobraźni jako substytut postępu. Artykuł demaskuje PKB jako narzędzie polityczne, analizując jego ograniczenia w dobie gospodarki cyfrowej i sztucznej inteligencji. Dowiesz się, jak zasada Benforda wykrywa manipulacje danymi, dlaczego wzrost nie zawsze oznacza rozwój oraz jak AI może zrewolucjonizować sposób, w jaki mierzymy dobrobyt, wychodząc poza dyktaturę jednej liczby.
PKB: statystyczny oręż i zasada Benforda
Statystyka makroekonomiczna bywa „sportem walki”, gdzie PKB służy do walki o ratingi i koszty długu. W tym starciu zasada Benforda działa jak detektor kłamstw – w naturalnych zbiorach danych cyfra „1” na początku występuje znacznie częściej niż „9”. Odchylenia od tego rytmu, jak w przypadku historycznych danych z Grecji, zdradzają polityczne manipulacje. Mit kompetencji rządu często opiera się na błędzie logicznym: zakłada się, że wzrost PKB (P) dowodzi kompetencji (R), podczas gdy korelacja ta jest często wynikiem czynników zewnętrznych lub pętli autowaloryzacji wskaźnika.
Historyczny spór o kształt PKB wygrali zwolennicy Miltona Gilberta, włączając wydatki zbrojne do miary produkcji. W przeciwieństwie do wizji Simona Kuznetsa, który chciał mierzyć realny dobrobyt, obecny system sprawia, że wydatki wojenne tworzą iluzję wzrostu, rejestrując katastrofę społeczną jako pożądaną aktywność gospodarczą.
Granica produkcji: co statystyka pomija w rachunkach
Współczesna statystyka opiera się na arbitralnej granicy produkcji. System wlicza do PKB handel narkotykami czy prostytucję, jednocześnie ignorując ogrom nieodpłatnej pracy domowej i opiekuńczej. Prof. Elżbieta Mączyńska słusznie podkreśla, że wzrost gospodarczy nie jest tożsamy z rozwojem – PKB pozostaje ślepy na jakość życia, zdrowie i ekologię. Potwierdził to raport Stiglitza, Sena i Fitoussiego, wskazując, że PKB nie odróżnia wydatków naprawczych (np. po katastrofach) od tworzenia nowych zasobów.
W gospodarce cyfrowej pojawia się paradoks Solowa: AI i darmowe usługi (mapy, wyszukiwarki) generują kolosalny dobrobyt, który umyka statystykom, bo ma cenę zerową. W efekcie PKB staje się jedynie miarą przepływów pieniężnych, a nie faktycznie generowanej wartości, co pogłębia ontologiczną przepaść między liczbami a rzeczywistością.
AI i Big Data: fundamenty nowych miar dobrobytu
Różne regiony świata inaczej reagują na fetysz PKB. Kraje Zatoki Perskiej próbują odejść od monokultury surowcowej, a Bhutan i Nowa Zelandia stawiają na indeksy szczęścia i jakości życia. W tym kontekście AI i Big Data mogą stać się fundamentem nowych miar. Algorytmy analizujące obrazy satelitarne i ślady cyfrowe pozwalają tworzyć wskaźniki szybsze i odporniejsze na manipulacje niż tradycyjne ankiety.
Przyszłość pomiaru gospodarczego zależy od wybranego scenariusza: od technokratycznego totalitaryzmu AI, po deliberacyjną tablicę rozumu. W tym idealnym modelu PKB jest tylko jednym z wielu wskaźników (obok nierówności czy zużycia zasobów), poddawanych publicznej debacie. Sztuczna inteligencja ma tu wspierać ludzki dyskurs, a nie go zastępować, pomagając weryfikować wiarygodność danych i symulować skutki polityk publicznych.
Podsumowanie: Trzy iluzje i przyszłość pomiaru
Dominacja PKB opiera się na trzech iluzjach: neutralności, jednoznaczności i wystarczalności. W rzeczywistości wskaźnik ten jest nasycony decyzjami normatywnymi i ignoruje dystrybucję owoców wzrostu. Jak wskazuje prof. Mączyńska, „dziki wzrost” bez postępu społecznego niszczy fundamenty systemu. Czy w dobie algorytmów uda nam się stworzyć system miar, który naprawdę oddaje złożoność ludzkiego doświadczenia? Czy potrafimy wyjść poza zaklęty krąg PKB, by dostrzec to, co naprawdę liczy się w życiu? A może skazani jesteśmy na wieczną pogoń za wzrostem, który coraz bardziej oddala nas od prawdziwego dobrostanu?