Wprowadzenie
Czy całe bogactwo ludzkich emocji można sprowadzić do jednego pojęcia? Próba redukcji miłości czy szacunku do „pożądań” przypomina granie symfonii Mahlera na dzwonku rowerowym. Elizabeth Anderson w swojej teorii pluralizmu wartości ostrzega, że monistyczne podejście – zakładające istnienie jednej miary dobra, jak przyjemność czy użyteczność – okalecza naszą wyobraźnię moralną. Artykuł analizuje, dlaczego świat potrzebuje zróżnicowanej mapy wartości i jakie są etyczne granice rynku, którego logika coraz częściej kolonizuje sfery życia dotąd wolne od komercji.
Monizm vs. pluralizm: hierarchia kontra wielość dóbr
Monizm zakłada, że wszystkie dobra są ilościowymi wariantami tej samej wartości. Anderson twierdzi przeciwnie: świat jest przesiąknięty wieloma rodzajami dóbr, które wymagają odmiennych postaw – od miłości po bezosobowe użycie. Błąd kategorialny polega na traktowaniu np. przyjaźni jak towaru. Wiele dóbr cechuje nieporównywalność hierarchiczna: wartości wyższe (godność, życie) nie mogą być zestawiane na jednej skali z pieniędzmi.
W tym kontekście racjonalność ekspresyjna polega na adekwatnym wyrażaniu postaw wobec tego, co cenne. Każde działanie ma dwa cele: cel finalny (konkretny stan rzeczy) oraz dobro wewnętrzne (wartość, dla której działamy). Aby działanie było sensowne, musi uwzględniać normy społeczne, które publicznie definiują, co w danej kulturze oznacza szacunek, miłość czy troska.
Normy rynkowe: bezosobowość i instrumentalna wymiana
Rynek nie jest neutralny; to reżim oparty na bezosobowości i instrumentalnym traktowaniu stron. Wartość dóbr sprowadza się tu do ich ceny i subiektywnych preferencji. Problem pojawia się, gdy ta logika wkracza w sfery intymne. Komercyjne macierzyństwo zastępcze jest etycznie wadliwe, ponieważ utowarawia dziecko (traktując je jak przedmiot własności) oraz degraduje pracę reprodukcyjną kobiety do usługi, wymuszając kontrolę nad jej emocjami.
Ekspansja rynku zagraża także autonomii nauki, sztuki i medycyny. Gdy zysk staje się nadrzędnym miernikiem, wewnętrzne cele tych instytucji – prawda, piękno czy zdrowie – zostają wyparte przez zewnętrzną opłacalność. Instytucje te powinny wyrażać szacunek dla doskonałości, a nie tryb bezosobowego użycia, który niszczy ich immanentną wartość.
Analiza CBA: błędna redukcja wartości do ceny rynkowej
Analiza kosztów i korzyści (CBA) to technokratyczna próba wyceny wszystkiego, w tym ludzkiego życia. Wykorzystuje ona metodę gotowości do zapłaty (WTP), która jest głęboko wadliwa. Wybory pracowników dotyczące ryzyka często wynikają z przymusu ekonomicznego, a nie wolnej wyceny życia. Co więcej, WTP sankcjonuje nierówności – życie bogatych „waży” w kalkulacjach więcej niż życie biednych.
Taka logika degraduje obywatela do roli konsumenta, zastępując publiczną debatę „milczącym głosem” pieniądza. Alternatywą jest demokratyczna deliberacja. Zamiast liczyć sumaryczną użyteczność, powinniśmy pytać, jaka polityka najlepiej wyraża nasz zbiorowy szacunek dla godności i sprawiedliwości. Prymat argumentu nad portfelem pozwala zachować pluralizm wartości w życiu publicznym.
Podsumowanie
Czy w świecie, gdzie wszystko zdaje się mieć swoją cenę, potrafimy jeszcze rozpoznać to, co bezcenne? Umiejętność adekwatnego wyrażania naszych wartości to ostatnia linia obrony przed uniformizacją ludzkiego doświadczenia. Prawdziwa racjonalność polega nie na chłodnej kalkulacji, lecz na rozpoznaniu, że niektóre dobra domagają się bezwzględnej ochrony przed rynkową wymianą. Niektóre symfonie po prostu nie dadzą się zagrać na dzwonku rowerowym – wymagają języka szacunku, miłości i obywatelskiej odpowiedzialności.