Wprowadzenie
W epoce celebrującej różnorodność odżywa paradoksalna tęsknota za jednością moralną. Jan-Werner Müller w pracy „Co to jest populizm?” definiuje to zjawisko nie jako styl polityczny, lecz jako fundamentalne roszczenie do wyłącznej reprezentacji „prawdziwego ludu”. Populizm dzieli świat na czysty naród i skorumpowane elity, odrzucając pluralizm jako fałsz. Z artykułu dowiesz się, jak ten mechanizm niszczy fundamenty państwa prawa i dlaczego „demokracja nieliberalna” to niebezpieczna iluzja.
Müller: moralne roszczenie i mit „prawdziwego ludu”
Populizm opiera się na antypluralizmie. Populista nie twierdzi, że wygrał wybory, lecz że jest narodem. To przekonanie nie podlega weryfikacji – opiera się na moralnej wyobraźni, która dzieli społeczeństwo na siły dobra i pasożytnicze elity. Każdy, kto nie pasuje do tej wizji, zostaje uznany za „ciało obce” i wykluczony ze wspólnoty.
Pojęcie „prawdziwego ludu” to ideologiczny mit. Nie jest to zbiór obywateli, lecz precyzyjnie zaprojektowany konstrukt służący do amputacji różnorodności. Dla populisty pluralizm nie jest naturalnym stanem społeczeństwa, lecz objawem choroby, którą należy usunąć w imię iluzorycznej autentyczności.
Kolonizacja państwa i legalizm dyskryminacyjny
Po zdobyciu władzy populiści przechodzą do metodycznej kolonizacji instytucji. Pod hasłem „odzyskiwania państwa” obsadzają sądy, media i administrację lojalnymi stronnikami. Aparat państwowy zostaje zawłaszczony, a niezależność organów kontrolnych jest systematycznie niszczona.
W takim systemie zaczyna działać legalizm dyskryminacyjny: prawo staje się bronią przeciw oponentom i nagrodą dla „swoich”. Powstają sieci zależności klientelistycznej, gdzie korupcja przestaje być patologią, a staje się dowodem skuteczności. Narzędziem betonowania tej hegemonii jest konstytucjonalizm populistyczny – tworzenie ustaw zasadniczych, które zamiast chronić prawa wszystkich, wpisują jeden projekt ideologiczny w strukturę państwa.
Kryzys reprezentacji i obrona pluralizmu
Sukces populizmu to efekt kryzysu reprezentacji. Gdy systemy partyjne kostnieją, a obywatele czują się porzuceni przez globalizację, rodzi się pożywka dla radykalnych roszczeń. Müller ostrzega jednak, że „demokracja nieliberalna” to oksymoron. Demokracja bez ochrony mniejszości i praw jednostki staje się jedynie „teatrem większości”.
Skuteczna obrona przed populizmem wymaga ochrony idei pluralizmu. Nie wolno przejmować języka populistów ani ich wykluczającej narracji. Należy odbudować zaufanie do państwa poprzez rozwiązywanie realnych problemów, a nie tylko ich symboliczne opakowanie. Demokracja to nie plebiscyt na cnotę, lecz nieustanne uzgadnianie różnic i prawo do trwałej niezgody.
Podsumowanie
Populizm nie jest przejściową anomalią, lecz stałym cieniem demokracji reprezentacyjnej. Upada on dopiero wtedy, gdy społeczeństwo odzyskuje swój zróżnicowany głos, a instytucje wracają do służby wszystkim obywatelom, a nie tylko wybranej grupie. Prawdziwa walka o demokrację to walka o przestrzeń, w której nikt nie ma monopolu na prawdę.
Trzeba działać wspólnie. Bo populizm nie ustąpi sam. Trzeba go wypchnąć – najpierw z umysłów, potem z instytucji.