Postfaszyzm: ideowa mutacja zamiast kopii wzorca
Współczesny postfaszyzm to nie powrót do estetyki lat 30., lecz precyzyjna diagnoza epoki, w której brunatną koszulę zastąpił garnitur, a wrzask z balkonu – algorytm. Jest to kategoria przejściowa, zachowująca esencję faszyzmu (kult hierarchii i wroga), ale w pełni kompatybilna z demokracją proceduralną. Administracja zamiast rewolucji staje się jego główną metodą działania; postfaszyzm nie potrzebuje marszów, lecz cichego podboju państwa poprzez procedury i zarządzanie wyjątkami. To wtargnięcie do salonu w białych rękawiczkach, gdzie przemoc fizyczną zastępuje technokratyczna selekcja.
Partykularyzm, mit palingenetyczny i Nouvelle Droite
Fundamentem tej mutacji jest partykularyzm – odrzucenie uniwersalnych praw człowieka na rzecz przywilejów dla „swoich”. Gáspár Miklós Tamás ostrzega, że obywatelstwo kurczy się dziś do limitowanego dostępu do dóbr. Napędza to mit palingenetyczny, czyli obietnica narodowego odrodzenia po rzekomej katastrofie. Strategia Nouvelle Droite dokonała tu rewolucji językowej: rasizm biologiczny zastąpiono „etnopluralizmem”, a segregację – „prawem do różnicy”. Dzięki temu skrajne idee przechodzą proces mainstreamizacji, przesuwając okno Overtona tak daleko, że język wykluczenia staje się oficjalnym dyskursem państwowym.
Prekaryzacja, algorytmy i sakralizacja rodziny
Mechanizm wzrostu postfaszyzmu tkwi w prekaryzacji – lęk ekonomiczny niższej klasy średniej zostaje przekierowany na „winnych kulturowych”. Tak powstaje współczesny bestiariusz: migranci, osoby LGBT czy kobiety stają się celami nienawiści. Algorytmy mediów społecznościowych działają tu jako akceleratory, premiując gniew i tworząc „referendum afektów”. W Polsce kluczowa jest sakralizacja rodziny; gdy usługi publiczne zawodzą, rodzina staje się ostatnim bastionem bezpieczeństwa. Kościół wobec populizmu pełni rolę dostawcy symboli, sakralizując ten bastion jako twierdzę przeciwko „obcym” ideologiom.
Stan wyjątkowy, wojna o media i demokracja zamrożona
Współczesna deliberalizacja odbywa się poprzez stan wyjątkowy, czego symbolem stała się granica – miejsce mistycznej selekcji. Wojna o media 2024–2025 w Polsce, objawiająca się paraliżem TVP i sporami prawnymi, pokazuje, jak instytucje stają się łupem politycznym. Prowadzi to do scenariusza demokracji zamrożonej w roku 2026: instytucje formalnie istnieją, ale ich impuls decyzyjny jest rozszczepiony między rządem a prezydenckim wetem. Taki paraliż informacyjny i prawny karmi cynizm obywateli, tworząc idealne warunki dla liderów obiecujących „posprzątanie” systemu poza demokratycznymi regułami.
Podsumowanie: Usługi publiczne jako bariera dla radykalizmu
Antidotum na postfaszystowską logikę strachu nie są moralne apele, lecz sprawne usługi publiczne i sprawiedliwość materialna. Tylko realne bezpieczeństwo socjalne może osłabić zapotrzebowanie na polityczne „bajki grozy” i wskazywanie kozłów ofiarnych. Czy zdołamy dostrzec tę metamorfozę, zanim salonowe gesty zamienią się w ponury teatr wykluczenia? Rok 2026 będzie testem: albo odbudujemy zaufanie do instytucji, albo ostatecznie wejdziemy w epokę, w której prawo służy wyłącznie różnicowaniu ludzi na lepszych i gorszych.