Wprowadzenie
Pojęcie równości to semantyczne pole minowe, na którym szlachetne idee często mieszają się z niebezpiecznymi utopiami. Artykuł dekonstruuje ten termin, ukazując jego wielowymiarowość – od fundamentu ludzkiej godności po pułapki egalitaryzmu dystrytywnego. Czytelnik dowie się, dlaczego próba odgórnego zrównania dóbr prowadzi do nędzy, jakie są cztery rejestry równości w państwie prawa oraz jak współczesny rynek pracy i system edukacji wpływają na nasze szanse życiowe. To analiza oparta na myśli Leszka Kołakowskiego, standardach międzynarodowych i tradycjach duchowych świata.
Godność przyrodzona vs. egalitaryzm dóbr materialnych
Kluczowe jest rozróżnienie między równością godności a egalitaryzmem dystrybutywnym. Ta pierwsza to prawo każdego człowieka do szacunku i ochrony przed uprzedmiotowieniem. Druga to żądanie równego podziału zasobów, które – jak ostrzegał Leszek Kołakowski – nieuchronnie rodzi totalitarny przymus i nową kastę uprzywilejowanych zarządców deficytu. Kołakowski uznawał równość godności za zaporę przed barbarzyństwem: rasizmem, eugeniką czy traktowaniem jednostki jako narzędzia partii lub rynku.
Nauki społeczne wyróżniają cztery rejestry równości: formalną (jedna miara prawa dla wszystkich), materialną (dostęp do zasobów korygujący nierówności), szans (uczciwe reguły startu) oraz rezultatów. Ta ostatnia jest uznawana za utopijne zagrożenie, ponieważ dążenie do identycznego wyniku końcowego wymaga drastycznego ograniczenia wolności i niszczy motywację do pracy, prowadząc do powszechnej nędzy.
Standardy MOP i bariery równości szans w Polsce
Współczesna definicja godnej pracy według Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) obejmuje uczciwy dochód, bezpieczeństwo, ochronę socjalną, szanse rozwoju oraz równość traktowania kobiet i mężczyzn. Jednak socjolog Richard Sennett zauważa, że nowy kapitalizm koroduje charakter i niszczy zaufanie. Elastyczność i krótkoterminowość projektów demontują ciągłość biografii, sprowadzając godność pracownika do roli "osobistej marki", co wymaga powrotu do instytucjonalnych rygorów ochrony prawnej.
W polskiej rzeczywistości główną barierą jest nierówność szans. Raporty OECD wskazują, że kod pocztowy i dziedziczony kapitał kulturowy decydują o przyszłości dziecka silniej niż jego talent. Edukacja publiczna, zamiast być tarczą niwelującą różnice, bywa traktowana jako łup partyjny. Brak powszechnego dostępu do wysokiej jakości żłobków czy ochrony zdrowia sprawia, że równość formalna staje się fikcją, a system premiuje "loterię geograficzną" kosztem merytokracji.
Tradycje religijne a program naprawy równości reguł
Fundamenty równości odnajdujemy w tradycjach duchowych: od biblijnego zniesienia podziałów na kasty, przez talmudyczną wartość każdego życia, po islamski nakaz wzajemnego poznania i buddyjską empatię. Globalne idiomy równości różnią się między sobą: Europa skupia się na napięciu między prawem a praktyką, USA na walce o prawa obywatelskie, a Azja Wschodnia na merytokracji i harmonii wspólnoty.
Fundacja Dobre Państwo proponuje konkretny program naprawczy: neutralność światopoglądową państwa, ograniczanie przywilejów korporacyjnych i wyznaniowych oraz przejrzystość instytucji. Działania takie jak ograniczanie bonifikat gruntowych dla Kościoła czy dążenie do równowagi płci w zawodach publicznych mają na celu budowę "równości reguł". Tylko państwo, które nie jest "folwarkiem dla swoich", może zagwarantować, że przepisy służą zwykłemu obywatelowi, a nie nadzwyczajnym graczom.
Podsumowanie
Równość nie jest luksusowym dodatkiem do demokracji, lecz jej społeczną grawitacją. Bez fundamentalnej wiary w równość godności cywilizacja osuwa się w barbarzyństwo selekcji i wyzysku. Czy w pogoni za iluzją równości dóbr nie tracimy z oczu tej najważniejszej wartości, która czyni nas ludźmi? Społeczeństwo, które nie potrafi zagwarantować uczciwych reguł gry, skazuje się na wieczną frustrację. Prawdziwa równość to nie cel, który da się zadekretować, lecz nieustanny proces budowania instytucji traktujących każdego człowieka z należytym szacunkiem.