Wprowadzenie
Roger Scruton proponuje konserwatywną wizję wolności opartą na triadzie: Osoba–Prawo–Instytucje. W dobie narastających sporów ideologicznych jego myśl stanowi fundament dla stabilnego społeczeństwa, przeciwstawiając się manipulacji językiem i demontażowi tradycyjnych więzi. Z artykułu dowiesz się, jak rządy prawa, odpowiedzialność jednostki i lokalne wspólnoty chronią nas przed utopijną inżynierią społeczną oraz dlaczego powrót do „prozy odpowiedzialności” jest kluczowy dla przyszłości państwa.
Nowomowa i kategoria osoby: fundamenty odpowiedzialności
Nowomowa, według Orwella i Scrutona, to ideologiczny oręż służący do zawężania zakresu myśli. Jej celem jest uniemożliwienie „myślozbrodni” poprzez eliminację słów opisujących rzeczywistość. W tym uniwersum konkretni ludzie znikają za parawanem „sił”, „klas” i „procesów”, co pozwala aparatowi władzy na bezkarność. Scruton nazywa to „maszyną nonsensu” lub paryskim nonsensem – hermetycznym żargonem (Foucault, Lacan), który rozpuszcza sens w kwasie terminologii, by zaprzeczanie faktom stało się zbędne.
Odtrutką na ten stan jest kategoria osoby. W filozofii konserwatywnej osoba to podmiot, któremu można przypisać czyn, roszczenie i winę. To odróżnia sprawstwo od nieszczęścia. Podczas gdy inteligencja często ulega urokowi społeczeństwa planowanego, chcąc nim zarządzać, Scruton przypomina, że cywilizacja wymaga zadawania nudnych pytań: kto podjął decyzję i kto poniesie konsekwencje? W walce z autorytarnym językiem pomocny jest także śmiech i ironia, które rozluźniają ideologiczne gorsety.
Rządy prawa i rola instytucji pośredniczących
Rządy prawa nie powinny być narzędziem inżynierii społecznej, lecz kanałem odpowiedzi na bezprawie. Scruton, wspierany przez ekonomię instytucjonalną (Douglass North), wskazuje, że przewidywalne normy obniżają koszty transakcyjne i budują zaufanie. Z kolei Elinor Ostrom dowodzi, że lokalne wspólnoty potrafią zarządzać zasobami bez centralnego „Lewiatana”, o ile reguły są jasne. Konserwatyzm Scrutona to ochrona instytucji pośredniczących – straży pożarnych, spółdzielni czy chórów – które Burke nazywał „małymi zastępami”.
Te „szkoły wolności” budują kapitał społeczny i uczą reguł kontraktu. Jednak teoria wyboru publicznego (Buchanan, Tullock) ostrzega: gdy państwo skupia się na konstruowaniu przywilejów pod hasłem „sprawiedliwości społecznej”, zamienia się w mechanizm pogoni za rentą. W takim systemie wygrywają grupy interesu potrafiące najskuteczniej posługiwać się nowomową, by przekształcać cudzą własność we własne roszczenia.
Reforma vs. ideologia: granice konserwatywnej zmiany
Współczesne hasła wyzwolenia dążą do rozrywania więzi, co w połączeniu ze sprawiedliwością społeczną paraliżuje trwałe instytucje. Scruton analizuje narodowe warianty tych dążeń: od francuskiego kultu trudnego słowa, po amerykański aktywizm sędziowski (Dworkin), gdzie sądy stają się „kapłanami moralności” zamiast strażnikami procedur. Taki aktywizm niszczy stabilność prawa, wprowadzając arbitralne rozstrzygnięcia w imię historycznych rachunków grup.
Aby odróżnić realną reformę od ideologicznej utopii, należy stosować test zdrowego rozsądku: kto jest adresatem obowiązku? Jaki zwyczaj bezpowrotnie niszczymy? Co zostanie, gdy wyparuje entuzjazm? Polska praktyka wymaga personalizacji władzy i powściągliwości sądów. Państwo musi „zejść z trawnika” instytucji pośredniczących, pozwalając im rosnąć organicznie, zamiast dusić je nowymi regulacjami i ideologicznymi misjami.
Podsumowanie
Budujmy instytucje, które nie boją się kary, ponieważ nie unikają odpowiedzialności, ale i te, które potrafią przebaczać, pamiętając o nadrzędnym celu – powrocie do wspólnej gry. W świecie, gdzie język często traci kontakt z rzeczywistością, to właśnie proza odpowiedzialności, osadzona w konkretnych decyzjach i konsekwencjach, staje się jedyną szansą na ocalenie wspólnoty. Rezygnacja z ideologicznych zaklęć na rzecz pragmatycznej troski o fundamenty naszego społeczeństwa to trudna, lecz konieczna droga do zachowania prawdziwej wolności.