Wprowadzenie: Gdzie mieszka zło?
Zło nie mieszka w bibliotekach, lecz w mięśniach naszych dłoni i rytmie pulsu. Myśl filozoficzna od wieków próbuje je oswoić. Tomasz z Akwinu widział w nim jedynie brak dobra (privatio boni), Kant ufał w potęgę rozumu, a Schopenhauer dostrzegał w nim okrutną wolę życia. Nietzsche z kolei widział w przemocy czysty przejaw siły. Największy przełom przyniosła jednak Hannah Arendt, diagnozując banalność zła – sytuację, w której zbrodniarz nie jest demonem, lecz bezmyślnym urzędnikiem wykonującym procedury.
Ewolucja pojęcia zła: od metafizyki do banalności
Eksperymenty Stanleya Milgrama i Philipa Zimbardo dostarczyły dowodów na sytuacyjne źródła okrucieństwa. Okazało się, że autorytet „białego fartucha” lub narzucona rola strażnika wystarczą, by zwykły człowiek zaczął zadawać cierpienie. Klaus Theweleit idzie jednak dalej, dokonując dekonstrukcji profilu mordercy. Twierdzi on, że sprawcy masowych mordów to niekoniecznie „zwyczajni ludzie”, lecz jednostki o specyficznej strukturze psychofizycznej. W ich przypadku normalność jest tylko maską, a zbrodnia staje się produktem racjonalnego społeczeństwa, które zawiesza normy etyczne.
Ciało fragmentaryczne i biologia mordu
Centralnym punktem teorii Theweleita jest ciało fragmentaryczne – tożsamość przeżywana jako niepełna i zagrożona rozpadem. Dla takiego sprawcy akt zabijania pełni funkcję homeostazy, czyli biologicznego regulatora napięcia. W momencie zbrodni następuje protodiakryza – stan, w którym zaciera się granica między tym, co żywe, a martwe. Ofiara przestaje być osobą, stając się „plamą do usunięcia”.
W tym kontekście śmiech morderców jest fenomenem psychofizycznym – to akustyczny znak cielesnej stabilizacji i neurochemicznego rozładowania (wyrzut dopaminy). Różni się on od śmiechu cywilizującego tym, że nie buduje więzi, lecz manifestuje absolutną dominację. Agresja instrumentalna staje się tu formą autoterapii, przywracającą sprawcy poczucie integralności poprzez destrukcję Innego.
Próżnia społeczna i technologiczna inscenizacja zbrodni
Przemoc eskaluje w warunkach próżni społecznej, gdzie tradycyjne instytucje tracą moc. Tę pustkę wypełniają brutalne struktury oparte na przymusie. Współczesne media i technologie nie są tylko tłem, ale narzędziami inscenizacji zbrodni. Od propagandy w Rwandzie po streamingi ISIS, przemoc staje się spektaklem, który desensytyzuje odbiorców. Kluczowym elementem jest tu odruch higieniczny – dehumanizacja ofiar (nazywanie ich „robactwem” lub „szkodnikami”) pozwala sprawcy zachować poczucie czystości. Tradycyjne metody ochrony często zawodzą, ponieważ skupiają się na ideologii, ignorując głębokie, cielesne mechanizmy lęku i rozładowania.
Podsumowanie: Poza granice normalności
Analiza mechanizmów przemocy uczy nas, że skuteczna prewencja wymaga narzędzi cielesnych: pracy nad regulacją pobudzenia i odbudowy granic „ja” przez bezpieczne rytuały. Praca wyłącznie na poziomie przekonań przypomina tapetowanie pękniętej ściany. Pamięć i sprawiedliwość muszą rozumieć logikę resentymentu, aby nieświadomie jej nie wzmacniać. Publiczne spektakle, w których sprawcy znów występują jako bohaterowie własnej narracji, są jedynie paliwem dla ich niszczycielskiej pętli. Gorycz tej wiedzy jest nam potrzebna, aby nigdy nie mylić „normalności” z niewinnością.