Niedominacja: instytucjonalny fundament wolności
Wolność w dobie algorytmów to nie brak zakazów, lecz niedominacja – stan, w którym żadna władza nie może arbitralnie wygasić ludzkiej sprawczości. W centrum nowoczesnej państwowości tkwi problem Gilgamesza: paradoks polegający na tym, że obywatel potrzebuje państwa do ochrony przed prywatną przemocą, ale to samo państwo zyskuje siłę, by go zmiażdżyć. Artykuł analizuje, jak w wąskim korytarzu między anarchią a tyranią budować instytucje, które okiełznają potęgę technologii, zanim ta stanie się narzędziem ostatecznej kontroli.
Cztery typy Lewiatana i efekt Czerwonej Królowej
Stabilność wolności zależy od architektury państwa. Lewiatan nieobecny rodzi klatkę norm – duszny system tradycji i ostracyzmu, który zastępuje prawo. Lewiatan despotyczny to tyrania bez kontroli społecznej, a Lewiatan papierowy to fasada instytucji, która jest represyjna, lecz niewydolna. Jedynie Lewiatan spętany zapewnia przewidywalność. Utrzymanie tego stanu wymaga efektu Czerwonej Królowej: dynamicznego wyścigu, w którym społeczeństwo musi zwiększać swoją czujność proporcjonalnie do rosnącej sprawności aparatu państwowego. Wolność nie jest bowiem stanem, lecz procesem codziennego odtwarzania równowagi sił.
Algorytmy i kod: nowa struktura cyfrowej dominacji
Technologia działa jako mnożnik asymetrii informacyjnej. W modelu chińskiego legalizmu algorytmicznego algorytm staje się narzędziem mikrozarządzania i dyscypliny, realizując ideał dominacji bez tarcia. Z kolei europejski normatywizm próbuje budować proceduralne bariery (RODO, AI Act), choć ryzykuje popadnięcie w papierową wydolność – mnożenie przepisów przy spadku realnej sprawczości. W regionach takich jak Ameryka Łacińska czy Afryka, technologia często wzmacnia patologie Lewiatana papierowego, oferując cyfrową opresję zamiast realnych usług publicznych. Populizm dodatkowo niszczy hamulce instytucjonalne, obiecując ludowi sprawczość, a w praktyce przywracając pełną uznaniowość władzy.
Sektor prywatny i instytucjonalne protezy rozumu
W epoce AI klasyczny układ państwo-społeczeństwo zostaje przełamany przez sektor prywatny, który kontroluje infrastrukturę danych. Aby uniknąć nowej tyranii, potrzebujemy protez rozumu: instytucjonalnych zabezpieczeń kompensujących ludzkie słabości. Fundamentem musi być odwołalność decyzji algorytmicznych – tam, gdzie system podejmuje nieodwołalne kroki w kwestii kredytu czy pracy, kończy się wolność. Niezbędny jest publiczny audyt algorytmiczny oraz pluralizm instytucjonalny, który rozprasza kontrolę nad kodem. Wolność staje się dobrem kosztownym, wymagającym od społeczeństwa wysokich kompetencji cyfrowych i prawnych.
Podsumowanie: Wolność algorytmiczna jako luksus
Wolność w świecie algorytmów nie jest dzieckiem dobroci, lecz równowagi. Wymaga ona nieustannej synchronizacji zegarów rynku, państwa i społeczeństwa. Czy zdołamy stworzyć instytucje, które spętają cyfrowego Lewiatana, czy też ulegniemy iluzji bezpieczeństwa oferowanej przez technologię? Prawdziwym rdzeniem niedominacji pozostaje odwołalność: prawo do błędu, do sprzeciwu i do ludzkiej korekty w świecie rządzonym przez funkcje celu. Bez tych bezpieczników technologia, zamiast nas wyzwolić, jedynie uszczelni klatkę, w której żyjemy.