Wprowadzenie
Czy demokracja zawsze oznacza wolność? Artykuł analizuje napięcie między mechanizmem większościowym a autonomią jednostki. Inspirując się myślą Erika von Kuehnelt-Leddihna i Tocqueville’a, badamy, jak dążenie do równości może prowadzić do „łagodnego despotyzmu”. Dowiesz się, dlaczego współczesne państwo opiekuńcze ogranicza naszą sprawczość i jakie bezpieczniki instytucjonalne są niezbędne, by chronić wolność przed dyktatem większości oraz wszechwładzą partii.
Demokracja vs. liberalizm: rządy większości a wolność
Demokracja to algorytm władzy większości, podczas gdy liberalizm to projekt ochrony wolności negatywnych. Zasadnicza różnica polega na tym, że większość może przegłosować ograniczenie praw mniejszości w imię „dobra wspólnego”. Dążenie do równości rezultatów jest antyliberalne, gdyż wymaga przymusu i administracyjnej technokracji, która reguluje życie „aż po drobne szczegóły”.
Tocqueville ostrzegał przed łagodnym despotyzmem – władzą opiekuńczą, która upodabnia obywateli do „stada zwierząt”. Korzenie tego uniformizmu tkwią w religijnych matrycach Lutra i Kalwina, gdzie różnica była traktowana jako dowód grzechu. Gdy egalitarny instynkt spotyka się z technologią władzy, mechanizm większościowy staje się drogą do totalitaryzmu, w którym państwo-kurator zastępuje samostanowienie jednostki.
Polska partiokracja: monopol partyjny niszczy wolność
W Polsce ideały wolności dusi partiokracja – system, w którym partie kolonizują państwo, a wódz panuje nad partią. Mechanizmy decyzji publicznych są zdominowane przez klientelizm, czyli sieć nieformalnych zależności, gdzie publiczne zasoby służą do kupowania lojalności „swoich”.
W takim układzie odpowiedzialność za idee zanika. Politycy, otoczeni przez spin doktorów, stosują taktykę przetrwania, a realne koszty błędnych decyzji pozostają abstrakcją. „Równość” w wydaniu partyjnym oznacza jedynie równy dostęp lojalnych działaczy do beneficjów, co prowadzi do cichej, pastoralnej tyranii, w której wolność obywatela przegrywa z potrzebami systemu.
Trzecia Droga: system instytucjonalnych bezpieczników
Rozwiązaniem jest Trzecia Droga – projekt łączący liberalizm konstytucyjny z filtrami kompetencyjnymi. Kuehnelt-Leddihn wskazywał na monarchę jako apolitycznego arbitra. W republice tę rolę powinien pełnić prezydent-arbiter z realnym wetem, oddzielony od plebiscytowej gorączki.
Konieczne reformy obejmują: Kartę Wolności chroniącą prawa negatywne, jakościową dwuizbowość z Izbą Kompetencyjną oraz realną federalizację. Kluczowa jest zasada sunset & sunrise (automatyczne wygasanie regulacji) oraz reguła via negativa: obywatel może wszystko, co nie jest zakazane, a państwo tylko to, na co ma wyraźne pozwolenie. Takie bezpieczniki ograniczają wszechwładzę partii i chronią pluralizm przed uniformizacją.
Drożyzna deliberacji: instytucjonalny opór chroni wolność
Wolność wymaga drożyzny deliberacji – instytucjonalnego oporu, który zmusza władzę do uzasadniania racji przed sędzią konstytucyjnym czy ławą obywatelską. Gdy zanika wewnętrzna odpowiedzialność, rośnie apetyt na zewnętrzną dyscyplinę administracyjną. Czy w pogoni za bezpieczeństwem nie oddajemy po cichu naszej autonomii? Prawdziwa wolność polega na odważnym kwestionowaniu decyzji większości, bo bez hamulców demokracja staje się narzędziem zniewolenia.