PETYCJA
Na podstawie art. 63 Konstytucji RP i art. 2 art. 2 ust. 3 Ustawy o petycjach wnosimy petycję o podjęcie działań w celu wniesienia pod obrady Parlamentu inicjatywy podjęcia uchwały o przyjęciu przepisów dopuszczających skrócenie kadencji Parlamentarzysty w drodze referendum.
Zapisy Konstytucji RP nie mogą być usprawiedliwieniem i przyzwoleniem na łamanie prawa przez Parlamentarzystę. Kampanie wyborcze w Polsce są agitacjami na listy partyjne, zatem zmiana ugrupowania i głoszenie innych poglądów powinny skutkować przeprowadzeniem głosowania społecznego, tak aby suweren mógł zadecydować, czy został oszukany. Prawo ma życie regulować a nie stanowić zabezpieczenia bezkarności za słowa, gesty i czyny polityczne a niekiedy i kryminalne.
Koniec krycia łobuzów politycznych i zakał życia parlamentarnego. Kto ustanowił ten znieść może. Wytyczne polityczne i wskazówki legislacyjne są w uzasadnieniu. Warto odświeżyć, dostępną w sieci tożsamą, inicjatywę p. Rafała Trzaskowskiego, który jest i chce być Prezydentem.
Z ostrożności formalnej, składamy wniosek o uzupełnienie Konstytucji RP, o zapis z treścią:
art. 104 pkt 4. Parlamentarzystów, jeśli zostały uprzednio przyjęte przez Zgromadzenie Narodowe, obowiązują przepisy niższego rzędu.
UZASADNIENIE
Wybory w Polsce mają charakter przedstawicielski. Suweren wybiera swoich przedstawicieli do Parlamentu oraz reprezentantów w organach samorządu lokalnego. Ideą jest utrzymanie sprawczej roli elektoratu. Niechaj Senatorowie i Posłowie reprezentują interesy swych wyborców. Taki model kontraktowy tkwi w regułach Konstytucji, Ordynacji wyborczej i w przepisach wykonawczych, oraz w regulaminach.
Wiedzą notoryjną jest, że politycy składają w trakcie kampanii wyborczej rozliczne obietnice. Nie ma sankcji, nawet politycznej, za niewywiązanie się z obietnic w trakcie kadencji. Co więcej, zdanie lokalnych wyborców w pracy polityka na urzędzie może być bez konsekwencji pomijane. Oddany głos przez suwerena unieważnia przedstawicielską gwarancję reprezentacji. Każdy głos jest ważny. Każdy głos decyduje. Żaden polityk nie odpowiada, gdy ma elekcję. Demokracja inaczej. Praktyka społecznego życia politycznego jest inna od tej uczonej na lekcjach wiedzy obywatelskiej. Rzeczywistość skrzeczy. Program partii programem narodu. Politycy uzależnieni od nominacji i umieszczenia na biorących miejscach na listach chętnie i karnie podnoszą rękę i naciskają przycisk. Tego muzyka, kto zaprasza grajka. Sprawczość demokracji nie może się ograniczać do wrzucenia kartki wyborczej do urny. Instrumentem sprawowania władzy przez wyborców musi być wpływ na okres trwania kontraktu przedstawicielskiego. W szczególnych przypadkach społeczeństwo musi mieć umocowanie do odwołania funkcjonariusza z funkcji.
Reprezentant z wyborów to zarówno przywilej jak i obowiązek. Parlamentarzyści są posłańcami swego elektoratu. Gdy tej roli nie spełniają, a dla przykładu głosują wyłącznie dla dobra namaszczających ich działaczy politycznych, muszą odejść. Dobrowolnie nie zrezygnują z apanaży, władzy i użyteczności wobec mocodawców.
Koniecznym jest wprowadzenie instytucji Referendum odwołującego Senatora lub Posła. Takiej legislacji żądamy. Czekając rekomendujemy, by na pisemny wniosek podpisany przez wyborców z danego szczebla, w ilości 30% plus 1, oddanych na konkretnego polityka głosów we wyborach, zostało przeprowadzone Referendum odwołujące z funkcji uzyskanej elekcją. Głosy zbierane są przez 30 dni od rejestracji zawiązanego w celu zgłoszenia inicjatywy komitetu. Wynik Referendum jest obowiązujący jest niezależnie od frekwencji. Wybrany, który stracił zaufanie swoich wyborców zostanie odwołany, gdy za zakończeniem kadencji opowie się 2/3 ważnych oddanych głosów. Mandat obejmie kandydat, który w poprzednich wyborach był bezpośrednim następcą w przypadku zrzeczenia się legitymacji. Skutkiem dodatkowym odwołania będzie zakaz kandydowania w każdych wyborach powszechnych przez trzy lata.
Tak ukształtowany model rekrutacji rozluźni zależność nominatów od baronów politycznych układających listy i dzielących funduszami. Parlamentarzysta zacznie choć trochę reprezentować wyborców. Będą posłusznymi suwerenowi z taką samą uległością jak nadskakują Prezesowi partii bądź szefowi lokalnych struktur.
Petycja jest krótka. Problem jest nabrzmiały. Kwestia jest kluczowa, fundamentalna a potrzeba systemowego rozwiązania wydaje się palącą. Członkowie Komisji Petycji w Sejmie i Senacie proszą nas by było mało treści, brakuje czasu na czytanie ze zrozumieniem. Zgodnie z życzeniem, do brzegu. Opinię merytoryczną i konsekwencje polityczne dla ugrupowań przygotują Biuro Analiz Sejmowych i Biuro Analiz i Dokumentacji i Korespondencji Senatu. Parlamentarzyści wywiodą z akt które ugrupowanie zyska, a które umniejszy swą pozycję w trakcie wyborów. Członkowie Komisji zagłosują blokami, jednością partyjną. Indywidulana refleksja jest tęczą na politycznym niebie. Nie powołujcie się proszę na koszty. Cena, którą Polska ponosi za kupczenie głosem jest z pewnością wielokroć większa.
Nie sięgajmy z początku nazbyt śmiało ku nominatom na stanowiska Konstytucyjne. Pomińmy zamiary odwołania w drodze referendum Prezydenta RP. Idźmy za wzorem wytyczonym przepisami o referendum w sprawie odwołania organu jednostki samorządu terytorialnego. (Dz.U.2023.1317)
Petytor nie jest legislatorem, by w czynie społecznym darować władzy projekt aktu normatywnego z legalnym uzasadnieniem i odwołaniem do obowiązujących przepisów.
Lobbujemy i składamy petycję, której celem jest wprowadzenie instytucji Referendum odwołującego Senatora lub Posła. Takiej legislacji żądamy. Czekając rekomendujemy, by: Na pisemny wniosek podpisany przez wyborców z danego szczebla, w ilości 30% plus 1, oddanych na konkretnego polityka głosów we wyborach, zostało przeprowadzone Referendum odwołujące z funkcji uzyskanej elekcją. Głosy zbierane są przez 30 dni od rejestracji zawiązanego w celu zgłoszenia inicjatywy komitetu. Wynik Referendum jest obowiązujący jest niezależnie od frekwencji. Wybrany, który stracił zaufanie swoich wyborców zostanie odwołany, gdy za zakończeniem kadencji opowie się 2/3 ważnych oddanych głosów.
Mandat obejmie kandydat, który w poprzednich wyborach był bezpośrednim następcom w przypadku zrzeczenia się legitymacji. Skutkiem dodatkowym odwołania będzie zakaz kandydowania w każdych wyborach powszechnych przez trzy lata.
W debacie o możliwym wprowadzeniu w Polsce mechanizmu odwoływania parlamentarzystów w trakcie kadencji kluczowe znaczenie ma art. 104 ust. 1 Konstytucji RP stanowiący, że posłowie są przedstawicielami Narodu i nie wiążą ich instrukcje wyborców. Obecnie żaden przepis ustawy zasadniczej ani ustaw zwykłych nie przewiduje instytucji referendum, za pomocą którego wyborcy mogliby skrócić mandat posła lub senatora z przyczyn czysto politycznych, takich jak zmiana przynależności klubowej czy niewywiązywanie się z obietnic wyborczych. Aby można było wprowadzić taki instrument, konieczne byłoby zatem przeprowadzenie prac nad zmianą Konstytucji i uzyskanie poparcia kwalifikowanej większości w Sejmie i bezwzględnej w Senacie.
W innych państwach stosowane są różne modele procedury zwanej recall, czyli przedterminowego odwołania wybieralnego urzędnika w drodze głosowania. Najczęściej spotyka się ją w systemach zdecentralizowanych, gdzie ważną rolę odgrywa tradycja demokracji bezpośredniej, jak w niektórych stanach USA. W Europie funkcjonuje natomiast brytyjski Recall of MPs Act z 2015 roku, który przewiduje pozbawienie deputowanego mandatu jedynie w sytuacjach o charakterze karnym lub dyscyplinarnym (skazanie przez sąd na określoną karę pozbawienia wolności, fałszowanie oświadczeń finansowych, zawieszenie przez Izbę Gmin na co najmniej 10 dni). Choć mechanizm ten wiąże się z zebraniem głosów wyborców w odpowiednim okręgu, tak naprawdę procedura rozpoczyna się dopiero po decyzji Izby Gmin, a samym wyborcom nie przysługuje inicjatywa odwołania z przyczyn politycznych. Krajowe regulacje brytyjskie w tym zakresie pokazują, że ustanowienie formalnego trybu odwołania parlamentarzysty wcale nie musi oznaczać pełnej swobody obywateli w egzekwowaniu odpowiedzialności politycznej. Proponowane rozwiązania koncentrują się bowiem głównie na kwestiach etyczno-prawnych, a nie na samym rozliczaniu z niespełnionych obietnic.
W polskiej praktyce politycznej brak jest obecnie wyraźnych mechanizmów odpowiedzialności posłów i senatorów przed wyborcami w czasie trwania kadencji. Jedynym realnym ograniczeniem dla parlamentarzysty okazuje się w dużej mierze dyscyplina partyjna, a jedyną sankcją – wykluczenie z klubu, co w żaden sposób nie pozbawia mandatu. Zmiana ugrupowania czy „wędrówka” posła do innego klubu jest całkowicie dopuszczalna, stąd postulat referendum odwołującego parlamentarzystę często pojawia się w dyskusjach jako pomysł na zwiększenie politycznej odpowiedzialności. Pojawiają się jednak istotne wątpliwości co do jego zakresu: czy odnosić je tylko do przypadków łamania prawa (jak w modelu brytyjskim), czy umożliwić obywatelom rozliczanie polityków także z nielojalności partyjnej i niewypełniania obietnic wyborczych. Eksperci wskazują, że wprowadzenie mechanizmu recall może prowadzić do jeszcze większego uzależnienia posłów od partii lub do częstego wywoływania referendów, osłabiających stabilność procesu legislacyjnego. Z drugiej strony w realiach braku innych form wzmocnienia odpowiedzialności politycznej jest to temat, który regularnie powraca w debacie publicznej.
Wszystko to sprawia, że choć idea referendum odwołującego może się wydawać interesująca z punktu widzenia poprawy jakości demokracji, jej wprowadzenie w Polsce napotka poważne bariery prawne i polityczne. Zmiana Konstytucji wymaga bowiem zdobycia szerokiego ponadpartyjnego poparcia. Nawet gdyby udało się wynegocjować nowe przepisy, wciąż pozostaje otwarte pytanie, czy taki mechanizm rzeczywiście wzmocniłby kontrolę wyborców nad swoimi reprezentantami, czy też doprowadziłby do jeszcze większej zależności parlamentarzystów od central partyjnych, próbujących kontrolować proces referendum odwoławczego. Z tego względu dyskusja na temat referendum recall, choć cyklicznie pojawia się w Polsce, jak dotąd nie doprowadziła do systemowych zmian, a przykład Wielkiej Brytanii wskazuje, że nawet wprowadzenie takiej procedury nie zawsze służy transparentnej egzekucji politycznych obietnic, lecz raczej zapobiega nadużyciom prawnym i etycznym.
Parlamentarzyści nie chowajcie głowy w piasek, bo tył i tak wystaje. Czas porozmawiać. Zgniłe się usuwa, jeśli nie, zarazi całe stado. Całe pogłowie polityczne na Wiejskiej trzeba zaszczepić przez zarazą zepsucia. Zło do usunięcia, szybko!
Demokracja bezpośrednia, oddolna, nazywana także w Polsce szwajcarską jest lubiana i nieznana. Zasadza się na podejmowaniu przez suwerena szeregu decyzji społecznych z wykorzystaniem trzech instrumentów głosowania.
Referendum jest tam przeprowadzane po zebraniu głosów poparcia zasadności jego przeprowadzenia i przewaga odpowiedzi „TAK” lub „NIE” jest wiążąca dla rządzących niezależnie już od frekwencji.
Chcąc aplikować helweckie formuły musimy poznać ograniczenia i wiedzieć, że póki co poza Lichtensteinem nie ma Państwa tak prowadzonego.
Istotne są ilości podpisów pod inicjatywami przed uruchomieniem procedur, których – z całą mocą podkreślmy – wyniki są wiążące niezależnie od frekwencji. Czas na zebranie wymaganego poparcia społecznego ma znaczenie.
Tak kształtuje się rozproszenie władzy. Oddolne sterowanie państwem. Podstaw aksjologii oraz zasad się nie głosuje.
Obok zalet demokracji bezpośredniej są i rafy dysfunkcjonalności. Warto rozmawiać i wzorce trzeba znać oraz je rozumieć. Wybory zasad wybierania mają znaczenie.
Demokracje możemy rozumieć w perspektywie proceduralnej, konkurencji o głosy. Model substancjalny demokracji przedkłada dobro wspólne, szkielet standardów oraz wartość ponad instrumenty podejmowania decyzji. Demokracja partycypacyjna zachęca do aktywnego uczestnictwa w sprawowaniu władzy.
Szwajcarski model demokracji bezpośredniej, przypomnijmy, korzysta z instytucji zgromadzenia ludowego, inicjatywy ludowej, referendum obligatoryjnego i fakultatywnego, plebiscytu, weta ludowego, prawa odwoływania (recall-u) i konsultacji ludowej. Jest system parlamentarno – komitetowym, konwentu, budowanym od wieków. Korzysta z regulacji egzekutywy.
Opozycję dla władzy stanowi społeczeństwo w układzie demokracji konsensualnej. Demokracja bezpośrednia ułatwi obywatelom udział w bezpośrednim podejmowaniu decyzji politycznych.
Podmioty polityczne są w stanie skutecznie artykułować swoje żądania. Sygnalizowanie problemów powiązane jest z tendencją do zawierania kompromisów. Politycy muszą liczyć się z opinią publiczną. Wszelkie decyzje cieszą się szeroką akceptacją przez aktorów sceny politycznej. Współbieżnie wypełniane są funkcje politycznych komunikacji i socjalizacji. Zaangażowanie społeczne w procesy decyzyjne wiąże się z dążeniem do kompromisów.
Zauważamy jednak i negatywne aspekty demokracji bezpośredniej. Niewielu obywateli czynnie korzysta z szerokiej płaszczyzny partycypacji. Elity polityczne stanowią mniejszość a mniejszości mają skłonności do alienacji ze społeczeństwa.
Procesy decyzyjne są spowolnione i stosunkowo drogie. Kluczowi aktorzy życia politycznego tracą siły liderskie. A suwerenowi zagraża zobojętnienie w kakofonii decyzyjnej.
Niekiedy dochodzi do zaognienia konfliktów, gdy decyzji podlegają sprawy kluczowe dla stron, a ich reprezentacja jest niesymetryczna.
Pamiętajmy, że kwestie języka, religii, kultury, historii, narodowości świadomie w Szwajcarii zostały uznane za ex definitione różnorodne i dowolne, zatem nie podlegające unifikacji i regulacji.
Taki oto jest porządek demokracji bezpośredniej. Czerpmy dobre wzory z dobrych przykładów dobrą miarą i dla Dobra Wspólnego.
Świat przyspiesza, a wraz z nim zmienia się polityka naszych sojuszników, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, zatem jest to już czas najwyższy, by Polska również przepracowała własną doktrynę i strategię, jeżeli rzeczywiście zamierza kierować się mądrością i patriotyzmem.
Pokaż wspólny wstęp do petycji z 2025 r.
Minął ponad rok od przejęcia władzy, okres prób, analiz i raportów dobiegł końca. Nadszedł moment na konkretne decyzje legislacyjne, zwłaszcza że wkrótce głos rozstrzygający nie będzie należał do Prezydenta Andrzeja Dudy, a argumenty o rzekomej blokadzie podpisu ustawy tracą moc.
Twierdzicie, że troszczycie się o państwo i że służba publiczna jest nadrzędnym celem każdej partii. Jeśli tak, to przestańcie pozorować działania i pamiętajcie, że własna godność i poczucie odpowiedzialności za Rzeczpospolitą nakazują Wam realizować przyrzeczenia, nie zaś ukrywać się za procedurami czy zrzucać ciężar koncepcji oraz analiz na petytorów.
Ustawa o petycjach z całą mocą zobowiązuje organy władzy do szybkiego i merytorycznego rozpatrywania głosu społecznego, tymczasem upowszechnia się praktyka pozorowania. Petycje giną w czeluściach urzędów, a terminy, jakże hojnie określone w ustawie na zaledwie trzy miesiące, rozciągają się w nieskończoność. Zważcie proszę o obowiązku niezwłoczności publikacji treści petycji, zwyczajowo przyjmowanej na dwa tygodnie od złożenia. Władza ma szanować prawo i suwerena.
Nie jest rolą obywatela tworzyć analizy i projekty ustaw, od tego są rządzący, którzy pobierają środki z pieniędzy publicznych. Gdy więc obywatele sygnalizują problem, oczekują decyzji bądź jasnego, otwartego głosowania, w którym władza weźmie odpowiedzialność za utrzymanie status quo lub za przeprowadzenie zmian.
Dosyć złudzeń o rzekomej niemożności. Reforma państwa i konstrukcji prawa to obowiązek tych, którzy rządzą, i nie uchyla się od niego nikt, kto naprawdę dba o dobro Polski. Przywoływanie argumentu o presji partyjnych liderów i zakulisowych decyzjach jedynie uwłacza godności tych, którzy objęli mandaty z woli narodu.
Macie pełnię instrumentów i uprawnień, więc rządźcie odpowiedzialnie albo powiedzcie jasno, że wolicie pozostawić sprawy po staremu. Jednak nie zapominajcie, że to Wy składaliście narodowi uroczyste deklaracje, a naród, kierując się rozsądkiem i wolą wspólnego dobra, może w następnych wyborach zweryfikować, czy umiecie sprostać powierzonej Wam misji.