PETYCJA
Na podstawie art. 63 Konstytucji RP i art. 2 art. 2 ust. 3 Ustawy o petycjach wnosimy petycję o podjęcie działań w celu wniesienia pod obrady Parlamentu projektu ustawy o zmianie ustawy Kodeks Wyborczy (t.j: Dz.U.2023.2408) polegającej na zmianie treści art. 196 § 1 oraz 2, i to poprzez nadanie temu przepisowi następującego brzmienia:
Art. 196. § 1. W podziale mandatów w okręgach wyborczych uwzględnia się wyłącznie listy kandydatów na posłów tych komitetów wyborczych, których listy otrzymały co najmniej CZTERY % ważnie oddanych głosów w skali kraju.
§ 2. Listy kandydatów na posłów koalicyjnych komitetów wyborczych uwzględnia się w podziale mandatów w okręgach wyborczych, jeżeli ich listy otrzymały co najmniej SIEDEM % ważnie oddanych głosów w skali kraju.
UZASADNIENIE
Z perspektywy nauk politycznych mechanizm progów wyborczych w Polsce, zwanych także klauzulami zaporowymi, stanowi jedno z kluczowych uzupełnień konstytucyjnej zasady proporcjonalności. Wprowadza on wymóg uzyskania przez listy kandydatów określonego ustawowo pułapu poparcia w skali całego kraju, co służyć ma zapobieganiu nadmiernemu rozdrobnieniu parlamentu i utrudnieniom w tworzeniu stabilnych rządów. Obowiązujące obecnie w Polsce progi wynoszą 5% dla większości komitetów wyborczych (w tym partyjnych) oraz 8% dla komitetów koalicyjnych, a gdyby zdarzyła się sytuacja, w której wymogów tych nie spełni żaden komitet lub tylko jeden, ustawodawca dopuszcza wyjątek, obniżając próg do 3% (5% dla komitetów koalicyjnych) w celu umożliwienia wyłonienia Sejmu. Rozwiązanie to obowiązuje w polskim prawie wyborczym od wyborów parlamentarnych w 1993 r. i stanowi reakcję na doświadczenia z 1991 r., gdy zastosowano tzw. czysty system proporcjonalny, co doprowadziło do rozdrobnienia sceny politycznej, trudności w formowaniu rządu oraz częstej niestabilności sejmowej koalicji. Obecny mechanizm funkcjonuje w ścisłym sprzężeniu z metodą d’Hondta, której zastosowanie w podziale mandatów dodatkowo preferuje ugrupowania o wyższym poparciu, ograniczając szanse mniejszych komitetów.
Z historycznego punktu widzenia ustawodawca, wprowadzając próg 5% i 8%, kierował się analizą skutków nadmiernego zróżnicowania politycznego oraz przekonaniem, że system zbyt rozproszony spowalnia proces decyzyjny i osłabia stabilność rządu. Te same przesłanki występują w innych państwach stosujących rozwiązania zbliżone do polskich. W Republice Federalnej Niemiec istnieje próg wyborczy na poziomie 5%, przy czym w niektórych przypadkach wystarczy uzyskanie trzech mandatów w okręgach jednomandatowych, aby wejść do Bundestagu. Izrael, słynący z dużej liczby małych ugrupowań, podniósł w 2014 r. krajowy próg do 3,25%, co jednak wciąż pozwala stosunkowo niewielkim partiom utrzymać się w Knesecie, czego konsekwencją bywają wielopartyjne koalicje. W innych państwach z systemami proporcjonalnymi poziom tych klauzul bywa różny, sięgając nawet do 10% (jak kiedyś w Turcji), bądź, w sytuacji takiej jak w Holandii sprowadzając się do tzw. naturalnego progu, który wynika wyłącznie z liczby mandatów w izbie.
Przyjmując progowy mechanizm selekcji, Polska w 1993 r. postanowiła wyraźnie ograniczyć liczbę ugrupowań reprezentowanych w Sejmie, szukając zarazem równowagi między reprezentatywnością a zdolnością do wypełniania funkcji ustrojowych, zwłaszcza stanowienia prawa i kontrolowania władzy wykonawczej. Wprowadzenie klauzul zaporowych ograniczyło zjawisko marnowania mandatów na ugrupowania marginalne, lecz zarazem wiązało się z pozbawieniem części obywateli realnego wpływu na kształt parlamentu, jeśli ich wybór padł na listę nieprzekraczającą progu. U podstaw tej decyzji leżała przede wszystkim chęć wyłonienia większości rządowej możliwie sprawnie i bez wielomiesięcznych negocjacji koalicyjnych. Skutkiem stało się utrwalenie pewnej formuły dwubiegunowej rywalizacji głównych partii oraz zmniejszenie szans rozmaitych inicjatyw mniejszościowych, co – na tle systemów proporcjonalnych praktykowanych na świecie – nie jest zjawiskiem wyjątkowym i wynika z charakteru kompromisu między dążeniem do pluralizmu a postulatem stabilnego sprawowania władzy.
W minionym wieku, w 1991 roku we wyborach do Sejmu, wybrani zostali kandydaci 29 ugrupowań, z czego 11 spośród z nich uzyskało po 1 mandacie. Sformułowanie rządu nie było łatwe a dynamika głosowań wymykała się politykom dość często spod kontroli. Nasze elity polityczne nie potrafiły przeciwdziałać rozdrobnieniu politycznemu reprezentantów suwerena. Ś.P. Ludwik Dorn dostrzegł rozwiązanie. Doprowadził do przyjęcia progu zaporowego. Progu 5 % głosów uzyskanych w skali kraju, po przekroczeniu których pozwalając danemu komitetowi kandydatów wziąć udział w podziale mandatów.
W miejsce liczebności, partii o łamach sejmowych, nie pozwalającej na zliczenie z pomocnym udziałem łącznym palców u stóp i nóg, weszliśmy w erę palców jednej ręki, druga naciska przycisk by wkrótce wyrwać się w górę. Regulaminy mają to do siebie, że nie nadążają za rzeczywistością. Co, gdy parlamentarzystą zostanie Osoba, z protezą obu ramion – jej głosowania będą nieważne?
Póki co betonowanie nie dopuszcza światła nowych partii i/lub organizacji. Próg 5% bez państwowych źródeł finansowania z subwencji i dotacji oraz z brakiem udziału w teleturniejach frazesów wywiadów z gadającymi głowami jest murem nie do przejścia. Tak, pojawiły się nowe brandy. To stare partie, które odcinając się od przeszłości kolorują chorągiewki w nowych modnych barwach.
Kochani parlamentarzyści, nie Wam trzeba tłumaczyć peregrynacje psefologiczne lewicy, konfederacji lub trzeciej drogi, co by tu zrobić by rozporoszonymi i liczebnie rachitycznymi głosami na mandaty zarobić.
Praktycznie z 5 klubów można ułożyć tylko jedną racjonalną większość. Zatem wyłoniony rząd w układance 5 liderów szybko więdnie w zapale. Dusi się brakiem alternatywy i pogrąża się w samozadowoleniu wyłącznie księżycowej alternatywy. Na rząd innej koalicji i/lub koalicję mniejszościową, kreatywnie tworzącą bieżące sojusze brakuje powietrza różnorodności. Nuda, marazm i poróbstwo lub despotia krocząca ku dyktaturze, przemocy większości nad zdominowaną mniejszością. Znacie, znacie i nie grzmicie. Zaprawdę są na świecie demokracje, gdzie jest inaczej. I to działa!
Najczęściej, w cywilizowanym świecie, progi zaporowe są wyznaczone na poziomie 4% dla partii i 7% dla koalicji. Taka jest zatem rekomendacja Fundacji Dobre Państwo.
Nauki polityczne i społeczne, ze wsparciem nauk z teorii gier i metod mediacji oraz sztuki erystycznej uczą. W Sejmie powinno być od 7 do 11 klubów, ugrupowań. Może jednym z nich byłby tylko zespół, kto wie?
W takiej ilości skutecznie można zawiązać dwa alternatywne sprawcze większości rządowe i z dwie lub trzy koalicje mniejszościowe zdolne, każde samodzielnie, do budowania okolicznościowych aliansów. Nie trzeba będzie wybierać między dekadencją a przedterminowymi wyborami, gdy suweren da się uwieś populistycznych pokrzykiwaniom o nieuchronności polaryzacji.
Miejsce dla większej ilości miejsc spoczynku się wydzieli. Da się podzielić przestrzeń korytarzy sejmowych zabudową targową. Tak zbudowano boksy, przepraszam, pokoje senackie. Jak co, to będzie uzasadnienie decyzji o pójściu w koszty i pobudowanie nie tylko nowego hotelu dla parlamentarzystów, ale i salek na spoczynek i pracę posłanek i posłów, w swych stadach, po posiedzeniach.
Dyrektywa work life balance i dla parlamentarzystów jest wymyślona, nawet gdy jej implementacja, wraz z innymi, dotyczącymi pracy platformowej, znaczy zdalnej, na odległość się dotyczy, tylko w przestrzeni nieuzasadnionych opóźnień. Większa robota w terenie, na wiejskiej, do odbycia są głosowania i wysłuchania, oraz komisje. Umówmy się, znowu nie aż tak często, blisko 1/4 posłanek i posłów daje radę w międzyczasie i do budynków rządowych wskoczyć, by coś tam podpisać.
Czym różni się strach od lęku? Pytanie poznawcze bohaterskiej władzy osobiście nie dotykające. Strach jest stanem, gdy umysł człowieka zna zagrożenie i roztropnie się boi skutków świadomego zagrożenia. Lęk to trwoga przed wyobrażonym. Różni je prawda od iluzji. Strach ma źródło w rzeczywistości a lęk w przekonaniu.
Co ze zmianą wysokości progów? Z 5% na 4% i z 8% na 7%? Więcej partnerów daje większe możliwości. Warto rozmawiać. Dajcie innym głos. Co wybory od miliona do dwóch milionów głosów oddawanych jest na ugrupowania, które gestem z minionego wieku wyrzucone są na drzwi ław sejmowych.
Sami wiecie jak wiele barw i poglądów miesza się w burą szatę koniunkturalizmu – tropizmu dostania się, bycia posłem kosztem przekonań i wyrazistości. I pod koniec będzie Wasz więcej LIDERÓW. Układaczy list przybędzie. Zaproszeń od mediów kilka pań i panów się indywidualnie doczeka. Głosujący się ucieszą. Karnawał szczudeł bon motów, trwa.
Wypadkową ilości okręgów wyborczych w Polsce i metody D’Hondta używanej przy podziale mandatów będzie sytuacja, że tylko w niektórych okręgach komitety minimalnie przekraczające próg 3% zdobędą mandat. Co istotne wpłynie to równocześnie na zmniejszanie dwubiegunowej polaryzacji, gdyż owe okazjonalne mandaty przydzielane będą zamiennie za kolejne mandaty największych ugrupowań. Kuriozalnym jest, że mamy parlamentarzystów szczycących się ilością oddanych na siebie głosów mniejszą od 8 tysięcy a z takim poparciem można i Marszałkiem bywać.
Złe są te zasady, w których półmilionowe poparcie społeczne we wyborach nie daje mandatu poselskiego. Zachęcam by sięgnąć do źródeł i przeczytać jak Poseł Ludwik Dorn, będąc w opozycji z Porozumieniem Centrum argumentował. Pamiętajmy próg 5% został obrany z perspektywy funkcjonowania listy krajowej dla przedstawicieli PZPR. Mniejszość opowiadała się za przejściem do systemu 24 okręgów wyborczych. Mandaty dzielono zmodyfikowaną metodą Sainte-Lagua. Tak są parlamentarzyści, którzy wiedzą i potrafią policzyć, ile i komu dodatkowych mandatów da zmiana zasad wyborczych. Z ludzkiego punktu widzenia idzie o stołki i o władzę z ilości głosów płynącą. Targi z III i IV Kadencji wiele nas dzisiaj uczą. Marginalne, z początku wieku, Prawo i Sprawiedliwość poucza i prze do zmiany w tym czasie obowiązującej ordynacji wyborczej. Obnaża system wyborczy i wykazuje wypaczenia prawa wyborczego. Duży zawłaszcza dużo. Przypomnijmy, że liderem było stronnictwo Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Panowie dzisiaj, mimo że są ci sami, zamieniwszy się miejscami, nie uronili subwersji wzajemnej wyznawanymi poglądami.
Szczególnie smaczny jest zapis wystąpienia Posła Ludwika Dorna podczas IV Kadencji Sejmu, na 66 posiedzeniu, 3 dnia, 9 stycznia 2004 roku, do 22 punktu porządku dziennego. Miejmy wiarę, że pliku swego orka nie połknie.
W 1993 roku, po sejmie kontraktowym, wprowadzony został 5 % próg wyborczy. Ponad trzydzieści lat. Czas uzdrowić system. Zmniejszyć manipulacje. Wyłaniajmy elity polityczne z szerokiej bazy. Chcemy szerokiej reprezentacji narodowej w Sejmie. Zawężanie się do maksymalnie 5 ugrupować ociera się o patologię. Partie, które otrzymają kilkaset tysięcy głosów, więcej niż wszystkie inne partie, także te z głównego nurtu, mają członków, z uwagi na barierę progu nie są reprezentowane mandatami poselskimi. Uzdrowieniem sytuacji jest zmiana progów. Rekomendujemy zmianę z 5 na 3 i z 8 na 5. Geografia wyborcza, psefologia, statystyka i inne pomocnicze instrumenty naukowe wskazują, że w kolejnych wyborach uzyskamy od 7 do 11 klubów i może do 3 zespołów parlamentarnych. To będzie podglebie do zasypania rowu polaryzacji.
To będzie stan zachowania bariery rozdrobnienia z jednej strony i zabetonowania maszynami wyborczymi z drugiej strony. Zyskacie i Wy obecni parlamentarzyści. Będziecie potrzebni. Władze Waszych partii zaczną się troszczyć o Wasze poglądy i głosowania nie tylko w czasie dyscypliny partyjnej.
Wybrani politycy prosimy nie lękajcie się. Niech dyskusja trwa do końca. Oddajcie wolność słowa kreatywnym. Dopuście konstruktywne argumenty w dyskursie społecznym. Czas zdjąć kaganiec i pozwolić myśli politycznej unieść emocje społeczne. Demokracja woli głos a brzydzi się koniunkturalnym milczeniem przyzwolenia na manipulacje. Zadbajcie o równość.
Wybory powszechne są świętem demokracji. Porzućmy ślepą modę i przyzwyczajenie. Bogatsza i zróżnicowana oraz z pewnością barwna kampania istotnie wpłynie na frekwencję przy urnach. Nawet jeśli ilość głosujących jest fetyszem polityków o poparciu społecznym pozostawmy wyborcom wpływ na kształt i skład osobowy reprezentujących ich przedstawicieli.
Bez dodatkowych kosztów społecznych i budżetowych paleta możliwości na włączanie się suwerena w decyzje społeczno – polityczne się uatrakcyjni.
Doskwiera nam podział społeczeństwa na dwa skłócone obozy. Wybory przeradzają się w plebiscyty. Ludzie dokonują wyborów powodowaniu emocjami negatywnymi. Głosujemy z trwogi przyzwolenia przydając tym, którzy epatują siłą, władztwem wyrosłym z ram kontroli kompromisu.
Ludzie się łączą. Pragną wspólnoty. Wyglądają bezpieczeństwa. Nie chcą granic, podziałów, barier i murów wrogości. Politycy dajcie nam WYBÓR we wyborach.
Społeczeństwo jest rozbite. Podgrzewany jest konflikt dwóch obozów. Treścią jest spór wobec MY i WY. NASI i WASI. Do tanga tańca walki i namiętności trzeba dwojga. Zacznijcie łączyć zasypując podziały.
Dalekomyślni i doświadczeni politycznie parlamentarzyści, proszę zwracając się do KPRiM-u o opinię nie zapomnijcie skontaktować się z własnymi wyborcami. Macie władzę ustawodawczą. Zaprawdę możecie zmieniać Polskę i wraz z wyborcami odrywając się od bieżącej koniunktury partyjnej.
Polski system wyborczy od lat budzi emocje, a jednym z najgorętszych tematów jest próg wyborczy. Jedni twierdzą, że bez niego grozi nam rozdrobnienie i chaos, drudzy są przekonani, że właśnie zbyt wysoki próg blokuje dopływ nowych idei do parlamentu i zniekształca wolę obywateli. Warto jednak spojrzeć na międzynarodowe doświadczenia oraz potrzeby polskiej sceny politycznej i rozważyć, czy obniżenie progu nie może okazać się najlepszym trenerem naszego systemu.
Spójrzmy na przykłady z Europy. Niemcy ze swoim 5-procentowym progiem chcieli uniknąć sytuacji z lat Republiki Weimarskiej, kiedy nadmierna fragmentacja utrudniała rządzenie. Mimo to w ostatnich dekadach również w Berlinie trwa dyskusja, czy nie należałoby zmodyfikować tych reguł, by zapewnić reprezentację nowych ruchów społecznych. Szwedzkie 4% to przykład, jak państwo dba o pluralizm, nie blokując jednocześnie głosów obywateli decydujących się na mniejsze partie. Z kolei Izrael przez długie lata miał próg ledwie 2%, pozwalając na obecność wielu drobnych ugrupowań, czasem aż nazbyt wielu, co prowadziło do niestabilności gabinetów. Jednak w tym rozdrobnieniu zawsze tętniła dyskusja, a do debaty publicznej płynęło mnóstwo świeżych idei.
Nie sposób też pominąć przykładu Turcji, gdzie próg wynosi aż 10%. Choć tłumaczy się to historycznym dążeniem do silniejszych i bardziej przewidywalnych rządów, przeciwnicy wskazują, że wysoki próg uderza głównie w mniejszości (jak mniejszość kurdyjska), pozbawiając je realnej reprezentacji. Tak skrajnie wysoka bariera przyczynia się do deformacji sceny politycznej, której skład nie odzwierciedla faktycznych preferencji wyborców.
W naszym kraju próg ustawiony jest na 5% dla partii i 8% dla koalicji, co często dyskryminuje mniejsze ugrupowania, zwłaszcza te, które nie zdążą jeszcze wypracować stabilnych struktur terenowych ani zyskać rozpoznawalnych liderów. W rezultacie część Polaków nie znajduje w Sejmie swojego przedstawicielstwa i czuje narastającą frustrację. Otwarte pozostaje pytanie czy Polska nie dorosła już do tego, by pójść drogą obniżenia progu wyborczego, zamiast trwałego blokowania nowych podmiotów?
Krytycy obniżek od razu wieszczą bałkanizację parlamentu i ciągły kryzys rządowy. Owszem, gdyby próg wynosił ledwie 1 czy 2%, to moglibyśmy doczekać się prawdziwego rozdrobnienia. Ale wystarczy znaleźć złoty środek. Właśnie dlatego wprowadzenie progu na poziomie 3–4% zdaje się rozsądnym ruchem. Doświadczenia z innych państw pokazują, że wówczas do parlamentu wchodzi nie kilkanaście czy kilkadziesiąt efemerycznych partii, lecz tych kilka czy kilkanaście, które mają autentyczne zaplecze społeczne. Oczywiście pewna koalicyjność jest nieunikniona, lecz nie musi być wadą, gdyż sprzyja dialogowi, promuje kompromisy i włącza do prac legislacyjnych rozmaite grupy obywateli.
Wielu ekspertów podkreśla, że optymalnym kształtem parlamentu jest reprezentacja od około 7 do 11 ugrupowań. Taki skład jednocześnie zapewnia pluralizm i większą liczbę idei na forum publicznym, a zarazem nie ogranicza zdolności państwa do podejmowania sprawnych decyzji. Wówczas powstające koalicje nie są złożone z przytłaczającej liczby partnerów, co ułatwia wypracowanie stabilnego rządu. Przy obecnym poziomie progu w Polsce takie wyważone spektrum bywa trudne do osiągnięcia, bo albo w Sejmie pojawiają się prawie wyłącznie największe partie, albo mniejsze ugrupowania wchodzą w trudne, nieraz politycznie wymuszone koalicje i w konsekwencji tracą swoją tożsamość.
Ostatecznie demokracja polega na tym, by reprezentować głosy jak największej liczby obywateli. Jeśli ktoś głosuje na niszową, lecz dobrze zorganizowaną partię, powinien mieć szansę widzieć ją w parlamencie, o ile przekracza wyważony próg. Obniżenie go z 5% do 4% (przy pozostawieniu rozsądnych barier dla szerokich koalicji, np. 7%) nie oznacza, że na Wiejskiej zasiądą egzotyczne ugrupowania bez jakiegokolwiek poparcia. Dla tysięcy obywateli będzie to z kolei sygnał, że ich głos może się liczyć, a to przecież jest istotą demokracji.
Mamy szansę przeprowadzić rozważne zmiany i uniknąć powtórki z 1991 roku, kiedy Sejm składał się aż z 29 komitetów. Dojrzałość polityczna Polski i wzrost roli mediów społecznościowych sprzyjają większej świadomości wyborców, którzy nie poprą bezzasadnego partyjniactwa. Przy dolnym progu rzędu 4%, scena polityczna może ewoluować do modelu, w którym realną reprezentację ma, powiedzmy, od 7 do 11 ugrupowań. Taki parlament będzie żywszy, bardziej otwarty na nowe pomysły i precyzyjniej odzwierciedli strukturę społeczeństwa. A zarazem zapewni stabilność, bo główne partie nie stracą swojego kluczowego znaczenia.
Decyzja o kształcie ordynacji wyborczej to jedna z najważniejszych, jaką może podjąć ustawodawca. Warto pamiętać, że celem wyborów jest nie tylko wyłonienie rządu, ale też umożliwienie obywatelom wyrażania własnych opinii i interesów. Obniżenie progu wyborczego może być właśnie tym najlepszym trenerem polskiej demokracji. Jeśli zależy nam na sprawnym, lecz jednocześnie pluralistycznym parlamencie od 7 do 11 ugrupowań to absolutne optimum, gwarantujące zróżnicowanie poglądów i równocześnie dające szansę na efektywne rządzenie. Zamiast bać się tego kroku, powinniśmy raczej dostrzec w nim potencjał do odświeżenia i wzmocnienia polskiego życia publicznego. Bo nic tak nie służy wolności słowa i politycznej kreatywności, jak zdrowa rywalizacja i szersze grono uczestników debaty na Wiejskiej.
Minął ponad rok od przejęcia władzy, okres prób, analiz i raportów dobiegł końca. Nadszedł moment na konkretne decyzje legislacyjne.
Pokaż wspólny wstęp do petycji z 2025 r.
Twierdzicie, że troszczycie się o państwo i że służba publiczna jest nadrzędnym celem każdej partii. Jeśli tak, to przestańcie pozorować działania i pamiętajcie, że własna godność i poczucie odpowiedzialności za Rzeczpospolitą nakazują Wam realizować przyrzeczenia, nie zaś ukrywać się za procedurami czy zrzucać ciężar koncepcji oraz analiz na petytorów.
Ustawa o petycjach z całą mocą zobowiązuje organy władzy do szybkiego i merytorycznego rozpatrywania głosu społecznego, tymczasem upowszechnia się praktyka pozorowania. Petycje giną w czeluściach urzędów, a terminy, jakże hojnie określone w ustawie na zaledwie trzy miesiące, rozciągają się w nieskończoność. Zważcie proszę o obowiązku niezwłoczności publikacji treści petycji, zwyczajowo przyjmowanej na dwa tygodnie od złożenia. Władza ma szanować prawo i suwerena.
Dosyć złudzeń o rzekomej niemożności. Reforma państwa i konstrukcji prawa to obowiązek tych, którzy rządzą, i nie uchyla się od niego nikt, kto naprawdę dba o dobro Polski. Przywoływanie argumentu o presji partyjnych liderów i zakulisowych decyzjach jedynie uwłacza godności tych, którzy objęli mandaty z woli narodu.
Macie pełnię instrumentów i uprawnień, więc rządźcie odpowiedzialnie albo powiedzcie jasno, że wolicie pozostawić sprawy po staremu. Jednak nie zapominajcie, że to Wy składaliście narodowi uroczyste deklaracje, a naród, kierując się rozsądkiem i wolą wspólnego dobra, może w następnych wyborach zweryfikować, czy umiecie sprostać powierzonej Wam misji.