PETYCJA
Na podstawie art. 63 Konstytucji RP i art. 2 art. 2 ust. 3 Ustawy o petycjach wnosimy petycję o podjęcie działań w celu wniesienia pod obrady Parlamentu projektu ustawy o zmianie ustawy Kodeks Wyborczy (Dz. U. 2011 nr 21 poz. 112 z 5 stycznia 2011 ro. Tekst 2023.2408 z 2024 poz.721) polegającej na zmianie treści art. 10 § 1. W następujący sposób:
Art. 10. § 1. Prawo wybierania (czynne prawo wyborcze) ma:
- 1) w wyborach do Sejmu i do Senatu oraz w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej
– obywatel polski, który najpóźniej w dniu głosowania kończy 17 lat;
- 2) w wyborach do Parlamentu Europejskiego w Rzeczypospolitej Polskiej – obywatel polski, który najpóźniej w dniu głosowania kończy 17 lat oraz obywatel Unii Europejskiej niebędący obywatelem polskim, który najpóźniej w dniu głosowania kończy 17 lat, oraz stale zamieszkuje na terytorium
Rzeczypospolitej Polskiej;
- 3) w wyborach do organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego:
1. a\) rady gminy – obywatel polski, obywatel Unii Europejskiej niebędący obywatelem polskim oraz obywatel Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, który najpóźniej w dniu głosowania kończy 17 lat, oraz stale zamieszkuje na obszarze tej gminy,
2. b\) rady powiatu i sejmiku województwa – obywatel polski, który najpóźniej w dniu głosowania kończy 17 lat, oraz stale zamieszkuje na obszarze, odpowiednio, tego powiatu i województwa;
UZASADNIENIE
Nie od dziś wiadomo, że scena polityczna w naszym kraju przypomina momentami długą, średnio wciągającą telenowelę, w której główne role od lat obsadzone są przez wciąż te same twarze. Czas więc, by powiało świeżością i dopuszczono do głosu tych, którzy, mimo że jeszcze rok temu mogli być w gimnazjum (albo i nie, bo nasz system edukacji zmienia się równie często co pogoda w marcu), wcale nie stoją na straconej pozycji, jeśli chodzi o rozsądek i obywatelską świadomość. Mówimy tu o 17-latkach, bo wbrew pozorom to właśnie oni, w tej kluczowej chwili przed dorosłym życiem, mają w sobie zarówno iskierkę idealizmu, jak i zdrową dawkę rozsądku.
Owszem, przeciwnicy od razu krzykną, że przecież oni są wciąż dzieciakami, za młodzi, by podejmować decyzje, czy też łatwo ich zmanipulować. Tylko że te argumenty brzmią raczej jak usprawiedliwienie, by nie wprowadzać zmian, które mogą wywrócić do góry nogami przyzwyczajenia niejednego polityka. Prawda jest taka, że nasze społeczeństwo i tak wymaga solidnej edukacji obywatelskiej i wyczulenia na manipulację, niezależnie od tego, czy mamy lat 17 czy 70, a znamy parlamentarzystów ponad 80 letnich. Skoro do szkół coraz mocniej wkracza konieczność uczenia o dezinformacji, fake newsach czy świadomym korzystaniu z Internetu, to czemu nie wykorzystać zapału i energii młodzieży do realnych działań przy urnach? Urnach wyborczych a nie funeralnych, oczywiście.
Zwolennicy obniżenia wieku wyborczego podkreślają, że 17-latek to już całkiem ogarnięty człowiek. Bardzo często dorabia w wakacje, ogarnia PIT-y (choćby te „zerowe” dla młodych), potrafi odnaleźć się w meandrach życia społecznego i wie, że data egzaminu maturalnego przypada częściej niż dzień wolny w środku tygodnia. Nie brakuje też przypadków, gdy 17-latkowie stają się rodzicami albo wkraczają na ścieżkę wczesnej dorosłości z powodów życiowych, a Państwo Polskie wymaga od nich odpowiedzialności karnej na podobnych zasadach jak wobec pełnoletnich. Czy nie brzmi to nieco paradoksalnie, że można za coś odpowiadać, jak dorosły, a zarazem być pozbawionym tak istotnego prawa, jak głosowanie?
W innych krajach, takich jak Austria czy Brazylia, da się wprowadzić wybory dla 16- czy 17-latków i nikomu od tego korona z głowy nie spadła, a nawet frekwencja miejscami poszła w górę, to czemu u nas miałoby się to nie udać? Naturalnie, niektórym może się wydawać, że wprowadzenie takiego prawa w Polsce jest nierealne bez manipulowania przy Konstytucji. Faktycznie, artykuł 62 naszej Ustawy Zasadniczej nakreśla granicę przy 18. urodzinach w kontekście wyborów do Sejmu, Senatu i wyborów prezydenckich. W wyborach do Parlamentu Europejskiego takiej sztywnej reguły z Konstytucji nie mamy. Kto wie, może to właśnie ten pierwszy krok, który pozwoliłby sprawdzić, jak młodzi odnajdą się w roli pełnoprawnych wyborców? A jeśli miałoby się to udać na szczeblu europejskim, to być może i w kraju politycy przekonaliby się, że nie taki diabeł straszny.
Najważniejsze, byśmy pamiętali, że prawo do głosowania to nie jednorazowa przygoda w stylu zabawa dorosłych w długopisy i krzyżyki na karcie wyborczej. To klucz do świadomej partycypacji i sposób na to, by młodzież uwierzyła, że nie jest tylko obserwatorem, lecz także współtwórcą rzeczywistości. Tak się składa, że dziś młodzi nie tylko potrafią kreatywnie bojkotować słabe pomysły władzy w mediach społecznościowych, ale też coraz chętniej rozkładają na czynniki pierwsze politykę klimatyczną, edukacyjną i gospodarczą. Wprawdzie do pełnego zrozumienia systemu podatkowego wszyscy jeszcze musimy trochę dorosnąć, ale to w żadnym wypadku nie skreśla młodszych pokoleń z poważnej dyskusji.
Czy nie byłoby więc prościej, gdyby szkoły otrzymały odgórną motywację do wzmocnienia edukacji wyborczej? Do wprowadzania praktycznych lekcji o tym, jak wypełnia się kartę do głosowania, jak działa samorząd czy w jaki sposób debatować o programach politycznych bez obrzucania się błotem? Podejście metodą projektową, które docenia i kreatywność, i odpowiedzialność, mogłoby zbudować w młodych ten nawyk krytycznego myślenia, a co za tym idzie, także późniejszego świadomego głosowania. Już słyszymy zawodzenia sprzeciwy w stylu, Znowu ktoś chce nam dorzucić pracy w szkole. Spójrzmy prawdzie w oczy, jeśli naprawdę zależy nam, byśmy nie zmarnowali kolejnych dekad na polityczne przepychanki, to lepszy start i wsparcie dla młodych jest inwestycją, która wszystkim się opłaci.
Gdy obniżymy wiek wyborczy do 17 lat, politycy będą musieli w końcu uważniej wsłuchać się w głos tego pokolenia, w którego ręce (i portfele) za chwilę trafi przyszłość nas wszystkich. Młodzi już teraz potrafią walczyć o swoje, czy to na ulicy, czy w Internecie. Wpuszczenie ich do lokali wyborczych to okazja, by ten aktywizm przekuć w dojrzałe decyzje. Być może ktoś powie, że za siedemnastolatkiem stoi tylko bunt i smartphone w dłoni, ale nie od dziś wiadomo, że potężne zmiany zaczynają się właśnie od młodych. Cała sztuka polega na tym, by ten zapał dobrze ukierunkować i dać mu narzędzia do rozwoju. Głos wyborczy jest jednym z takich narzędzi, a czas, w którym polaryzacja i jałowe kłótnie dominują debatę publiczną, zdaje się idealny, by wpuścić do gry trochę nowego powietrza.
Niektórzy woleliby jednak podnosić wiek wyborczy, wyciągając argument o tym, że w krajach dobrobytu dzieciaki dłużej nie dorastają. Tyle że nawet jeśli dojrzewanie się wydłuża, to wciąż najlepszą metodą przyspieszenia tej dojrzałości jest realna odpowiedzialność. Zresztą, co może lepiej uczyć dorosłości, jeśli nie świadome stawienie się przy urnie, rozważenie różnych programów i wybranie opcji, która realnie wpłynie na życie lokalnej i ogólnopolskiej społeczności.
W tej całej sprawie mamy więc do czynienia z prostym wyborem, zostajemy przy starej, dobrze znanej śpiewce, bo tak zawsze było, czy otwieramy się na rozwiązania, które w niejednym kraju zadziałały i wniosły do polityki więcej dynamiki? Zwłaszcza że naszym konikiem w ostatnich latach stała się frekwencja wyborcza, a przecież z wejściem w szeregi elektoratu tak dużej grupy nowe pokolenie mogłoby dać się poznać z jeszcze mocniejszej strony. Będzie to również szansa na zbliżenie polityków do świata, w którym królują serwisy streamingowe, trendingi na TikToku i memiczne poczucie humoru. Może wtedy nasze górnolotne apele w kampaniach zyskają odrobinę autentyczności?
Podsumowując, obniżenie wieku wyborczego do 17 lat wcale nie jest fanaberią. To raczej sposób, by przybliżyć politykę i społeczeństwo do siebie, zburzyć mur niedowierzania między starszymi a młodszymi, a jednocześnie zmotywować nasze szkoły do tego, by wzięły obywatelską edukację na poważnie. Jeśli się na to zdecydujemy, to już nie usłyszymy sławetnych tekstów lajkujecie posty, a nie chodzicie na wybory. Bo 17-latkowie pójdą głosować, i kto wie – może rozruszają tę naszą polityczną scenę bardziej, niż ktokolwiek się spodziewa. A nam wszystkim potrzebna jest właśnie ta świeża energia, by spojrzeć dalej i lepiej zrozumieć przyszłość, która właściwie już zaczyna się dziś.
Dajmy głos ludziom dorosłym. Suweren, który w dniu głosowania ma ukończone 17 lat życia musi dysponować czynnym prawem wyborczym. Politycy proszę pamiętajcie. Dzisiaj odepchnięci wkrótce będą dysponowali głosem.
Wykluczeni wkrótce staną do wyborów. Jak to jest, że można po skończeniu 17 lat świadomie współżyć seksualnie, zażywać farmakologię wczesnoporonna, pobierać się do dobra dzieci i z młodzieńczej miłości a ustawodawca zabrania głosować?
Jak to jest, że można po skończeniu 16 lat odpowiadać karnie, a ustawodawca zabrania głosować?
Baronowie partyjni utracili kontakt ze społeczeństwem. Młodzi i nowe są dla partii tajemnicą. Świat komunikacji w sieci dla wielu z dysponentów władzy jawi się jako przestrzeń niedostępna. Młodzi są przyszłością. To młodzi spłacą zaciągnięte długi. To od młodych zleży przyszły los staruszek i starców. Posuńcie się. Dopuście Osoby, które ukończyły 17 lat do wyborów. Umówmy się na kompromis. Czynne prawo wyborcze nowoczesne. Bierne prawo zachowawczo – konserwatywne. Zgoda?
Wybory powszechne są świętem demokracji. Dajmy sobie wreszcie spokój z polaryzacją. Porzućmy ślepą modę i przyzwyczajenie. Fetysz polityków o znaczeniu frekwencji znajdzie swą egzemplifikację w Kodeksie Wyborczym. Przyjdzie nowe, bez kosztów dla budżetu.
Wybory przeradzają się w plebiscyty. Ludzie dokonują wyborów powodowaniu emocjami negatywnymi. Głosujemy z trwogi przyzwolenia przydając tym, którzy epatują siłą, władztwem wyrosłym z ram kontroli kompromisu. Młodzież nie pęka. Ludzie się łączą. Pragną wspólnoty. Wyglądają bezpieczeństwa. Nie chcą granic, podziałów, barier i murów wrogości. Politycy dajcie nam WYBÓR we wyborach. Społeczeństwo jest rozbite. Podgrzewany jest konflikt koterii i obozów. Treścią jest spór wobec MY i WY. NASI i WASI. Zacznijcie łączyć zasypując podziały. Już wolno, niechaj młodsi dotkną swych praw.
Dalekomyślni i doświadczeni politycznie parlamentarzyści, proszę zwracając się do KPRM-u o opinię nie zapomnijcie skontaktować się z własnymi wyborcami.
Macie władzę ustawodawczą. Zaprawdę możecie zmieniać Polskę wraz z wyborcami odrywając się od bieżącej koniunktury partyjnej. Szansą są już najbliższe wybory Prezydenckie. Warto? Można?! Odmłodzony suweren skorzysta z prawa.
Baronowie partyjni utracili kontakt ze społeczeństwem. Młodzi i nowe są dla partii tajemnicą. Świat komunikacji w sieci dla wielu z dysponentów władzy jawi się jako przestrzeń niedostępna. Młodzi są przyszłością. To młodzi spłacą zaciągnięte długi. To od młodych zleży przyszły los staruszek i starców. Posuńcie się. Dopuście Osoby, które ukończyły 17 lat do wyborów. Umówmy się na kompromis. Czynne prawo wyborcze nowoczesne. Bierne prawo zachowawczo – konserwatywne. Zgoda?
To Wasz Panie i Panowie Politycy obowiązek by przeciwdziałać patologii.
W imieniu tych, którzy głosu nie mają, zwracamy się do Was, decydentów odpowiedzialnych za los obywateli i rozwiązanie kwestii fundamentalnych dla dobra wspólnego, abyście zaradzili w poruszonej sprawie.
Świat przyspiesza, a wraz z nim zmienia się polityka naszych sojuszników, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, zatem jest to już czas najwyższy, by Polska również przepracowała własną doktrynę i strategię, jeżeli rzeczywiście zamierza kierować się mądrością i patriotyzmem.
Pokaż wspólny wstęp do petycji z 2025 r.
Minął ponad rok od przejęcia władzy, okres prób, analiz i raportów dobiegł końca. Nadszedł moment na konkretne decyzje legislacyjne, zwłaszcza że wkrótce głos rozstrzygający nie będzie należał do Prezydenta Andrzeja Dudy, a argumenty o rzekomej blokadzie podpisu ustawy tracą moc.
Twierdzicie, że troszczycie się o państwo i że służba publiczna jest nadrzędnym celem każdej partii. Jeśli tak, to przestańcie pozorować działania i pamiętajcie, że własna godność i poczucie odpowiedzialności za Rzeczpospolitą nakazują Wam realizować przyrzeczenia, nie zaś ukrywać się za procedurami czy zrzucać ciężar koncepcji oraz analiz na petytorów.
Ustawa o petycjach z całą mocą zobowiązuje organy władzy do szybkiego i merytorycznego rozpatrywania głosu społecznego, tymczasem upowszechnia się praktyka pozorowania. Petycje giną w czeluściach urzędów, a terminy, jakże hojnie określone w ustawie na zaledwie trzy miesiące, rozciągają się w nieskończoność. Zważcie proszę o obowiązku niezwłoczności publikacji treści petycji, zwyczajowo przyjmowanej na dwa tygodnie od złożenia. Władza ma szanować prawo i suwerena.
Nie jest rolą obywatela tworzyć analizy i projekty ustaw, od tego są rządzący, którzy pobierają środki z pieniędzy publicznych. Gdy więc obywatele sygnalizują problem, oczekują decyzji bądź jasnego, otwartego głosowania, w którym władza weźmie odpowiedzialność za utrzymanie status quo lub za przeprowadzenie zmian.
Dosyć złudzeń o rzekomej niemożności. Reforma państwa i konstrukcji prawa to obowiązek tych, którzy rządzą, i nie uchyla się od niego nikt, kto naprawdę dba o dobro Polski. Przywoływanie argumentu o presji partyjnych liderów i zakulisowych decyzjach jedynie uwłacza godności tych, którzy objęli mandaty z woli narodu.
Zatem porzućmy pozoranctwo. Zapowiedzi i obietnice wyborcze powinny wreszcie przełożyć się na realne decyzje, czy to w kwestiach rozdziału Kościoła i państwa, realizacji ustawy o petycjach, czy rzetelnej reformy sądów i mediów. Obywatel nie oczekuje kolejnego zestawu wymówek, lecz mądrości, odwagi, godnego sprawowania władzy i patriotyzmu przekutego w czyny.
Macie pełnię instrumentów i uprawnień, więc rządźcie odpowiedzialnie albo powiedzcie jasno, że wolicie pozostawić sprawy po staremu. Jednak nie zapominajcie, że to Wy składaliście narodowi uroczyste deklaracje, a naród, kierując się rozsądkiem i wolą wspólnego dobra, może w następnych wyborach zweryfikować, czy umiecie sprostać powierzonej Wam misji.