Fundacja Dobre Państwo › Bank petycji › Państwo i demokracja

Skrócenie kadencji Sejmu i przedterminowe wybory

Petycja postuluje, by Sejm na podstawie art. 98 ust. 3 Konstytucji podjął uchwałę o skróceniu swojej kadencji. Fundacja argumentuje, że nieuczciwe finansowanie kampanii wyborczej i przekroczenie limitów wydatków podważyły uczciwość wyborów, a przedterminowe wybory są jedynym sposobem wykluczenia z parlamentu ich beneficjentów.

Gdzie trafiła i co się stało

  1. 20 sierpnia 2024, Senat: wysłane według rejestru Fundacji; w rejestrze Senatu brak numeru źródło: rejestr Fundacji
  2. 22 sierpnia 2024, Sejm, BKSP-155-X-268/24: Komisja do Spraw Petycji: nie uwzględniła żądania (22 stycznia 2025) źródło: sejm.gov.pl, odczyt 10.10.2026
  3. 28 września 2024, Sejm: wysłane według rejestru Fundacji; w rejestrze Sejmu brak numeru źródło: rejestr Fundacji
  4. 7 października 2024, Prezydent RP: Prezydent nie prowadzi rejestru petycji; odpowiedzi nie odnotowano źródło: rejestr Fundacji (data prezentaty)
  5. 8 stycznia 2025, Sejm: wysłane według rejestru Fundacji; w rejestrze Sejmu brak numeru źródło: rejestr Fundacji

Stan sprawdzony 10 października 2026 r. w rejestrach Sejmu i Senatu. Prezydent nie prowadzi publicznego rejestru petycji.

Pełny tekst petycji

Treść pisma bez danych adresowych i podpisów.

PETYCJA

Na podstawie art. 63 Konstytucji RP i art. 2 art. 2 ust. 3 Ustawy o petycjach wnosimy petycję o podjęcie, z uszanowaniem przepisu art. 33 uchwały Sejmu RP z dnia 30 lipca 1992 r. Regulamin Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, na podstawie art. 98 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 2 kwietnia 1997 r. działań w celu wniesienia pod obrady Sejmu projektu uchwały, SKRÓCENIA KADENCJI SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ. UZASADNIENIE

Piastunów i beneficjentów zatrutych fałszerstwem stolców parlamentarnych trzeba wyrzucić. Czarna polewka polityczna jest jedyną dostępną karą. Nie ma przyzwolenia na czerpanie korzyści z nierządu kampanii wyborczej. Suweren rząd by uczciwi wyrzekli się oszustów.

DOMAGAMY SKRÓCENIA KADENCJI SEJMU.

Mandaty parlamentarne zostały kupione. Kupili je politycy odpowiedzialni za nie uczciwe praktyki finansowania kampanii wyborczej.

Czy i ile mandatów zostało sprzedanych przekonamy się dzięki reakcji na petycję Fundacji Dobre Państwo o skrócenie kadencji Sejmu RP.

Przyjęcie tezy petycji jest jedynym sposobem wykluczenia z grona parlamentarzystów beneficjentów oszustwa wyborczego.

Teza o zaborze suwerenowi konstytucyjnego czynnego prawa wyborczego uzasadniona jest w przekazach medialnych, które epatują wiadomościami o wykorzystywaniu nielegalnych źródeł opłacania i promowania elektów.

Ilu złamało reguły? Ilu parlamentarzystów przegrałoby plebiscyt wyborczy, gdyby nie korzystało z nielegalnej przewagi. Kilkoro, kilkunastu czy kilkadziesiąt Osób. Ile foteli obsiadają niegodni parlamentarzyści?

Dostępne są dane porównawcze. Zestawienie wydatków komitetów wyborczych z zarzutami niegospodarności mieniem państwowym i/lub z bezczelnym prowadzeniem kampanii za pośrednictwem nie ewidencjonowanych źródeł majątkowych.

Złodzieje demokracji ukradli nam wybory.

Państwowa Komisja Wyborcza bada sprawę. To dobrze. Ciekawią nas ustalenia, uzasadnienie i wnioski oraz postanowienie. Mamy czas i ufność.

Z pewnością przekroczono w sposób rażący limity wydatków na kampanie wyborczą. Bezspornie byliśmy świadkami nieuczciwej konkurencji komitetów wyborczych i kandydatów o głosy wyborców. Czy zatem wybory były uczciwe, gdy warunki gry były z gruntu nie równe? Kto wie? Więcej, czy organy Państwa dążą do zgłębienia tak wrażliwej kwestii. Oby.

Audyty Ministerstw i spółek Skarbu Państwa porażają, chyba już nielicznych. Tylko grzmi samo i samo się błyska, oby nie tylko medialnie.

Po korowodzie sporów o materiał dowodowy, po konfrontacjach wykładni judykatury, po przebrnięciu przez rafy procedury, po wyczerpaniu wszelkich możliwości w czasie wyczerpania cierpliwości opinii publicznej winni, w ramach winy udowodnionej, zostaną ukarani.

Jak będzie? Będzie ni jak. Sankcja niewypłacenia zwrotu kosztów kampanii i subwencji dla partii jest ograniczona. Budżet nie ujmie z wypłaty więcej aniżeli ¾ łącznych wydatków z kampanii z ewidencji, lecz jednocześnie kara jest ścisłe powiązana z konkretnym udowodnionych naruszeniem dyscypliny finansowej. Do brzegu. Ponoć nielegalnie użyto setki milionów a nie wpadnie do kasy partyjnej maksymalnie kilka. Mimo to mandaty zostaną, a kasa się zgadza. Organy ścigania pozostają bezradne. Nam wyborcom jest głupio. Czy ktoś z członków władz się zawstydzi?

Skrócenie kadencji Sejmu, potocznie samorozwiązanie się, to jedyne honorowe rozwiązanie. Trwanie parlamentu jest legitymizacją bandytierki politycznej i oszustwa wyborczego.

Orientacyjne koszty przedterminowych wyborów, szacowane na 350 milionów państwo powinno ściągnąć z majątków prywatnych zatruwających demokracje polityków.

Niech grzywnę organy państwa ściągną od łamaczy Konstytucji i prawa.

Służby swoje wiedzą, a w każdym razie są dostępne są deklaracje majątkowe. Gdzie jest kasa, kto przytulił środki publiczne? Dacie radę?

Dajcie wiarę nadziei, że znajdzie się 307 sprawiedliwych.

Senatorki i Senatorowie mogą wspierać i opowiedzieć się za uczciwością.

Nie lękajcie się. Szlachetne Damy i Czcigodni Wybrańcy. Wasze Wysokości Parlamentarzyści.

Plotką miejską jest, że parlamentarzysta złożył w siedzibie partii własny weksel prosty bez protestu będący gwarancją zwrotu kosztów związanych z umową na wykorzystanie logo komitetu i wizerunku partii. Nie istnieją umowy zobowiązaniowe a w nich klauzule abuzywne. Nieprawdą jest, że mamy do czynienia z manipulacją glosami wyborców. Zawsze wygrywa najlepszy z kandydatów. Prezesi nie mają mocy i nie wpływają na umieszczenie na biorącej liście i na zwycięskim miejscu. To miłość i oddanie ludu mają jedyny wpływ na wynik wyborów.

Opinii publicznej nie sposób zmanipulować. Nie jest prawdą, że Parlamentarzysta potrzebuje czasu całej kadencji by odrobić koszty robienia kariery politycznej i poniesione z własnej kieszeni na kampanie wyborczą. Oczywiście tabliczki imienne przy fotelach będzie można odkręcić na pamiątkę.

Przed nami progi boju. Urzędnicy Kancelarii Marszałka mogą a nie muszą niniejszą petycję przekazać do rozpoznania. Komisja może odrzucić wniosek petytora bądź wszcząć tryb rozpytywania. Dostępne jest także bezpośrednie przekazanie do komisji ustawodawczej celem przygotowania głosowania podczas posiedzenia Sejmu. Będziemy blisko i w pobliżu.

Biorąc pod uwagę przyzwyczajenia i harmonogram sekwencji zdarzeń optymalnym będzie złączenie terminu wyborów przedterminowych z wyborami pierwszej tury wyborów Prezydenta RP. Warte rozważenia ☺.

Ilu z Was Umiłowani Parlamentarzyści i na jakim etapie się sprzeciwi skróceniu kadencji? Poznamy listę przyspawanych do fotela. Wolność mandatu z własną prywatą nie muszą iść w parze. Aksjologia skrzeczy.

W historii współczesnego parlamentaryzmu mamy wynik 11:1. Tylko raz, 7 września 2007 roku się powiodło. Czy będzie nam o tym dane porozmawiać? Kto zamówi badania sondażowe. Jaka koniunktura przed nami. Co dacie Polsce, Polskom, Polakom, a co weźmiecie dla siebie?

Sejm RP jako najważniejsza instytucja demokratyczna w Polsce, stanął w obliczu ogromnego kryzysu politycznego. Jak wynika z oceny obecnej sytuacji politycznej dalsze wyczekiwanie na pozytywne rozwiązanie kryzysu jest szkodliwe dla Polski.

Trwanie Sejmu RP w stanie wszechogarniającego konfliktu politycznego nie daje szans na racjonalną i efektywną pracę ustawodawczą. Kryzys prowadzi do niebezpiecznego spadku zaufania obywateli do skuteczności mechanizmów demokratycznych.

Przesłanki wskazują, że polski parlament nie może skutecznie wypełniać swej konstytucyjnej roli i że jedynym wyjściem z obecnej sytuacji, służącym dobru Polski, służącym wyłonieniu nowego układu koalicyjnego i w efekcie nowego rządu są przedterminowe wybory.

Jedynym środkiem na przetrwanie i zakończenie kryzysu parlamentarnego są rozpisanie wyborów i oddanie decyzji o dalszych losach parlamentu oraz rządu RP w ręce suwerena, to jest Narodu.

Prawda nas wyzwoli. Obłudzie, zakłamaniu i fałszu dajmy odpór.

Skrócenie kadencji Sejmu. Czy ukradli nam wybory?

Przedterminowe wybory parlamentarne są prawem i drogą sprawiedliwości.

Werdykt PKW dobitnie wskazuje na przekręty finansowe w PIS dotyczące lewych wydatków na kampanię wyborczą. Czy zjawisko korzystania z publicznych środków uzasadnia postawienie pytania o kradzież wyborów? Czym jest uniemożliwienie wyborcom podjęcia racjonalnych decyzji politycznych w oparciu o powszechnie dostępne informacje, gdy jedna z sił politycznych posiada miażdżącą przewagę w dostępie do umysłów wyborców. Odpowiedzi udzielą Parlamentarzyści odnosząc się do treści inicjatywy społecznej z załącznika.

Choć PIS działało zgodnie z doktryną mówiącą, iż „kłamstwo powtórzone po tysiąckroć staje się prawdą” – przegrało władzę wygrawszy wybory.

Politycy być może artykułują pogląd, że WYBORY zostały ukradzione, ponieważ wyborcy nie mieli szans na swobodny wybór opcji politycznej.

Z tego prostego powodu Fundacja Dobre Państwo domaga się w swej petycji skrócenia kadencji sejmu.

Sejm ma władzę i oby z niej zechciał skorzystać. Jest to o tyle oczywiście oczekiwana decyzja, o ile nadal zamierzamy być demokracją.

Mandaty nie są na sprzedaż. Mandaty można kupić?

Mandaty wystawiają mundurowi – lecz nam, suwerenowi.

Parlamentarne mandaty rządzą się własnymi zasadami.

Skrócenie kadencji Sejmu, potocznie samorozwiązanie się parlamentu jest honorowym wyjściem dla godnych ludzi.

Szanowny Panie Prezydencie. Strona społeczna naszym staraniem kieruje do Instytucji i Godności Urzędu Prezydenta RP swój skromny i cichy głos z prośbą, aby Kancelaria, na której czele Pan stoi, zechciała wypracować rozwiązanie właściwe dla Dobra Wspólnego i wypatrywane przez suwerena marzącego o zasypaniu barykad polaryzacyjnych.

Inne pismo w tej sprawie: Skrócenie kadencji Senatu i przedterminowe wybory

PETYCJA

Na podstawie art. 63 Konstytucji RP i art. 2 art. 2 ust. 3 Ustawy o petycjach wnosimy petycję o podjęcie oraz na podstawie art. 98 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 2 kwietnia 1997 r. działań w celu wniesienia pod obrady Senatu projektu uchwały o skróceniu kadencji Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. UZASADNIENIE

Skrócenie kadencji Sejmu, pomimo jego potocznego określania mianem „rozwiązania”, stanowi w istocie odmienną kategorię ustrojową. Termin rozwiązanie Sejmu bywa używany w mediach i publicystyce, aczkolwiek Konstytucja RP z 1997 roku nie posługuje się taką frazą. Akt prawny najwyższej rangi przewiduje jedynie możliwość skrócenia kadencji Sejmu, co w konsekwencji, wskutek zasady sprzężenia kadencji obydwu izb, dotyka również Senatu. Nie chodzi przy tym o unicestwienie parlamentu jako organu władzy ustawodawczej, lecz o wcześniejsze zakończenie ustalonego czteroletniego mandatu i bezzwłoczne zainicjowanie procedury wyborczej zmierzającej do wyłonienia nowego parlamentu. W doktrynie prawa konstytucyjnego utrzymuje się więc, że polski model, wbrew potocznemu nazewnictwu, nie przewiduje rozwiązania sensu stricto, a jedynie możliwość skrócenia czasu urzędowania reprezentantów wyborców.

Instytucja ta w polskiej praktyce ustrojowej występuje rzadko, a jednocześnie stanowi doskonały przykład, jak powiązania polityczno-prawne i często rozbieżne interesy władzy wykonawczej i ustawodawczej przekładają się na sporadyczne, a jednak realne mechanizmy przełamywania impasu politycznego. Konstytucja RP wprowadziła w art. 98, 155 i 225 wyraźne i ściśle określone przypadki, kiedy Prezydent Rzeczypospolitej może (albo wręcz musi) przedterminowo zakończyć Sejmowi i Senatowi okres kadencji.

W pierwszym z nich, zakodowanym w art. 98 ust. 2, Sejm może sam podjąć taką decyzję większością 2/3 głosów ustawowej liczby posłów, co w praktyce uznaje się za niezwykle wysoką poprzeczkę, rzadko osiąganą poza sytuacjami wyjątkowo silnego przesilenia politycznego.

W drugim przypadku, opisanym w art. 155 ust. 2, Prezydent zobowiązany jest do niezwłocznego skrócenia kadencji, jeżeli w tzw. trzecim kroku konstytucyjnym nie uda się uchwalić wotum zaufania dla Rady Ministrów, co bywa interpretowane jako formuła zapobiegająca permanentnemu paraliżowi władzy wykonawczej.

W trzeciej sytuacji, wynikającej z art. 225, brak uchwalenia ustawy budżetowej i przedstawienia jej Prezydentowi w terminie czterech miesięcy otwiera głowie państwa możliwość, choć tylko fakultatywną, skrócenia kadencji. Z jednej strony legitymizuje to Prezydenta do roli politycznego arbitra, z drugiej wzmacnia czynnik mobilizujący parlament do sprawnej i terminowej procedury nad ustawą budżetową.

Należy zaznaczyć, że w literaturze prawniczej pojawiają się wątpliwości interpretacyjne, czy art. 225 Konstytucji mógłby znaleźć zastosowanie do ustawy o prowizorium budżetowym, skoro w gramatycznej treści przepisu mowa jest jedynie o projekcie ustawy budżetowej. Niektórzy autorzy przekonują, że w trudnych, nadzwyczajnych warunkach, gdy prowizorium przejmuje de facto rolę budżetu, ratio legis nakazywałoby analogiczne stosowanie sankcji w postaci skrócenia kadencji. Inni konstytucjonaliści wskazują, że wykładnia literalna daje niewystarczającą podstawę do tak radykalnych kroków i że wprowadzenie prowizorium jest już samo w sobie nadzwyczajnym remedium tymczasowym, nieuzasadniającym polityczno-prawnej sankcji w postaci skrócenia kadencji całego parlamentu. W rezultacie doktryna i orzecznictwo nie wypracowały jeszcze jednolitego stanowiska, częściowo z braku stosownej praktyki, częściowo z powodu niedookreśloności normatywnej. Wciąż więc pojawia się wątpliwość, czy ta fakultatywna kompetencja głowy państwa może wkraczać w sferę zastępczych regulacji finansowych, które, jak się często podkreśla, powinny być rzadkim i wyjątkowym rozwiązaniem.

Poza problemem przewlekania prac nad budżetem pojawia się też szersze pytanie o to, czy, w wymiarze społeczno-politycznym, instrument przedterminowych wyborów powinien być używany częściej, np. w momentach gwałtownych kryzysów i obniżenia autorytetu rządzących. Niektórzy obserwatorzy sceny politycznej twierdzą, że skrócenie kadencji mogłoby sprzyjać oczyszczeniu atmosfery politycznej, zwłaszcza gdy nastroje społeczne domagają się nowych rozwiązań i przyspieszenia. Zwolennicy stabilności i ciągłości kadencji odpowiadają, że zbyt częste sięganie po tę instytucję groziłoby pogłębieniem chaosu, paraliżem w uchwalaniu ustaw oraz znacznym obciążeniem finansowym budżetu państwa, co w niektórych okresach mogłoby prowadzić do politycznej destabilizacji.

Interesująca w tym kontekście bywa komparatystyka ustrojowa, kiedy patrzymy na rozwiązania np. w Wielkiej Brytanii czy we Włoszech. W tradycji brytyjskiej, przynajmniej do niedawna, istniała silna prerogatywa monarchy, by rozwiązać Izbę Gmin na wniosek premiera, co stanowiło raczej polityczny zwyczaj niż formalnie skodyfikowaną zasadę. Z kolei w III Republice Włoskiej częste wybory i koalicyjne kryzysy sprawiały, że mechanizm rozwiązywania parlamentu, zależny formalnie od prezydenta Włoch, w praktyce angażował wielostronne konsultacje partyjne. Na tym tle polskie przepisy, z ich wyraźnym zakresem i dopuszczalnością skrócenia kadencji wyłącznie w sytuacjach konstytucyjnie przewidzianych (budżet, brak powołania rządu albo uchwała samego Sejmu), jawią się jako relatywnie restrykcyjne, wzmacniając stabilność systemu i nie poddając przedterminowych wyborów zbyt swobodnym kaprysom politycznej gry.

Warto jednak pamiętać, że w polskim modelu sama decyzja o skróceniu kadencji, niezależnie, czy wynika z uchwały większości 2/3 posłów, czy z postanowienia Prezydenta nie odbiera Sejmowi i Senatowi zdolności do dalszego procedowania aż do dnia poprzedzającego pierwsze posiedzenie nowo wybranych izb. Może to prowadzić do stanów daleko posuniętego dualizmu, gdy z jednej strony w przestrzeni publicznej trwa już kampania wyborcza, a z drugiej ustępujące izby nadal uchwalają ustawy czy inne akty prawne. Dla jednych to logiczna konsekwencja ustrojowa, bo przecież organy władzy mają obowiązek zabezpieczenia ciągłości państwa do ostatnich chwil swoich mandatów. Dla innych jednak jest to kuriozalna koincydencja działań politycznych i ustrojowych, nierzadko prowadząca do nadużyć lub do podejmowania uchwał pod silnym wpływem nadchodzących wyborów.

Należy też spojrzeć na sporne zagadnienie terminu, w którym Prezydent może zarządzić skrócenie kadencji, zwłaszcza w aspekcie art. 225. Ustawodawca konstytucyjny przyznał tu 14-dniowe ramy czasowe (tzw. termin zawity), z czego płynie wniosek, że jakiekolwiek niedochowanie wymogu, choćby wynikające z opieszałości w opiniowaniu przez marszałków Sejmu i Senatu, wyklucza późniejsze skorzystanie z tej kompetencji. W doktrynie nie brak głosów, iż ustawodawca zbyt sztywno skodyfikował tę procedurę, nie przewidując realnej elastyczności przy ocenie, dlaczego ustawa budżetowa się opóźnia i czy opóźnienie było zawinione przez Sejm, czy raczej przez okoliczności makroekonomiczne. Formalizm terminu czterech miesięcy od przedłożenia projektu, a następnie 14 dni dla Prezydenta, kontrastuje nierzadko z praktycznym przebiegiem i trudnościami prac budżetowych. Zwolennicy takiego uregulowania odpowiadają, że konstytucyjne mechanizmy dyscyplinują parlament i chronią stabilność finansową państwa w stopniu wystarczającym, jednocześnie stanowiąc zaporę przed ewentualną pokusą władzy wykonawczej, aby w dowolnym politycznie momencie rozwiązywać parlament, powołując się na błahostki proceduralne w uchwalaniu ustawy budżetowej.

Przywołanie tych wszystkich aspektów odzwierciedla wielowymiarowość instytucji skrócenia kadencji. Z jednej strony to konstrukcja teoretycznie prosta. Trzy ścieżki (samoistna uchwała Sejmu, obligatoryjny krok w razie braku rządu w trzeciej próbie, fakultatywny akt Prezydenta w przypadku nieuchwalenia ustawy budżetowej). Z drugiej jednak, wystarczy wczytać się w orzecznictwo dotyczące terminów i interpretacji konstytucyjnych przepisów, by dostrzec, że nie brak w nim drobnych niejasności, które w wypadku poważnego konfliktu politycznego mogłyby prowadzić do napięć. Trzeba też dodać, że orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego nie wypracowało spójnej linii w tym przedmiocie, w dużej mierze dlatego, iż rzeczywistość polityczna rzadko wymuszała rozstrzyganie związanych z tym sporów.

Dla obserwatora nieposiadającego profesjonalnego przygotowania akademickiego istota sprawy jest jasna. Polska Konstytucja dopuszcza skrócenie kadencji parlamentu, lecz stawia temu zjawisku mocno restrykcyjne granice. Nie jest to dowolny przywilej Prezydenta czy Sejmu, lecz instrument mający zapobiegać groźnym dla stabilności kryzysom. Polska praktyka, w której przedterminowe wybory odbyły się zaledwie kilka razy w ciągu ponad trzydziestu lat (wliczając jeszcze Sejm kontraktowy i jego wcześniejsze zakończenie), potwierdza, że sprawujący władzę oraz opozycja skłonni są raczej unikać nadmiernie częstej zmiany układu sił w parlamencie.

W szerszej perspektywie politologicznej można by dopatrywać się w tym pewnej kultury politycznej, która z jednej strony ceni stabilność i przewidywalność, a z drugiej zostawia pewne bezpieczniki na wypadek kryzysów. Komentatorzy zauważają przy tym, że mechanizm skrócenia kadencji zachęca do poszukiwania rządowych kompromisów i sprzyja sprawnej procedurze budżetowej, a także chroni przed ryzykiem, że w parlamencie zasiadać będzie zbiór posłów pozbawiony społecznego poparcia w warunkach drastycznej zmiany nastrojów. Inną kwestią pozostaje, czy gdyby społeczeństwo obywatelskie nabrało zwyczaju doraźnych nacisków na Prezydenta, by, przy każdej fali niezadowolenia, korzystał z konstytucyjnych opcji rozwiązania Sejmu, czy taka praktyka nie przerodziłaby się w permanentną destabilizację.

Rozważania te dowodzą, że skądinąd prosta konstrukcja prawna skrywa liczne odcienie, w których spotykają się teoria i praktyka, polityka i prawo, a także typowe dla każdego systemu ustrojowego napięcie między stabilnością kadencji a społecznym zapotrzebowaniem na zmianę. Z jednej strony mamy efektywny środek zapobiegania patologiom i chronicznemu konfliktowi w parlamencie, z drugiej zaś mechanizm, którego użycie zawsze wiąże się z pewnym kryzysem, skoro przedterminowe wybory uruchamia się zwykle w warunkach napięcia i sporów politycznych. Z perspektywy nauk politycznych i nauk społecznych skrócenie kadencji Sejmu jest więc przejawem tzw. klauzuli bezpieczeństwa konstytucyjnego. Z perspektywy prawa ustrojowego pozostaje szczegółowo unormowaną, choć niejednoznaczną instytucją. W praktyce, choć bywa określane mianem swoistego politycznego science fiction, realnie funkcjonuje w polskim systemie i kilkukrotnie przybrało wymierny kształt w postaci przedterminowych wyborów.

Wspomniane rozbieżności interpretacyjne, zwłaszcza przy ustawie budżetowej czy prowizorium, przyczyniają się do dyskusji, czy Konstytucja powinna zostać doprecyzowana i w jakim kierunku. Część przedstawicieli doktryny uważa, że należałoby uwzględnić bardziej elastyczną procedurę, aby Prezydent lub marszałkowie mogli realnie ocenić, dlaczego projekt ustawy budżetowej nie został uchwalony w terminie. Inni z kolei wskazują, że otwarcie się na bardziej swobodną ocenę byłoby furtką do manipulacji politycznych. To z kolei prowadzi do wniosku, że polski model, przy wszystkich potencjalnych mankamentach, zapewnia wystarczająco stabilne i przejrzyste reguły gry, co dla większości aktorów politycznych stanowi gwarancję przewidywalności procesów ustrojowych.

Tak rozumiane skrócenie kadencji Sejmu w świetle orzecznictwa i doktryny jawi się jako narzędzie wyjątkowe i raczej ostatniej szansy niż stale obecny oręż w codziennych bojach politycznych. Można zatem stwierdzić, iż wbrew obiegowej opinii redukującej temat do medialnych sloganów mamy do czynienia z rozbudowaną, finezyjnie skonstruowaną i wciąż dyskutowaną dziedziną polskiego prawa konstytucyjnego, gdzie niewielka liczba praktycznych zastosowań nie zawsze oznacza brak pola do interpretacyjnych sporów i istotnych, także dla laików, konsekwencji społecznych.

Fundacja Dobre Państwo stawia problem polityczny, społeczny i moralny.

Czy zarzut fałszerstwa wyborczego w trakcie kampanii wyborczej, jeśli zostałby udowodniony jest przesłanką konstytutywną dla skrócenia kadencji parlamentu jako instrumentowi pozbawienia mandatów tych z polityków, którzy oszukali wyborców?

Niech przemówią skrzypce narodowej symfonii, w której każdy z nutą na ustach i wyborczą legitymacją w kieszeni wmaszerował do gmachu zwanego Parlamentem, by następnie, wdzięcznym lub mniej, ukłonem objawić się narodowi jako szafarz prawdy, cnót i obietnic. A tak naprawdę, cóż tu kryć, ci niektórzy to raczej husaria w lśniących zbrojach z wytwórni tekturowych dekoracji, na swych banerach powtarzająca, że suweren doceni, suweren pochwali i suweren kupi, najlepiej hurtem, rzekomy mandat uczciwości.

Ale my się z tej złudy wypisujemy. Jeśli zasady fair play kampanii wycinane są nożycami oportunizmu, jeśli publika słyszy tylko te melodie, które zagrają mistrzowie marketingu politycznego z nieskończoną sakiewką sponsorów (cóż za uroczysta eufemizacja!), to nie możemy powiedzieć, że trwa demokracja. Wszak idee mają konsekwencje. Gdy łamie się zasady przejrzystego finansowania, to znaczy, że łamie się reguły wolnej woli głosujących, a tu już pachnie oszustwem wyborczym, które niczym mgła smoleńska wkrada się w rozpalone umysły Polek i Polaków.

Cóż więc nam pozostaje, gdy politycy zdają się oszczędzać nie tylko na chlebie i igrzyskach, ale przede wszystkim na moralności? Ze smutkiem w oku i figlarnością w sercu stwierdzamy, że polaryzacja społeczeństwa może być pięknym narzędziem w rękach sztukmistrza władzy, lecz jedynie wtedy, gdy wystarczająco dużo obywateli wciąż bije mu brawo za kurtyną populistycznych frazesów. Ci jednak, którzy orkiestrę finansową fałszem stroją i sycąc się przywilejami dostępu do mediów przedkładają prywatę nad publiczne dobro, powinni najpierw usiąść w ławach wstydu, zanim dostąpią honoru dalszego reprezentowania kogokolwiek poza własnym portfelem.

Nie ma tu miejsca na wykręty rodem z wystawnej retoryki. Etyki nie uprawomocnia się przez użyteczność, a kłamstwa powtarzane po wielokroć nigdy nie stają się prawdą, choćby i zatrudniono tysiąc megafonów. Jeśli reguły zostały złamane, trzeba to powiedzieć głośno. Złamano fundamenty demokracji, a w konsekwencji osoby korzystające z nielegalnej przewagi w kampanii są tak samo wiarygodne jak weneckie maski w mrocznych zaułkach.

Znużony, lecz wciąż dumny suweren, zatem my we większości jako wspólnota, może zatem oczekiwać jednego, odpowiedzialności. Kto dopuścił się fałszu, musi ponieść polityczną konsekwencję. Niech to będzie naszą społeczną normą i jedyną możliwością, jeśli nie chcemy skończyć z państwem, w którym partiokracja i anarchia występują razem w kabaretowym duecie. My bowiem z fałszu wypisujemy się bez żalu. Cóż warte są bowiem mandaty, które przypominają błyszczące monety spoczywające w skarbonkach ciekawych sponsorów?

Jeśli ktoś jeszcze myśli, że można gładko godzić się z łamaniem prawa finansowania wyborów, głębokim, kryjącym się w cieniu dostępem do mediów i władzy, to przypomnę, że prawdziwa demokracja kwitnie w blasku przejrzystości. Jej kwiatem nie jest cyniczny uśmiech, lecz rzetelna odpowiedzialność za słowa i czyny. Niech więc jeszcze raz wybrzmi owa myśl. Kto sfałszował wybory, przywłaszczył sobie przywilej decydowania o losach innych, ma obowiązek pochylić się nad konsekwencjami, także i przede wszystkim tymi o smaku politycznej porażki.

Zatem grajmy dalej, lecz niech na scenie stoi orkiestra prawdziwa, a nie jedynie sterowana zza kulis. Niech żywe nuty aksjologii wybrzmią w pełnej krasie, bo my, aktorzy i widzowie zarazem, nie chcemy płacić biletu wstępu do teatru hipokryzji.

W tym spektaklu wystarczą nam proste i jasne zasady. Niech tam, gdzie jest fałsz, zapadnie cisza, a gdzie jest prawda, niech rozgorzeje aplauz. Taka jest siła dobrego państwa. Taka powinna być norma społeczna. Tylko tyle i aż tyle. Reszta zależy od nas, bo przecież ostatecznie właśnie my piszemy scenariusz do kolejnego aktu politycznego widowiska.

Brzdęk! Oto dźwięk pieniędzy wydawanych na lewo i prawo, który odbija się echem po korytarzach władzy. Kampania, mówią niektórzy, ociekała brudnym złotem, a polski parlament znów stanął przed widmem politycznej burzy.

Szelest banknotów, trzask pieczątek, gromkie przemowy w telewizji. W tym chocholim tańcu rzekomych przekrętów finansowych jedni obrzucają się błotem, drudzy próbują je zbierać w wiadra i wylać na swoich oponentów. Fundacja Dobre Państwo przerywa ten cyrk, domagając się cięcia mieczem Gordyjskim.

Żądamy skrócenia kadencji Sejmu. Czy to tylko polityczna hucpa, czy prawdziwa rewolucja? Fundacja grzmi, że mandaty sprzedano, a demokrację okradziono. Ludzie kręcą głowami, czując smród niejasnych dotacji i niewidzialnych wydatków. Gdzieś w tle huczy echo rozczarowania. Kolejne audyty, kolejne afery, a organy ścigania rozkładają ręce.

Rozwiązanie? Bum! Uderza propozycja w potylice stad politycznych. Niech politycy sami zrzucą kajdany władzy, rozpiszą nowe wybory i wezmą odpowiedzialność za domniemany bałagan. Kto wie, może w ten sposób odzyskamy zaufanie do urn wyborczych i do samych siebie?

Zasnute mgłą metra wagony niosą dziś jeden przekaz. Naród rozliczy każdego, kto bawił się w kupczenie mandatami. W tym politycznym dramacie Fundacja wyczekuje 307 sprawiedliwych szabel, gotowych przegłosować samorozwiązanie Sejmu. Czy usłyszymy trzask otwieranych drzwi do wolności, czy raczej głuchą ciszę politycznej kalkulacji? Przed nami kolejna scena spektaklu a stawką jest demokracja.

W imieniu tych, którzy głosu nie mają, zwracamy się do Was, decydentów odpowiedzialnych za los obywateli i rozwiązanie kwestii fundamentalnych dla dobra wspólnego, abyście zaradzili w poruszonej sprawie.

Świat przyspiesza, a wraz z nim zmienia się polityka naszych sojuszników, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, zatem jest to już czas najwyższy, by Polska również przepracowała własną doktrynę i strategię, jeżeli rzeczywiście zamierza kierować się mądrością i patriotyzmem.

Pokaż wspólny wstęp do petycji z 2025 r.

Minął ponad rok od przejęcia władzy, okres prób, analiz i raportów dobiegł końca. Nadszedł moment na konkretne decyzje legislacyjne, zwłaszcza że wkrótce głos rozstrzygający nie będzie należał do Prezydenta Andrzeja Dudy, a argumenty o rzekomej blokadzie podpisu ustawy tracą moc.

Twierdzicie, że troszczycie się o państwo i że służba publiczna jest nadrzędnym celem każdej partii. Jeśli tak, to przestańcie pozorować działania i pamiętajcie, że własna godność i poczucie odpowiedzialności za Rzeczpospolitą nakazują Wam realizować przyrzeczenia, nie zaś ukrywać się za procedurami czy zrzucać ciężar koncepcji oraz analiz na petytorów.

Ustawa o petycjach z całą mocą zobowiązuje organy władzy do szybkiego i merytorycznego rozpatrywania głosu społecznego, tymczasem upowszechnia się praktyka pozorowania. Petycje giną w czeluściach urzędów, a terminy, jakże hojnie określone w ustawie na zaledwie trzy miesiące, rozciągają się w nieskończoność. Zważcie proszę o obowiązku niezwłoczności publikacji treści petycji, zwyczajowo przyjmowanej na dwa tygodnie od złożenia. Władza ma szanować prawo i suwerena.

Nie jest rolą obywatela tworzyć analizy i projekty ustaw, od tego są rządzący, którzy pobierają środki z pieniędzy publicznych. Gdy więc obywatele sygnalizują problem, oczekują decyzji bądź jasnego, otwartego głosowania, w którym władza weźmie odpowiedzialność za utrzymanie status quo lub za przeprowadzenie zmian.

Dosyć złudzeń o rzekomej niemożności. Reforma państwa i konstrukcji prawa to obowiązek tych, którzy rządzą, i nie uchyla się od niego nikt, kto naprawdę dba o dobro Polski. Przywoływanie argumentu o presji partyjnych liderów i zakulisowych decyzjach jedynie uwłacza godności tych, którzy objęli mandaty z woli narodu.

Zatem porzućmy pozoranctwo. Zapowiedzi i obietnice wyborcze powinny wreszcie przełożyć się na realne decyzje. Macie pełnię instrumentów i uprawnień, więc rządźcie odpowiedzialnie albo powiedzcie jasno, że wolicie pozostawić sprawy po staremu. Jednak nie zapominajcie, że to Wy składaliście narodowi uroczyste deklaracje, a naród, kierując się rozsądkiem i wolą wspólnego dobra, może w następnych wyborach zweryfikować, czy umiecie sprostać powierzonej Wam misji.

Pobierz oryginał (.docx)

Jak złożyć podobną petycję

  1. Skorzystaj z tego tekstu jako wzoru i dopisz własne argumenty.
  2. Dopisz swoje imię i nazwisko (albo nazwę organizacji), miejsce zamieszkania lub siedzibę i adres do korespondencji.
  3. Wyślij do Sejmu, Senatu albo innego organu: listem, przez ePUAP albo osobiście.

Przygotuj petycję na wzór tej


Treść na licencji CC BY 4.0. Cytowanie: Fundacja Dobre Państwo, „Skrócenie kadencji Sejmu i przedterminowe wybory”, https://dobrepanstwo.org/petycje/skrocenie-kadencji-sejmu. Wersja tekstowa: skrocenie-kadencji-sejmu.md. Cały Bank petycji.