Fundacja Dobre Państwo › Bank petycji › Rolnictwo i środowisko

Kary za wwóz żywności spoza UE bez wymaganych dokumentów

Petycja postuluje dodanie do ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia art. 97¹, przewidującego przepadek towaru i grzywnę co najmniej równą jego wartości za wprowadzanie do obrotu żywności i pasz spoza UE bez świadectw fitosanitarnych lub dokumentów potwierdzających normy unijne. Fundacja argumentuje, że import niespełniający norm, m.in. zboża technicznego, zagraża bezpieczeństwu żywnościowemu i polskim rolnikom.

Gdzie trafiła i co się stało

  1. 19 lipca 2024, Sejm, BKSP-155-X-237/24: Komisja do Spraw Petycji: nie uwzględniła żądania (27 listopada 2024) źródło: sejm.gov.pl, odczyt 10.10.2026
  2. 19 lipca 2024, Senat, P11-98/24: Komisja Petycji Senatu nie podjęła dalszych prac (postulat nieuwzględniony) (20 listopada 2024) źródło: senat.gov.pl, odczyt 10.10.2026
  3. 20 września 2024, Prezydent RP: Prezydent nie prowadzi rejestru petycji; odpowiedzi nie odnotowano źródło: rejestr Fundacji (data prezentaty)
  4. 1 stycznia 2025, Senat: wysłane według rejestru Fundacji; w rejestrze Senatu brak numeru źródło: rejestr Fundacji
  5. 3 stycznia 2025, Prezydent RP: Prezydent nie prowadzi rejestru petycji; odpowiedzi nie odnotowano źródło: rejestr Fundacji (data prezentaty)
  6. 3 stycznia 2025, Sejm, BKSP-155-X-390/25: Komisja do Spraw Petycji: pozostawiła petycję bez rozpatrzenia (art. 12) (3 czerwca 2025) źródło: sejm.gov.pl, odczyt 10.10.2026

Stan sprawdzony 10 października 2026 r. w rejestrach Sejmu i Senatu. Prezydent nie prowadzi publicznego rejestru petycji.

Dokumenty urzędowe (kopie Fundacji)

Pełny tekst petycji

Treść pisma bez danych adresowych i podpisów.

PETYCJA

Na podstawie art. 63 Konstytucji RP i art. 2 art. 2 ust. 3 Ustawy o petycjach wnosimy petycję o podjęcie działań w celu wniesienia pod obrady Sejmu projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 roku o bezpieczeństwie żywności i żywienia (tekst jednolity Dz. U. z 2023 r. poz. 1448) polegającej na zmianie treści poprzez dodanie art. 971 w zgodzie z poniżej zaproponowaną wersją jego brzmienia:

art. 97 1.. 1. Kto wprowadza na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, będącej jednocześnie obszarem celnym Unii Europejskiej, żywność, pasze, karmę lub inne produkty pochodzenia roślinnego, zwierzęcego lub z przetwórstwa spożywczego, przeznaczone do dalszego obrotu, w tym pośrednictwa, magazynowania, organizacji dostaw lub dystrybucji, a pochodzące z państw niebędących członkami Unii Europejskiej, bez wymaganych zaświadczeń fitosanitarnych lub innych dokumentów potwierdzających spełnienie unijnych norm jakości i bezpieczeństwa, podlega sankcjom przewidzianym w niniejszej ustawie.

2. Produkty, o których mowa w ust. 1, muszą spełniać w szczególności unijne normy jakości oraz wymogi bezpieczeństwa żywnościowego w łańcuchach dostaw i produkcji spożywczej, w tym w zakresie braku zanieczyszczeń i odpowiednich standardów ochrony zdrowia publicznego. Kontroli w rozumieniu ustawy podlegają również towary oraz opakowania mające kontakt z żywnością.

3. W przypadku wprowadzenia na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej produktów, o których mowa w ust. 1 i 2, niespełniających wymagań określonych w przepisach Unii Europejskiej i niniejszej ustawy, orzeka się przepadek tych produktów, a podmiot podlega egzekucji grzywny w wysokości nie niższej od wartości rynkowej towaru bez wad.

4. Minister właściwy do spraw rolnictwa określi, w drodze rozporządzenia, nie kolizyjne z zasadami w Unii Europejskiej, szczegółowe zasady bezpiecznego i kontrolowanego tranzytu płodów rolnych i zwierzęcych oraz pasz przez terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, w szczególności w zakresie wymogów dokumentacyjnych, procedur administracyjnych oraz warunków technicznych takiego przewozu.

UZASADNIENIE

Propozycja dodania do ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia nowego przepisu art. 971 odnosi się do obowiązku posiadania zaświadczeń fitosanitarnych lub innych dokumentów potwierdzających spełnianie unijnych norm przez żywność, pasze oraz produkty rolno-spożywcze sprowadzane spoza obszaru Unii Europejskiej. Rozporządzenie (WE) nr 178/2002 Parlamentu Europejskiego i Rady reguluje obowiązki związane z bezpieczeństwem żywności i pasz, w tym wymóg przestrzegania norm unijnych przy przywozie towarów z państw trzecich. Ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia wskazuje m.in. wymagania zdrowotne, wymogi w zakresie higieny, zasady prowadzenia urzędowych kontroli i sankcje karne za wprowadzanie do obrotu żywności niespełniającej wymagań. Ustawa o paszach określa zaś szczegółowo wymogi dotyczące bezpieczeństwa i obrotu paszami, wprowadzając między innymi zasady kontroli weterynaryjnej oraz uprawnienia organów granicznych.

W dotychczasowym stanie prawnym obowiązują regulacje unijne, nakładające wymóg, aby żywność, pasze i inne produkty rolno-spożywcze sprowadzane na obszar celny Unii Europejskiej spełniały normy bezpieczeństwa żywnościowego oraz posiadały stosowne dokumenty i badania potwierdzające brak zagrożeń. Wewnątrz Unii kontrole fitosanitarne dotyczą wybranych kategorii towarów, przy czym stałe zasady oceny ryzyka i wymóg odpowiednich certyfikatów mają zastosowanie w przypadku przywozu spoza UE. Urzędowe kontrole dotyczą zarówno żywności pochodzenia roślinnego, jak i zwierzęcego, a także pasz, w celu ochrony zdrowia ludzi, zwierząt i środowiska.

W art. 97 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia zawarto już przepisy karne za produkcję lub wprowadzanie do obrotu żywności zepsutej lub zafałszowanej. Ustawa posługuje się pojęciem „środek spożywczy szkodliwy dla zdrowia lub życia człowieka” i przewiduje w tym zakresie sankcje grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności. Kodeks karny reguluje dodatkowo instytucję przepadku przedmiotów pochodzących z przestępstwa. Ustawa o paszach zawiera przepisy wykroczeniowe i administracyjne dotyczące nieprzestrzegania wymogów wytwarzania i obrotu paszami. Transport i tranzyt towarów pochodzenia roślinnego i zwierzęcego podlegają przepisom wykonywanym przez właściwe organy na granicach państwa, uwzględniającym także przepisy o kontroli fitosanitarnej. Dokumentem potwierdzającym stan zdrowotności roślin, wymaganym w imporcie z państw trzecich, bywa świadectwo fitosanitarne, co wynika z międzynarodowych regulacji dotyczących ochrony roślin i zapobiegania przenoszeniu agrofagów.

W przedstawionym projekcie art. 971 władza zecche nałożyć obowiązek posiadania zaświadczeń fitosanitarnych oraz podporządkowania się określonym normom w zakresie jakości i bezpieczeństwa, a w razie niespełnienia wymogów powodowałby przepadek towaru i nałożenie grzywny co najmniej w wysokości wartości danego transportu. W projekcie wskazano, że Minister właściwy ds. rolnictwa określi szczegółowe zasady kontrolowanego tranzytu płodów rolnych i pasz przez teren Polski, co łączyłoby się z istniejącymi rozporządzeniami i ustawami w zakresie wzajemnej uznawalności dokumentów i bezpieczeństwa transportu towarów. Wnioskodawcy powołują się na potrzebę ochrony krajowego rynku żywności oraz konieczność zachowania standardów sprzyjających zdrowiu konsumentów, podkreślając znaczenie barier fitosanitarnych i jakościowych. Proponują sankcje za brak odpowiednich świadectw i wskazują na ryzyko obniżania jakości żywności w wyniku importu spoza UE. Jednocześnie obecnie w obrocie międzynarodowym funkcjonują unijne i krajowe wymogi, kontrole graniczne, świadectwa fitosanitarne oraz procedury sanitarno-weterynaryjne, obejmujące produkty roślinne i zwierzęce, a także pasze.

Roztropne i dalekomyślne Państwo ma doktrynę i strategię. Suweren zna treści i koncepcje polityki rolnej prowadzonej przez władze. Kluczowe jest bezpieczeństwo żywnościowe mieszkańców. Dbać trzeba o warunki środowiskowe profilaktyki zdrowia. Rozumnie trzeba osadzić się w konkurencji między państwowej, znajdując równowagę między przewagami komparatywnymi i pokusą biernej autarkii. Rządzić warto umieć. Wiedza z nauki, pracy, doświadczenia i wymiany poglądów pochodzi.

Unia Europejska doktrynalnie odchodzi od samowystarczalności żywnościowej. Wołowinę pozyskamy z ameryki południowej, wieprzowinę z Azji, drób z USA, zboża z Oceanii, warzywa z czarnoziemów ukraińskich a owoce z basenu morza czarnego. Produkty rolnictwa i hodowli niech rosną w lepszym klimacie, przy dostępie do wody i tańszej siły roboczej, opartej także na mechanizacji. Środowisko Głupcze! Taki mam klimat. Konsekwencjami świat się ku nam uśmiecha.

Zapomnieliśmy o zbożu technicznym. Lista dystrybutorów i szlaków tranzytowych się zatarła. Owoce miękkie zasypane nieburaczanym cukrem, słodzikami, stoją na półkach. Grzyby, cytrusy, banany, alternatywne źródła protein – zmienią nawyki spożywcze i przyzwyczajenia kulinarne, a te wywrą wpływ na poziomy i zakresy produkcji rolnej oraz hodowli, szczególnie prowadzonych na lokalnych rynkach, bliskich mieszkańcom. Zadbajmy by wypieranie produktów miejscowych przez towary z dostaw poza unijnych nie zezwoliło na obniżenie jakości, standardów i norm.

Czas zasypać miedze polaryzacji między wsią i miastem. Gusta i apetyty mamy różne i o tym dyskusja jest marnotrawieniem sił, środków i zasobów. Większość z nas z chłopstwa się wywodzi i wychowała się na wsi. Wieś się zmieni, czy tego chce czy nie. Miasto także zmuszone będzie osadzić się w nowych realiach. Mamy na tę reformę światopoglądową, jej zrozumienie i implementację, czasu trwania połowy pokolenia. Tylko wiązkę lat, koleiny sezonów. Karuzelę wyborów.

Teraz ZDROWA żywność, bezpieczna to niewyłącznie ekologiczna. Zaczniemy spożywać produkty z innej agrokultury. Zrozummy prosimy zmiany i przygotujmy się wspólnie na ich nieuchronność.

Kształt nowego zależy od wypracowanej umowy społecznej. My damy sobie Dobro Wspólne. Zechcecie i Wy Panie i Panowie przedstawiciele władzy?

Sygnalizujemy, że zagrożone jest bezpieczeństwo żywnościowe Kraju, Państwa i Narodu. Władza nie może być ślepa, głucha i niema. Fundacja Dobre Państwo apeluje i informuje, przedkładając równocześnie konstruktywne rozwiązania.

Politycy nie mogą zapominać, że poszczególnym Państwom wolno prowadzić własną politykę, także rolną i gwarantującą bezpieczeństwo żywnościowe, gdy nie koliduje to ze wspólnymi celami UE. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności nie zwalnia rządu z obowiązków nałożonych w szczególności na ministerstw rolnictwa i na ministerstwo rozwoju oraz na ministerstwo gospodarki.

Gdy tak spoglądamy na rozległe pola leżące wzdłuż wschodniej granicy, gdzie jeszcze niedawno cichy rytm zasiewów odmierzał jednostajny tok por roku, dziś przygrywa melodia importowanego szaleństwa, które pędzi do nas jak armia konnych huzarów z obcą flagą w dłoni. Bo oto, dajmy na to, staje przed nami widmo zboża odmiennie ochrzczonego, nie paszowe, nie spożywcze, lecz techniczne, niby utwór awangardowej poezji, z którego jednak nikt się nie śmieje, gdy trafia na talerz bądź do koryta. Rzecz wszak w tym, że sam termin zboże techniczne brzmi niczym spisek stulecia, powtarzany przez rolników, ekspertów i dziennikarzy, którzy w jedno popołudnie stali się detektywami sprawdzającymi czy pszenica z dokumentów, co miała pójść na pellet, aby ogrzać piękne salony naszych miast, przypadkiem nie wylądowała w bochenku chleba.

Epizod z ziarnem to tylko początek rolniczego Armagedonu. W pamięci mamy jeszcze wieści sprzed kilku lat, kiedy to służby fitosanitarne w Polsce pobierały raptem pięć próbek rocznie, by sprawdzić, czy w importowanej żywności nie kryje się jakiś szczególnie wybitny pestycyd sprzed epoki kamienia łupanego. Przez granicę przewijały się wtedy transporty, które w dokumentach występowały jako zwykłe inne i człek, nawet ten uważny, gubił się w definicjach, nie wiedząc, czy to towar godzien stołu, czy raczej opału. Od grudnia zeszłego roku te praktyki niby się ukróciły, lecz rolnicy, nazywani czasem sierotami po dawnej Europie, wciąż mają wrażenie, że wokół nas toczy się zupełnie nowa, dziwna wojna. Wojna o żywność, której jakość i pochodzenie nikną w meandrach biurokracji, a stawką jest i bezpieczeństwo, i portfele tysięcy rodzin.

Tymczasem w telewizyjnych studiach pojawiają się poważni politycy i doprawiają ową rzeczywistość warstwą lukru, zapewniając, że jakoś to będzie, że tak zwany zrównoważony rozwój i prawo unijne nas obronią, że jak Polska nie wpuści, to Unia przypilnuje i nakarmi planetę. Pośród nich pojawiają się inni, co to obiecują niekończące się kontrole, pogłębione analizy i natychmiastowe embarga, wszystko w rytm hasła, że nigdy, przenigdy nie zostawiamy naszych rolników. Jednak wystarczy wyjrzeć za okno i posłuchać lamentu sadowników, którym do chłodni wjeżdża tir po brzegi wypakowany mrożoną maliną z Ukrainy, żeby za chwilę ten sam tir sunął do kolejnej chłodni, już pod inną banderą, a tam, w radości nadmiaru, składuje przetwory z owoców, o których nikt tak do końca nie wie, czy nie rosną obok fabryk amunicji i czy pestycydy nie są przyprawione jeszcze szczyptą radzieckiej nostalgii. W konsekwencji tegoroczne maliny, truskawki czy jabłka z polskich pól mogą nie znaleźć dla siebie miejsca w tych samych chłodniach, bo regały wypełni się egzotycznym towarem rzekomo technicznym.

A co na to Unia Europejska, zapytacie? Odpowiedź jest równie zawikłana, jak nazwy kolejnych rozporządzeń. W jednej chwili wszyscy dyskutują o zakazie przywozu zboża, rzepaku i słonecznika do pięciu krajów, by w drugiej móc triumfalnie znieść tenże zakaz, kierując się mglistą ideą jednolitego rynku. Polski rząd obiecuje, że jeżeli unijny parasol zostanie zwinięty, to my sami, niczym husaria z XVII wieku, zatarasujemy wrota. Nic więc dziwnego, że w tym rolniczym kociołku dojrzewa wiara, iż powtarza się scenariusz, gdy setki ton towaru przejeżdża przez polską granicę niby w tranzycie, a potem, ni stąd, ni zowąd, wyparowuje, trafiając, bywa do skupów, piekarni, może i wytwórni paszy.

Sytuacja nie kończy się jednak na wschodnich rubieżach, bo oto zza oceanu nadciąga jeszcze bardziej barwne widmo umowy z Mercosur. I tak do brazylijskiej samby może wkrótce dołączyć polka drobiowa i tango argentyńskiej wołowiny, każda z tych potraw kusząca oszałamiająco niską ceną. Skrzyżowanie europejskich norm (gdzie dobrostan i ekologia wciskają się w każdy kąt obory) z południowoamerykańskim podejściem rodzi wizje, w których polski drobiarz łapie się za głowę, licząc, czy będzie jeszcze w stanie sprzedawać swoje kurczaki za pół roku, gdy bezmięsna rewolucja zderzy się z cenowym tsunami w postaci szynek z pampasów. Szaleństwo, wspierane przez międzynarodowe gierki, zasypuje nas absurdalnymi hasłami o rzekomym dobrodziejstwie wolnego rynku, w którym, powiedzmy sobie szczerze, że nie zawsze wszystkich obowiązują podobne zasady.

Zamiast sennych potyczek szykujmy się na rolnicze protesty. Kiedyś warchoły z widłami, dziś pikiety z transparentami i telewizyjne relacje na żywo. W tle unosi się duch chaosu. Jedni machają przed oczami statystykami o tym, ile tysięcy ton zboża (czy to technicznego, czy paszowego) płynie do kraju, drudzy ostrzegają przed falą owoców miękkich, a na końcu ktoś jeszcze kpi, że niedługo polscy sadownicy będę sprzedawać w Biedronce mrożone truskawki made in Nowy Jork. Tymczasem nasza logistyka stoi, porty ledwo zipią, a w tym wszystkim raz po raz, niczym jakieś ponure echo, powraca pytanie czy ktoś nad tym panuje, czy to już wolna amerykanka, w której rzekome zboże opałowe karmi trzodę, a czekoladowa polewa z nieznanych składników zamienia się w najczystsze złoto dla sprytnych importerów?

Odpowiedzi brak. Wszyscy łudzą się, że jeśli tylko Komisja Europejska wydłuży zakaz importu i obłoży klauzulami kolejne działy rolnicze, kłopot sam zniknie. Minister czy premier wyjdzie przed kamery i zapewni, że nigdy dotąd nie troszczono się o rolnika tak gorliwie jak dzisiaj, bo dopłaty, rekompensaty i fundusze kryzysowe leżą na stole. Tymczasem rolnik, wpatrzony w komputer, przegląda dokumenty, by wypełnić tony formularzy ekoschematów i dobrostanów, a w głowie kotłuje się biblijne proroctwo. Umiesz liczyć, licz na siebie. Paradoksalnie, w tych cyfrowych czasach, to wciąż jedyne pewne motto. Każda inna obietnica może się rozmyć w brukselskiej mgle, gdzie ścierają się interesy wielu państw albo w sztucznym świetle warszawskich konferencji, gdzie co rusz nowa odsłona afery zbożowej, paszowej, owocowej, kładzie się cieniem na słowach o bezpieczeństwie żywnościowym.

Zima za pasem, służby audytują i liczą, czy aby w polskich spichrzach nie czają się jakieś radioaktywne głowy kapusty, a w uniwersyteckich laboratoriach wciąż za mało ludzi, by przebadać wszystkie transporty. Rolnik, zamiast cieszyć się spokojnym życiem, co rusz zastanawia się, czy produkowanie czegokolwiek ma sens i czy jego praca nie zostanie zaraz zmieciona przez wojnę celną bądź nagłą zmianę przepisów, której nikt nie dostrzegł w tym słynnym unijnym Dzienniku Urzędowym. Tak więc człowiek czyta o kryzysach, klęskach urodzaju i fali niepewnego importu, do tego dołącza kolejny sarkastyczny komentarz o tym, że głód i niedostatek to jedyne, co jeszcze może nas naprawdę zjednoczyć, i mimowolnie czuje, jak w duszy kiełkuje mu dekadencka nuta. Cóż, jeśli bezpieczeństwo żywnościowe runie, niechaj upadnie z fanfarami, w pełnej krasie. I może w tym jest właśnie największy absurd, że tam, gdzie stawką jest realna przyszłość polskich wsi, rolniczej tradycji i całego rynku spożywczego, wciąż łatwiej o spiskowe teorie, o gospodarski folklor w stylu dawnych chłopskich buntów, niż o zdrowy rozsądek i faktyczną stabilizację. Dekadencja, co czai się w bramie – przywdziewając maskę sarkazmu – woła ostrzegawczo. Na koniec dnia i tak liczy się chleb i jabłko na stole. I oby nikt nie zapomniał, że z drugiej strony barykady stoi nie tylko importer, ale i człowiek, który głodny bywa nie mniej realnie niż przepisy, tabelki i polityczna retoryka. Polak głodny to Polak ZŁY i w miejscu uśmiechu pokazuje kły. Z gospodarskim pozdrowieniem. Ku naszym Gospodarzom.

W imieniu tych, którzy głosu nie mają, zwracamy się do Was, decydentów odpowiedzialnych za los obywateli i rozwiązanie kwestii fundamentalnych dla dobra wspólnego, abyście zaradzili w poruszonej sprawie.

Świat przyspiesza, a wraz z nim zmienia się polityka naszych sojuszników, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, zatem jest to już czas najwyższy, by Polska również przepracowała własną doktrynę i strategię, jeżeli rzeczywiście zamierza kierować się mądrością i patriotyzmem.

Pokaż wspólny wstęp do petycji z 2025 r.

Minął ponad rok od przejęcia władzy, okres prób, analiz i raportów dobiegł końca. Nadszedł moment na konkretne decyzje legislacyjne, zwłaszcza że wkrótce głos rozstrzygający nie będzie należał do Prezydenta Andrzeja Dudy, a argumenty o rzekomej blokadzie podpisu ustawy tracą moc.

Twierdzicie, że troszczycie się o państwo i że służba publiczna jest nadrzędnym celem każdej partii. Jeśli tak, to przestańcie pozorować działania i pamiętajcie, że własna godność i poczucie odpowiedzialności za Rzeczpospolitą nakazują Wam realizować przyrzeczenia, nie zaś ukrywać się za procedurami czy zrzucać ciężar koncepcji oraz analiz na petytorów.

Ustawa o petycjach z całą mocą zobowiązuje organy władzy do szybkiego i merytorycznego rozpatrywania głosu społecznego, tymczasem upowszechnia się praktyka pozorowania. Petycje giną w czeluściach urzędów, a terminy, jakże hojnie określone w ustawie na zaledwie trzy miesiące, rozciągają się w nieskończoność. Zważcie proszę o obowiązku niezwłoczności publikacji treści petycji, zwyczajowo przyjmowanej na dwa tygodnie od złożenia. Władza ma szanować prawo i suwerena.

Nie jest rolą obywatela tworzyć analizy i projekty ustaw, od tego są rządzący, którzy pobierają środki z pieniędzy publicznych. Gdy więc obywatele sygnalizują problem, oczekują decyzji bądź jasnego, otwartego głosowania, w którym władza weźmie odpowiedzialność za utrzymanie status quo lub za przeprowadzenie zmian.

Dosyć złudzeń o rzekomej niemożności. Reforma państwa i konstrukcji prawa to obowiązek tych, którzy rządzą, i nie uchyla się od niego nikt, kto naprawdę dba o dobro Polski. Przywoływanie argumentu o presji partyjnych liderów i zakulisowych decyzjach jedynie uwłacza godności tych, którzy objęli mandaty z woli narodu.

Zatem porzućmy pozoranctwo. Zapowiedzi i obietnice wyborcze powinny wreszcie przełożyć się na realne decyzje, czy to w kwestiach rozdziału Kościoła i państwa, realizacji ustawy o petycjach, czy rzetelnej reformy sądów i mediów. Obywatel nie oczekuje kolejnego zestawu wymówek, lecz mądrości, odwagi, godnego sprawowania władzy i patriotyzmu przekutego w czyny.

Macie pełnię instrumentów i uprawnień, więc rządźcie odpowiedzialnie albo powiedzcie jasno, że wolicie pozostawić sprawy po staremu. Jednak nie zapominajcie, że to Wy składaliście narodowi uroczyste deklaracje, a naród, kierując się rozsądkiem i wolą wspólnego dobra, może w następnych wyborach zweryfikować, czy umiecie sprostać powierzonej Wam misji.

Pobierz oryginał (.docx)

Jak złożyć podobną petycję

  1. Skorzystaj z tego tekstu jako wzoru i dopisz własne argumenty.
  2. Dopisz swoje imię i nazwisko (albo nazwę organizacji), miejsce zamieszkania lub siedzibę i adres do korespondencji.
  3. Wyślij do Sejmu, Senatu albo innego organu: listem, przez ePUAP albo osobiście.

Przygotuj petycję na wzór tej

Teksty o tej sprawie


Treść na licencji CC BY 4.0. Cytowanie: Fundacja Dobre Państwo, „Kary za wwóz żywności spoza UE bez wymaganych dokumentów”, https://dobrepanstwo.org/petycje/zywnosc-spoza-ue. Wersja tekstowa: zywnosc-spoza-ue.md. Cały Bank petycji.